Matka usłyszała, jak krzywdzą jej córki i postanowiła dać nauczkę ich oprawcom
Wiera spojrzała na nią z chłodną niechęcią.

W tej dziewczynce, z oczami żony pierwszego męża jej syna, widziała przeszłość, od której tak bardzo chciała się uwolnić.
— Nie jesteś jedną z nas i nigdy nią nie będziesz! — wyrzuciła z siebie kobieta.
— Moim wnukom oddałabym wszystko, ale tobie — ani cukierka!
Marina, matka Natashy, przypadkiem to usłyszała. Powstrzymała się, ale w środku wszystko się w niej ścisnęło.
Po rozmowie z Siemionem stało się jasne: trzeba dać im nauczkę.
Pod presją matki zaczął postrzegać Natashę jako „obcą”.
Nawet zaproponował, by odesłać dziewczynkę do babci, a Marinie — zajęcie się urodzeniem „własnego” dziecka.
— Nie pozwolę, żeby moja córka czuła się niechciana — spokojnie powiedziała Marina. — Odchodzimy.
Spakowała rzeczy i razem z Natashą wyjechała do wioski do swojej matki. Tam było skromnie, ale ciepło i spokojnie.
Siemion dzwonił, prosił o powrót, obiecywał, że wszystko zmieni.
Ale było już za późno.
Marina zrozumiała: miłość, która wymaga poświęcenia dziecka, nie jest miłością.
Złożyła pozew o rozwód, zażądała podziału majątku, znalazła adwokata i zaczęła nowe życie.
Kupiła małe mieszkanie, zrobiła remont, znalazła pracę.
Natasha poszła do szkoły, znów się uśmiechała, przestała bać się słowa „rodzina”.
Siemion wkrótce ponownie się ożenił.
A Marina, stojąc przy oknie swojego nowego mieszkania, czuła tylko ulgę.
Nie chciała już żyć według cudzych zasad. Teraz jej życie — to jej wybór.
I nie było w nim miejsca ani na wyrzuty, ani na kompromisy kosztem dziecka.







