Kiedy byłyśmy małe, mama mówiła nam, córkom, że nigdy nie pozwoli nam wyjść za mąż za mężczyznę, który już ma dzieci, więc powinnyśmy uważać, aby same nie stać się kobietami z dziećmi przed ślubem.
Powtarzała to w różny sposób i na różnych etapach naszego życia, żeby pokazać, jak bardzo jest w tym poważna.

Wyszła za mąż za mojego ojca, gdy on już miał dzieci. Jej ojciec, mój dziadek, nie zgadzał się na to małżeństwo.
Ostrzegał ją. Mówił, że jest za młoda, by zostać matką dwojga dorosłych.
Mama była tak zakochana, że go nie posłuchała.
Zaszła w ciążę z moim ojcem, więc dziadek nie miał innego wyboru, jak tylko zgodzić się na ślub.
Żal mojej mamy stał się jej pieśnią i jej lekcją.
Trudności, które przeżyła z ojcem i jego dziećmi, obelgi od kobiet, z którymi ojciec miał te dzieci – wszystko obracało się przeciwko niej w małżeństwie, ale nie mogła odejść.
Jej ojciec by jej na to nie pozwolił, więc uznała, że najlepiej będzie ostrzec nas, abyśmy nie wchodziły w te same „uciski”, jak nazywała swoją sytuację.
Moim pierwszym chłopakiem był Denis. Zaczęliśmy się spotykać, gdy byłam na uniwersytecie.
Byliśmy na tym samym roku, ale studiowaliśmy różne kierunki.
Nigdzie nie chodziliśmy osobno.
Nasi znajomi nazywali nas Romeo i Julią – imieniem, na które reagowaliśmy z dumą.
W pierwszym semestrze czwartego roku zaszłam w ciążę.
„Eiii, jak ja sobie z tym poradzę?”
Naszym pierwszym pomysłem było usunięcie ciąży. Kiedy nadszedł moment, by wziąć tabletkę, trzęsłam się.
Powiedziałam mu, że ją wzięłam, choć to nie była prawda. Kilka dni później przyznałam, że nie mogłam tego zrobić. Wściekł się tak bardzo, że zagroził, iż mnie pobije, jeśli tego nie zrobię.
W końcu powiedziałam, że urodzę dziecko, bo bałam się, że stanie się coś poważnego, jeśli wezmę tabletkę.
Próbował mnie naciskać. Zapytałam: „A gdzie jest ta miłość, o której mówiłeś?”
Nasza relacja zaczęła się psuć. Dniami nie rozmawialiśmy. Patrzył mi w oczy i widział swojego wroga, więc mnie unikał.
Walcząc z nim, walczyłam też z myślą, że stanę się kobietą z dzieckiem przed ślubem – czymś, czego uczono mnie unikać.
Kiedy ciąża miała około czterech miesięcy, Denis zrozumiał, że nic nie może zrobić, więc zaczął znowu się pojawiać.
Wszyscy w szkole wiedzieli, że jest ojcem, więc nie było mowy o ukrywaniu tego.
Podczas gdy znosiłam wstyd chodzenia do klasy z ciążowym brzuchem, myślałam też o wstydzie, jaki sprawiam mamie.
W czasie wakacji nie mogłam wrócić do domu. Skłamałam mamie, że jestem zajęta na uczelni.
Przesyłała mi pieniądze. Czegokolwiek potrzebowałam, dzwoniłam, a ona wysyłała. Donosiłam ciążę do końca studiów.
Byłam w dziewiątym miesiącu, ale mama nic nie wiedziała.
Po studiach postanowiłam zostać i urodzić, zanim jej powiem, ale kierownik akademika wyrzucił mnie, mówiąc, że to akademik, a nie porodówka.
Denis pomógł mi się spakować i wyszliśmy.
Plan był taki, że pojedzie ze mną do mojego domu i pomoże wytłumaczyć mamie, z jakąś obietnicą ślubu, ale zanim dojechaliśmy do miasta, zmienił zdanie. Wróciłam sama.
Kiedy mama mnie zobaczyła, krzyknęła: „Herh Abena Juliet! Co ja widzę?
Powiedz, że to sen. Kiedy? Jak? Dlaczego? O mój Boże, co ja widzę?”
Nie sądzę, że potrafię opisać dramat, jaki się rozegrał. Mama płakała.
Powiedziała, że zawiodłam ją i ducha mojego ojca.
Miała prawo być w szoku, ale nic nie mogła zrobić.
Cztery dni po powrocie do domu urodziłam.
Denis nigdy mnie nie odwiedził. Zadzwoniłam do niego.
Mama długo z nim rozmawiała, prosząc, by przyszedł nadać dziecku imię, aby uniknąć wstydu posiadania wnuka bez ojca.
Denis nigdy się nie pojawił.
Nasze dziecko miało prawie rok, gdy dowiedziałam się, że wyjechał za granicę.
Każdej nocy płakałam, aż zasypiałam, aż pewnej nocy mama powiedziała: „Nie martw się.
Ten pan wróci. Nie będzie uciekał wiecznie.
Coś go tu kiedyś sprowadzi i wtedy zdecydujesz, czy mu wybaczyć, czy nie.” Odpowiedziałam: „Niech nigdy tu nie przychodzi, bo nie ma czego wybaczać.”
Sześć lat później dostałam telefon.
To był Denis. Chciał się spotkać, żeby porozmawiać o dziecku.
Mama była obok mnie.
Kiedy powiedziałam jej, że to Denis, odparła: „Nadszedł czas. Nie mówiłam ci? Zawsze wracają.”
Powiedziałam mu, że nie ma o czym rozmawiać i żeby nie ważył się tu pojawiać.
Błagał. Mówił, że żałuje i że jego życie nie było już takie samo, odkąd uciekł.
Powiedziałam: „Moje życie też już nigdy nie było takie samo, ale myślę, że podoba mi się to nowe życie.
Poradziłam sobie bez ciebie przez prawie siedem lat. Mogę tak dalej.”
Teraz mój problem jest z mamą. Chce, żebym wróciła do Denisa ze względu na dziecko.
Nie patrzy na moje szczęście, tylko na to, żebym nie była kobietą, która wychodzi za mąż z dzieckiem.
Dwa lata temu zaczęłam coś z Solomonem. Nasza relacja doszła do etapu, w którym kolejnym krokiem jest ślub.
Solomon ma swoje wady, tak jak ja mam swoje, ale jest wspaniałym człowiekiem.
Akceptuje mnie i moje dziecko jak część siebie i jest gotów iść z nami przez życie.
Kiedy powiedziałam Solomonowi, że Denis wrócił, doradził mi, by pozwolić mu być częścią życia dziecka, co uważam za słuszne.
Ale mama nalega, żebym wyszła za Denisa, żebyśmy zaczęli od nowa.
Przez to traktuje Solomona z rezerwą. Wiem, co mam robić.
Szukam nowego mieszkania. Kiedy się wyprowadzę, poradzę sobie po swojemu, bez wpływu mamy.
Wiem, kogo chcę, i to nie jest Denis.
Nawet jeśli mój związek z Solomonem się rozpadnie, Denis nie będzie kimś, do kogo wrócę.
Czy podejmuję właściwe decyzje?







