Mąż poleciał na wakacje z teściową, zostawiając żonę z remontem. Ale ona nie zaczęła płakać…

— Do Turcji? — Lera mimowolnie zrobiła krok w

tył, jakby ją uderzono. — To znaczy, że lecisz

z mamą we dwoje?

Aleksiej stał pośrodku pokoju, całkowicie

niewzruszony. Spokojnie układał w walizce koszulki, jakby w tym, co się działo, nie było nic niezwykłego.

— Właśnie tak. Kupiliśmy wycieczkę last minute. Lecimy tylko my z mamą — odpowiedział takim tonem, jakby wyjaśniał oczywiste rzeczy.

Lera powoli osunęła się na brzeg kanapy i mocniej objęła się ramionami. W ciasnym pokoju z ciemnobordowymi tapetami, gdzie wszystko przesiąkło zapachem lawendy i naftaliny, pochodzącym od rzeczy teściowej, nagle poczuła chłód.

Jeszcze rano była pewna, że z mężem dążą do jednego celu.

Całkiem niedawno małżonkowie wzięli kredyt hipoteczny i zaczęli remont w nowym mieszkaniu w stanie deweloperskim. Aby nie płacić dodatkowych pieniędzy za wynajem, Lera zgodziła się na to, czego bała się najbardziej — tymczasowo wprowadzić się do matki męża, Jeleny Iwanowny.

Cierpliwie znosiła niekończące się uwagi.

Znosiła ciągłą kontrolę.

A wszystko to — dla ich wspólnej przyszłości.

Teraz jednak Aleksiej bez cienia zakłopotania oznajmił, że wyjeżdża wypocząć nad morze.

Razem z mamą.

A remont?

A budowa?

I skąd w ogóle wzięły się pieniądze?

— Ljosza, mówisz teraz poważnie? — powstrzymując drżenie głosu, zapytała Lera. — Postanowiłeś polecieć odpocząć z mamą zamiast zajmować się naszym mieszkaniem?

Aleksiej z irytacją cmoknął i niedbale wrzucił do walizki szorty.

— Lera, nie przesadzaj. To tylko wakacje. Mama jest zmęczona. Ciężko jej ciągle mieszkać w jednym domu z obcą osobą. Jej też potrzebny jest odpoczynek.

— Obcą osobą? — Lera poczuła się zagubiona. — To znaczy, że teraz jestem dla ciebie obca? Prawna żona, która całymi dniami pracuje z domu, żebyśmy szybciej skończyli remont i wreszcie się wprowadzili? I w ogóle, skąd pieniądze na wyjazd? Kto będzie doglądał robotników w nowym mieszkaniu?

Aleksiej z pobłażaniem się uśmiechnął.

— Budowy dopilnujesz ty. I tak zostajesz tutaj. A pieniądze… dostałem dobrą premię. Postanowiłem sprawić przyjemność mamie. Ty też nie pytałaś o moje zdanie, kiedy zapisywałaś mieszkanie wyłącznie na siebie poprzez intercyzę. Uważajmy, że teraz jesteśmy kwita.

Lera poczuła, jak brakuje jej tchu.

Więc o to chodziło.

Przez cały ten czas pamiętał tamtą sytuację.

I teraz po prostu postanowił odpłacić tym samym.

Ta historia zaczęła się mniej więcej pół roku temu, kiedy zmarł dziadek Lery.

Andriej Pietrowicz do ostatnich dni mieszkał w swoim wiejskim domu, który zbudował własnymi rękami. Po jego śmierci dom ten przypadł ukochanej wnuczce.

Wtedy oni z Aleksiejem, wynajmując małe mieszkanie i ciągle licząc pieniądze do następnej wypłaty, zrozumieli, że otrzymali szansę na zmianę swojego życia.

Dom znajdował się daleko, nie miał kto tam jeździć.

Dlatego małżonkowie postanowili go sprzedać i wykorzystać pieniądze jako wkład własny na kredyt hipoteczny.

Udało się uzyskać około półtora miliona hrywien. Pewien miejscowy rolnik niemal od razu kupił działkę razem z domem.

— Półtora miliona — to kwota niezbyt duża — niezadowolony mówił wtedy Aleksiej, przeglądając dokumenty. — Ale na wkład własny wystarczy.

Po tej rozmowie Lera pojechała do matki.

Anna Andriejewna długo przyglądała się starej fotografii swojego ojca, potem uważnie spojrzała na córkę.

— Jeśli sprzedajesz dom dziadka — spokojnie powiedziała — pieniądze muszą pracować na ciebie. Twój mąż już raz rozdysponował wspólne oszczędności tak, jak chciał tylko on.

I to była czysta prawda.

Przez trzy lata wspólnego życia małżonkowie zdołali odłożyć przyzwoitą sumę.

Ale Aleksiej bez długiego zastanowienia wydał ją na używany, ale prestiżowy samochód. Samochód, oczywiście, zarejestrował wyłącznie na własne nazwisko.

Wtedy wyjaśnił to prosto:

— Za kierownicą przecież ciągle siedzę ja. A ty pracujesz zdalnie.

Dlatego w banku, kiedy оформлялась hipoteka, Lera spokojnie wyjęła paszport i powiedziała:

— Podpiszemy intercyzę. Mieszkanie będzie należeć tylko do mnie.

Właśnie pieniądze otrzymane po sprzedaży domu dziadka w pełni pokrywały wkład własny.

Sam Aleksiej w zakup nowego lokum nie włożył ani jednej hrywny.

Wtedy długo się oburzał, walił pięścią w stół, oskarżał żonę o brak zaufania.

Ale w końcu się zgodził.

I, jak się okazało, po prostu postanowił poczekać na dogodną okazję do odwetu.

Później Aleksiej przekonał Lerę, żeby tymczasowo przeniosła się do jego matki.

Zapewniał, że tak uda się szybciej odłożyć pieniądze na materiały budowlane.

— Wytrzymamy tylko parę miesięcy — obiecywał.

Jednak mieszkanie Jeleny Iwanowny powitało Lerę chłodem już od pierwszego dnia.

Pokój młodych był zastawiony zdjęciami Lioszy.

Na jednym zdjęciu — pierwszoklasista z ogromnym bukietem.

Na drugim — student.

Na trzecim — szczęśliwy właściciel swojego samochodu.

Teściowa nie przepuściła ani jednej okazji, żeby dogryźć synowej.

— Ljoszeńka, kawa już gotowa — każdego ranka czule mówiła, stawiając na stole tylko jedną filiżankę. Tylko dla syna.

— Dziękuję, sama sobie naleję — niezmiennie odpowiadała Lera.

— Synku, spróbuj pierogów! Twoja żona przecież takich nigdy nie upiecze. Ona tylko wpatruje się w komputer i siedzi całymi dniami.

Kiedy pewnego razu Lera, nieśpiąca prawie całą noc z powodu pilnego projektu, sięgnęła po pieroga, Jelena Iwanowna gwałtownie uderzyła dłonią w stół.

— Lepiej nie jedz mącznego. Spójrz najpierw na siebie w lustro.

Lera mocno zacisnęła pięści.

— To dotyczy tylko mnie.

— Oczywiście — zjadliwie uśmiechnęła się teściowa. — Tak samo jak mieszkanie, które tak przezornie zapisałaś tylko na siebie. Ale za to oszczędzać na opłatach, z jakiegoś powodu, przyjechałaś właśnie do mnie, a nie do własnej matki.

Aleksiej spokojnie jadł pierogi i udawał, że nic się nie dzieje.

A wieczorami Jelena Iwanowna po cichu wmawiała synowi, że jego żona wcale nie potrafi prowadzić domu, bezmyślnie wydaje pieniądze i nie wiadomo z kim ciągle pisze w internecie.

I teraz przed Lerą stała ta właśnie walizka.

— Dobrze — cicho powiedziała, czując, jak wewnątrz ostatecznie rwie się ostatnia nitka łącząca ją z mężem. — Jeśli naprawdę uważasz za normalne zostawienie mnie samej pośród cementu, pyłu budowlanego i wszystkich tych problemów… to zatrzymywać cię nie będę.

Na moment Aleksiej zamarł.

Spokój żony wyraźnie wyprowadził go z równowagi.

Ale nic nie powiedział.

Tylko zamknął walizkę i wyszedł z pokoju.

Następnego ranka Lerę obudziły ożywione głosy dobiegające z kuchni.

Po kilku minutach usłyszała hałas w przedpokoju.

Jelena Iwanowna, już ubrana w nową bluzkę, i Aleksiej w lekkich letnich szortach szykowali się do wyjścia. Ożywieni dyskutowali, jaki transfer spotka ich po przylocie do Antalyi.

Na twarzy Aleksieja nie było nawet śladu poczucia winy.

Tylko zadowolona pewność siebie człowieka, przekonanego, że postąpił absolutnie słusznie.

— Ljosza! — Lera wybiegła do przedpokoju, mocno przytrzymując poły szlafroka. Na moment chciała krzyknąć, rozpłakać się, zatrzymać go za wszelką cenę. — Czy naprawdę wyjedziesz?

Aleksiej nawet nie podniósł głowy. Spokojnie zawiązał sznurowadła w trampkach, jakby nie usłyszał pytania.

Jelena Iwanowna w tym czasie poprawiła kapelusz z szerokim rondem, obrzuciła synową wyniosłym spojrzeniem i zadowolona uśmiechnęła się.

Po sekundzie głośno trzasnęły drzwi wejściowe.

Lera została sama w mieszkaniu, na wskroś przesiąkniętym zapachem starych rzeczy. Ciemne tapety jakby przygniatały z każdej strony, a powietrze wydawało się ciężkie i nieruchome.

Trzy lata miłości.

Plany.

Nadzieje.

Rozmowy o przyszłości.

Marzenia o dzieciach.

Wszystko to Aleksiej bez żalu wymienił na małostkową zemstę i wakacje z matką.

Szybko spakowała swoje rzeczy do toreb podróżnych.

Już wieczorem Lera siedziała w kuchni u swojej mamy.

Anna Andriejewna uważnie wysłuchała historii o niespodziewanym wyjeździe do Turcji i ze zmęczeniem osunęła się na krzesło.

— Naprawdę wyjechał odpocząć z matką, zostawiając cię samą z remontem? — cicho zapytała, kręcąc głową. — To nie jest normalne, Lera. Ale może jednak warto zadzwonić? Czasem rozmowa potrafi wiele zmienić.

Lerze zupełnie nie chciało się wybierać jego numeru.

Duma protestowała.

Ale gdzieś głęboko w środku jeszcze tliła się nadzieja.

A nuż już zrozumiał, jak podło postąpił?

Następnego dnia jednak się odważyła.

Wybrała numer.

Długie sygnały.

Nikt nie odpowiedział.

Zadzwoniła ponownie.

Historia się powtórzyła.

Po godzinie telefon niespodziewanie sam zadzwonił.

Na ekranie wyświetliło się imię Jeleny Iwanowny.

Lera natychmiast odebrała.

— Lera, wysłuchaj mnie uważnie — głos teściowej brzmiał chłodno i samouwielbienia. — Aleksiej teraz odpoczywa. Nie pozwolę ci go odciągać. Dlatego więcej do niego nie dzwoń.

— Co znaczy — nie dzwoń? — oburzyła się Lera. — Przekaż mu telefon. Muszę porozmawiać z mężem!

W słuchawce rozległ się szyderczy śmiech.

— Musisz ty, a wcale nie on. On jest teraz przy mnie i nie zamierzam psuć mu wakacji twoimi babskimi histeriami.

— Nie urządzam żadnych histerii! Jestem jego żoną! — prawie krzyknęła Lera.

— Żony przychodzą i odchodzą — odcięła się Jelena Iwanowna. — A matkę mężczyzna ma jedną.

Po tych słowach połączenie zostało przerwane.

I właśnie w tej sekundzie wewnątrz Lery coś ostatecznie się przełączyło.

Ból zniknął.

Uraza wyparowała.

Zamiast nich pozostało tylko spokojne zrozumienie tego, co się dzieje.

Nagle uświadomiła sobie, że już nigdy nie pozwoli temu człowiekowi sprawić sobie bólu.

Dwa tygodnie minęły niezauważenie.

Aleksiej i Jelena Iwanowna wrócili do domu zadowoleni, opaleni, pachnący morzem i sklepem bezcłowym.

— Jednak w domu jest najlepiej! — głośno ogłosiła teściowa, demonstracyjnie rzucając walizkę w przedpokoju.

— Świetnie odpoczęliśmy — poparł ją Aleksiej, zdejmując buty. — Pamiętasz tę blondynkę na plaży? Po prostu niewiarygodna figura. Nawet nie wyobrażam sobie, jak można tak idealnie wyglądać w stroju kąpielowym.

— Oczywiście, że pamiętam, synku — zachichotała Jelena Iwanowna. — Takie dziewczyny od razu rzucają się w oczy. Niektórym kobietom warto byłoby wziąć z nich przykład. Mężczyzna zasługuje na to, by widzieć obok siebie prawdziwą piękność.

Wyraźnie liczyli na to, że Lera teraz wybiegnie, zrobi scenę albo przynajmniej zacznie płakać.

Ale mieszkanie przywitało ich kompletną ciszą.

W kuchni nie pachniało kolacją.

Na wieszaku nie wisiały rzeczy Lery.

Aleksiej zmarszczył brwi.

Wyjął telefon.

Zadzwonił do żony.

Połączenie zostało odrzucone.

Wybrał ponownie.

Telefon okazał się wyłączony.

— Pewnie siedzi w nowym mieszkaniu i dogląda robotników — prychnęła Jelena Iwanowna, choć w jej głosie już czuć było niepokój.

Wtedy Aleksiej otworzył listę kontaktów i znalazł numer teściowej.

Anna Andriejewna odebrała od razu.

— Dzień dobry, Anno Andriejewno. Tu Aleksiej. Proszę mi podpowiedzieć, gdzie jest Lera…

Nie zdążył dokończyć.

Ze słuchawki spokojnie padły słowa:

— Aleksieju, wysłuchaj mnie uważnie. Lera teraz odpoczywa. I nie chcę, żebyś jej niepokoił. Dlatego więcej do niej nie dzwoń.

Zgubił się.

— Co znaczy „odpoczywa”? Koniecznie muszę z nią porozmawiać!

W odpowiedzi rozległ się cichy śmiech.

— Musisz ty. A nie ona. Teraz wreszcie pozbyła się zbędnego ciężaru i cieszy się spokojnym życiem. Nie przeszkadzaj jej swoimi kaprysami.

Po tych słowach rozmowa dobiegła końca.

Aleksiej zamarł.

Dopiero teraz zrozumiał, że Anna Andriejewna niemal słowo w słowo powtórzyła przemowę jego własnej matki.

Nie tracąc czasu, wybiegł z mieszkania, usiadł za kierownicą swojego ukochanego samochodu i pojechał do domu teściowej.

Po kilku minutach już dzwonił do drzwi, głośno pukał i żądał otwarcia.

Drzwi się otworzyły.

Na progu stała Lera.

Wyraźnie schudła, wyglądała na zmęczoną, ale jej spojrzenie stało się spokojne i twarde.

— Lera! — wydyszał Aleksiej, próbując wejść do środka. — Co to w ogóle za spektakl urządziliście?

Nie przesunęła się ani na krok.

— Spektakl dawno się skończył, Ljosza. On poleciał odpoczywać do Turcji. Ale wygląda na to, że główni artyści już wrócili.

— Nie chciałem sprawić ci bólu! — wybuchnął Aleksiej. — To ty sama wszystko zaczęłaś! Mieszkanie zapisałaś tylko na siebie! Ja po prostu postanowiłem pokazać ci, że tak nie wolno postępować!

Lera niespodziewanie się zaśmiała.

Szczerze.

Bez złości.

Bez histerii.

— Dziękuję, Ljosza. Teraz naprawdę wszystko zrozumiałam.

Podeszła do szafki przy lustrze, wzięła wcześniej przygotowane dokumenty i podała je mężowi.

— Co to jest?

Zerknął na nagłówek i zmarszczył brwi.

— To dokumenty, które wreszcie mnie ochronią. Przed tobą kopia pozwu o rozwiązanie małżeństwa. Już złożyłam go w sądzie.

Twarz Aleksieja zbladła.

— Mówisz poważnie? Przez jakieś wakacje?

— Nie tylko — spokojnie odpowiedziała Lera. — Jest jeszcze jedna kwestia. Podczas podziału majątku będzie brane pod uwagę wszystko, co nabyliśmy w trakcie trwania małżeństwa. A z rzeczy naprawdę wartościowych mamy tylko twój samochód, kupiony za wspólne pieniądze. Dlatego połowa jego wartości przypadnie mi. Te środki właśnie pójdą na wykończenie remontu mieszkania.

Oczy Aleksieja rozszerzyły się.

Ukochany samochód…

Ten sam, który co tydzień starannie polerował i dbał o niego bardziej niż o wszystko inne na świecie.

— Nie zrobisz tego… — ledwo słyszalnie wycedził.

— Zrobię — spokojnie odpowiedziała Lera. — A teraz wracaj do mamy. Przecież tak bardzo chciała, żebyście byli razem.

Drzwi cicho zamknęły się prosto przed jego twarzą.

Aleksiej jeszcze długo stał na klatce schodowej z dokumentami w dłoniach.

Teraz wakacje naprawdę dobiegły końca.

Przed nim czekały rozprawy sądowe, podział majątku, prawdopodobieństwo rozstania się ze swoim ukochanym samochodem i długie wieczory obok matki, która znowu i znowu będzie opowiadać, jakie niewdzięczne bywają synowe.

Lera natomiast spokojnie zaparzyła sobie herbatę, podeszła do okna i długo patrzyła na ulicę.

Przed nią oczekiwał remont, spłaty kredytu hipotecznego i mnóstwo niełatwych zadań.

Ale po raz pierwszy od trzech lat poczuła, że może swobodnie oddychać.

Mit Freunden teilen