— W ogóle nie widzę nic strasznego w tym,
żeby wziąć kolejny kredyt.

Witalij stał na środku kuchni, głęboko wsuwając
dłonie w kieszenie domowych spodni dresowych.
Patrzył na żonę z takim niezrozumieniem, jakby
Tatjana właśnie odmówiła udziału w ratowaniu ludkości.
Tatjana powoli przesuwała wilgotną gąbkę po powierzchni kuchennego stółu, starannie zbierając okruchy.
— Straszne jest tutaj chociażby to, że bank mi go po prostu nie zatwierdzi — powiedziała spokojnie, nawet na niego nie patrząc.
— Bzdura całkowita!
Witalij zrobił do niej jeszcze jeden krok.
— Masz oficjalną pensję, porażający staż, żadnych problemów z pracą.
Jeszcze jak zatwierdzą!
Teraz potrzebuję kapitału, żeby uruchomić nowy projekt.
Jest tam świetny układ, chłopaki już normalnie na tym zarabiają.
Tatjana przestała wycierać stół.
Gąbkę rzuciła do zlew, a mokre dłonie po prostu osuszyła ręcznikiem.
— Kapitał na projekt — powtórzyła powoli.
— Wital, konsekwencje twojego poprzedniego projektu do tej pory opłacamy.
Raczej opłacam je ja.
Ze swojej oficjalnej pensji.
— No nie wyszło z handlem tymi pokrowcami i co teraz?!
Witalij z irytacją rozłożył ręce.
— Sytuacja na rynku się zmieniła!
Skąd mogłem wiedzieć wcześniej?
Każda przedsiębiorczość to ryzyko.
Za to teraz zupełnie inna sprawa.
Wszystko przestudiowałem, rozebrałem poprzednie błędy.
Na start potrzebuję tylko określonej sumy.
— Nie.
— W sensie — nie?
— W tym najdosłowniejszym.
Trzy litery: „n”, „i”, „e”.
Koniec z pożyczkami.
Na mojej karcie płatniczej prawie nic nie zostaje.
Nie mogę i nie chcę tak dłużej żyć.
Witalij zmarszczył brwi.
Kiedyś jego duża, lekko nalana twarz wydawała się Tatjanie pewna siebie i męska.
Teraz stał przed nią obrażony dorosły mężczyzna z wyrazem kapryśnego dziecka, któremu odmówiono zakupu kolejnej zabawki.
— Czyli we mnie w ogóle nie wierzysz?
Celowo zaczął mówić ciszej, odgrywając głęboki duchowy żal.
— Normalna żona powinna tworzyć mężowi niezawodne zaplecze!
Zajmuję się poważnymi rzeczami, myślę o naszej przyszłości, staram się wyprowadzić rodzinę na inny poziom.
A ty ciągle ciągniesz mnie w tył swoimi małymi strachami.
Tatjana patrzyła na niego w milczeniu.
Dwanaście lat wspólnego życia.
Przez te wszystkie dwanaście lat była tym właśnie „niezawodnym zapleczem”.
Opłacała rachunki, wyszukiwała produkty na promocjach, oszczędzała na sobie, brała dodatkową pracę w weekendy, podczas gdy Witalij leżał z telefonem na kanapie i całymi godzinami „badał obiecujące kierunki”.
— Koniec.
Zaplecza już nie ma — powiedziała cicho.
— Co?
Witalij nawet nie od razu pojął.
— Powiedziałam, że twoje zaplecze się skończyło — powtórzyła Tatjana już głośniej.
— Wczoraj złożyłam pozwanego o rozwód.
Przez serwis elektroniczny.
Witalij zastygł.
Jego usta lekko się rozwarły, ale nie znalazł od razu żadnego słowa.
Sens powiedzianego jakby nie mieścił mu się w głowie.
Rozwód w żaden sposób nie mieścił się w jego zwykłym obrazie świata.
Żona zawsze była obok — wygodna, cierpliwa, niezawodna, jak stary mebel, który latami stoi w tym samym miejscu i wiernie służy.
Po co nagle coś zmieniać?
Jaki znowu rozwód?
Zaśmiał się nerwowo.
— Taniu, no starczy tego spektaklu.
Normalnie żyjemy.
Pokłóciliśmy się o pieniądze — komu się to nie zdarza?
— Już pakuję swoje rzeczy.
Tatjana odwróciła się i ruszyła w stronę salonu.
Przy ścianie stało tam kilka kartonowych pudeł, starannie ułożonych jedno na drugim.
Przyniosła je wcześniej z pobliskiego sklepu.
Witalij ruszył za nią.
Jego ciężkie kroki brzmiały głucho i nierówno na laminacie.
Tatjana otworzyła kredens, wyjęła stary porcelanowy wazon do zupy i zaczęła owijać go folią bąbelkową.
Taśma klejąca z nieprzyjemnym trudem odrywała się od rolki.
— Ty naprawdę to wszystko na serio urządzasz?
Witalij patrzył na nią, już nie ukrywając irytacji.
— Absolutnie na serio.
Ostrożnie włożyła zapakowany wazon do pudełka.
— Tylko nie waż się zabierać ekspresu do kawy! — nagle huknął.
Tatjana zamarła i powoli odwróciła głowę.
— Dlaczego niby?
— Ponieważ jest mój!
Witalij z irytacją wskazał ręką w stronę kuchni.
— Przyzwyczaiłem się do niego.
W ogóle nie potrafię pić tego rozpuszczalnego proszku rano.
— W takim razie będziesz musiał się nauczyć — odparła spokojnie Tatjana.
— Ponieważ ekspres kupiłam ja.
Z mojej świątecznej premii.
Trzy lata temu.
— No i co?! — wściekł się mąż.
— W ogóle dostałaś tę premię tylko dlatego, że pozwalałem ci spokojnie zajmować się twoją karierą!
Podczas gdy ty siedziałaś w biurze, ja rozwiązywałem znacznie poważniejsze zadania!
Tatjana nie powstrzymała się od krótkiego uśmiechu.
— Masz teraz na myśli te sześć miesięcy, kiedy „szukałeś swojego powołania” i całymi dniami grałeś na konsoli?
Witalij natychmiast poczerwieniał.
— Po prostu nie rozumiesz, jak w normalnej rodzinie rozkładają się obowiązki!
W tym momencie od strony przedpokoju rozległ się metalowy trzask.
Klucz obrócił się w zamku.
Drzwi się otworzyły i po kilku sekundach do pokoju wszedł Taisija Pawłowna.
Teściowa wyglądała, jak zawsze, nienagannie.
Miała na sobie elegancką bluzkę z kwiecistej tkaniny, włosy leżały włos do włoska, a na palcu lśnił masywny sygnet z zielonym kamieniem.
W rękach kobieta niesie dużą tacę z domowym ciastem czekoladowym.
— Co tu u was za hałas?
Mam nadzieję, że bez bójki?
Taisija Pawłowna postawiła ciasto na stole w jadalni, którego Tatjana jeszcze nie zdążyła opróżnić.
— Tanieczko, przyniosłam wam wypieki.
Dopóki ciepłe, spróbujcie.
Dopiero wtedy teściowa zauważyła pudełka.
Jej brwi ze zdziwieniem powędrowały w górę.
— Czy wy zamierzacie robić remont?
Witaliku, a dlaczego matka nic nie wie?
— Ona odchodzi, mamo — oświadczył ponuro Witalij.
Skrzyżował ręce na piersi, a dolna warga wyraźnie wysunęła mu się do przodu.
— Postanowiła się rozwieźć.
A teraz jeszcze chce zabrać mój ekspres do kawy.
Taisija Pawłowna zmieniła się dosłownie w sekundę.
Miękki uśmiech zniknął z jej twarzy, oczy się zwęziły.
Odunęła tacę dalej, oparła ręce na boki i spojrzała na synową zupełnie inaczej.
— O tak!
Teściowa powoli odwróciła się do synowej.
— Przecież wiedziałam, że kiedyś pokarzesz, jaka jesteś naprawdę.
Witalik dał ci wszystko!
Wprowadził do porządnego domu, stworzył warunki.
A kiedy tylko natknął się na niewielkie chwilowe trudności, od razu postanowiłaś uciekać?
Tatjana położyła na pudełku marker, którym przed chwilą podpisywała zawartość.
— Niewielkimi chwilowymi trudnościami nazywasz to, że on od trzech lat normalnie nie pracuje?
— On nie jest bezrobotny!
On jest przedsiębiorcą! — natychmiast sprzeciwiła się Taisija Pawłowna.
— A przedsiębiorcy czasem potrzeba czasu, żeby stanąć na nogi!
— No to mnie teraz też potrzeba czasu — odpowiedziała spokojnie Tatjana.
— Żeby wreszcie pożyć dla siebie, a nie bez końca spłacać jego długi.
Podeszła do telewizora i zaczęła ostrożnie wyciągać kable z gniazd.
— Telewizora tylko nie śmiej się ruszać! — natychmiast wtrącił się Witalij.
Tatjana nawet się nie odwróciła.
— Jego też kupiłam ja.
— Za to postawiłaś go w moim mieszkaniu! — ostro ogłosiła Taisija Pawłowna.
Ciężko usiadła na krześle przy stole i z miną sędziego spojrzała na synową.
— Skoro telewizor tyle lat tutaj stał, to znaczy, że już należy do wyposażenia mieszkania.
Uznaj, że zostawiasz go jako rekompensatę za korzystanie z mebli i mieszkania.
Przecież dwanaście lat mieszkaliście tutaj praktycznie na wszystkim gotowym.
Przez kilka sekund Tatjana po prostu na nią patrzyła, nie rozumiejąc, czy teściowa żartuje, czy mówi naprawdę poważnie.
Taisija Pawłowna tymczasem zupełnie spokojnie poprawiła kołnierz swojej eleganckiej bluzki, jakby właśnie ogłosiła całkowicie oczywistą zasadę.
— Rekompensaty? — w końcu powtórzyła Tatjana.
— Taisija Pawłowna, czy pani mówi to teraz poważnie?
Powoli zatoczyła ręką wokół pokoju.
— Komodę, na której stoi ten telewizor, kupiłam za swoje pieniądze z urlopu.
Kanapę też.
Tapetę kleiłam tu własnymi rękami.
Okna wymienialiśmy na mój koszt, bo przez stare zimą tak ciągło, że zasłony się poruszały.
— No wiesz co! — zaczęła oburzona Taisija Pawłowna.
Teściowa oburzenie machnęła rękami, a duży kamień w jej sygnecie błysnął jasno pod lampą sufitową.
— Przecież dało się wam mieszkanie!
I to nie gdziekolwiek, tylko w dobrej okolicy!
Powinnaś dziękować losowi za to, że przyjęto cię do normalnej rodziny i pozwolono zamieszkać w godnych warunkach.
Wielkie mi rzeczy, remont robiła!
Dla kogo go robiła?
Dla siebie!
Nie pod gołym niebem miałaś przecież nocować!
Czując, że matka całkowiciestanęła po jego stronie, Witalij wyraźnie się ożywił.
Wprost wyprostował pierś, wypiął klatkę i podeszło do żony bliżej.
— Mama słusznie mówi.
Przez wszystkie te lata korzystałaś z możliwości naszej rodziny.
Z moich znajomych, z mojego położenia.
— Z twojego położenia? — Tatjana zmrużyła oczy.
Przez kilka sekund patrzyła na męża, jakby próbowała zrozumieć, czy on rzeczywiście wierzy w to, co mówi.
— Wital, twoje obecne „położenie” to przeterminowane opłaty komunalne i jedna karta kredytowa, której dług spłacano drugą.
— To się nazywa praca z kapitałem obrotowym! — wrzeszczał Witalij.
— Pieniądze muszą przynosić pieniądze!
Ale człowiekowi z twoim wąskim księgowym myśleniem tego nigdy nie zrozumieć.
Zawsze myślałaś drobno.
Masz psychologię biedaka.
Tatjana się odwróciła.
Dziwne, ale nie było jej już nawet żal.
Nie czuła ani bólu, ani chęci kłótni.
Tylko obrzydzenie.
Takie uczucie pojawia się, kiedy przypadkowo nadepnie się na coś lepkiego i nieprzyjemnego, a potem długo próbuje się oczyścić buty.
Dwanaście lat małżeństwa nagle zamieniło się w niedorzeczny targ o stary sprzęt AGD i meble.
— Samochód, nawiasem mówiąc, też wam zostawiam — powiedziała obojętnie Tatjana i pochyliła się nad odkurzaczem automatycznym.
— Jest zapisany na ciebie, Taisija Pawłowna.
Korzystajcie, ile chcecie.
— A ty jeszcze zamierzałaś pretendować do samochodu? — prychnęła teściowa.
— Dokumenty są przecież na moje nazwisko!
Jest jednak sprawiedliwość na tym świecie.
— Jest, oczywiście.
Tylko pierwszą ratę za ten samochód wpłacałam ja.
Z pieniędzy, które dostałam po sprzedaży domu babci.
— I co z tego? — natychmiast wtrącił się Witalij.
Gwałtownie przeciął ręką powietrze.
— To był twój wkład w naszą rodzinę!
Zupełnie normalna rzecz.
Między innymi ja cię tym samochodem ciągle woziłem.
Wwoziłem do pracy, odbierałem do domu, woziłem po sklepach.
Uznaj, że tyle lat korzystałaś z usług prywatnego szofera.
Tatjana zacisnęła zęby.
Zawsze wiedziała, że mąż potrafi przekształcić wszelkie fakty w wygodną dla siebie wersję wydarzeń, ale dzisiaj wyraźnie postanowił ustanowić osobisty rekord.
— Osobistego szofera, znaczy się — powtórzyła bez wyrazu.
— Bardzo dobrze.
Więc zmywarkę też zostawiam.
I pralkę.
Na twarzy Witalija natychmiast pojawił się zadowolony uśmiech.
— No i od razu tak trzeba.
A to nie wiadomo co o sobie wyobraziła.
— Ale laptopa biorę — powiedziała stanowczo Tatjana.
— Jest mi potrzebny do pracy.
Tam są wszystkie programy, dokumenty i dostępy.
— Laptop był kupowany w małżeństwie! — natychmiast ożywiła się Taisija Pawłowna.
Teściowa nawet podniosła się z krzesła.
— Przecież Witalik też ci wtedy dokładał pieniędzy.
Doskonale pamiętam.
— Dodał całkiem niewiele.
— Jaka różnica ile?! — przerwał jej Witalij.
— Kupowany w małżeństwie — oznacza, że połowa należy do mnie.
Oddajesz mi połowę obecnej wartości w gotówce i zabierasz swój laptop.
Nie oddasz — teraz go przełamię kolanem.
I nikomu nie przypadnie.
Tatjana powoli się wyprostowała.
Dalsza rozmowa nie miała już praktycznie żadnego sensu.
Człowiek, który wiele lat temu witał ją z kwiatami po pracy, opowiadał o wielkiej miłości i przysięgał nosić na rękach, teraz całkiem poważnie proponował własnej żonie wykupienie od niego połowy jej służbowego komputera.
Taisija Pawłowna tymczasem otworzyła swoją błyszczącą lakierowaną torebkę.
Przez chwilę czegoś w niej szukała, a następnie wyjęła gruby zeszyt w starej ciemnej okładce.
— Tanieczko, skoro rozmowa i tak zeszła na pieniądze, to ja tutaj coś wcześniej policzyłam.
Tatjana spojrzała na zeszyt ze zdziwieniem.
— Co konkretnie policzyłaś?
— Twój pobyt tutaj — wyjaśniła niemal czule Taisija Pawłowna.
Zwlaczyła palcem ślinę i przewróciła kilka stron.
— Przecież bardzo wiele lat mieszkałaś na należącej do mnie powierzchni mieszkalnej.
Takie mieszkania w dobrej okolicy wynajmują się wcale nie tanio.
Ale przecież rozumiem — jesteśmy jednak rodziną.
Dlatego obliczyłam koszt według najskromniejszej stawki.
Witalij zaczął zgodnie kiwać głową.
Z jego zadowolonej miny było oczywiste, że o istnieniu zeszytu wiedział doskonale wcześniej i pomysł matki w pełni popierał.
— Poza tym — kontynuowała Taisija Pawłowna, wodząc wypielęgnowanym paznokciem po napisanych linijkach — do tego trzeba doliczyć koszty komunalne.
Wody nigdy szczególnie nie oszczędzałaś.
Czasami po godzinie siedziałaś w łazience.
Zużywałaś prąd suszarką.
Oświetlenie zresztą też.
Dodałam na górę zupełnie niewielką sumę.
Wychodzi, Tanieczko, że na dzień dzisiejszy jesteś winna naszej rodzinie…
Zamilkla, ewidentnie rozkoszując się wywołanym efektem.
— Sumę z sześcioma zerami.
Tatjana poczuła, jak po plecach przeszło nieprzyjemne zimno.
Wszystko, co się działo, przestawało przypominać zwykłą chciwość.
To wyglądało już na jakieś zbiorowe szaleństwo.
— Mówicie to teraz poważnie? — zapytała bardzo powoli.
— Bardziej niż poważnie.
Taisija Pawłowna z ważną miną zamknęła zeszyt.
— Remont, meble i samochód możemy przyjąć na poczet części zadłużenia.
Ale reszta i tak zostanie.
Trzeba będzie ją zwrócić.
Witaliku, koniecznie dopilnuj, żeby Tonia napisała pokwitowanie.
— Oczywiście, mamo.
Witalij podeszło do żony niemal na odległość dotyku.
Ani zakłopotania, ani niezręczności na jego twarzy nie było.
Tylko irytacja.
Złościło go jedno: Tatjana nagle odmówiła dalszego wspierania wygodnego świata, w którym on udawał wielkiego przedsiębiorcę, a ona milczco finansowała wszystkie jego eksperymenty.
— I zdejmuj złoto — rozkazał.
— Kolczyki, które ci dawałem.
Tatjana spojrzała mu prosto w oczy.
— Te kolczyki opłaciłeś kartą kredytową.
A dług po niej spłacałam potem ja.
Pół roku.
— To w ogóle nieważne! — warknął Witalij.
— Dawałem je ja.
Więc oddaj.
Tatjana milczała.
W pamięci odżywały wieczory, kiedy siedziała sama w kuchni nad zawiadomieniami bankowymi.
Dodatkowa praca, którą brała na weekendy.
Rezygnacja z urlopu.
Tanie produkty.
Odroczone zakupy.
I niekończące się usprawiedliwienia przed znajomymi:
„Witalij po prostu szuka swojego kierunku”.
„Ma teraz trudny okres”.
„Na pewno się podniesie”.
— Dobrze — powiedziała cicho.
— W takim razie oddać.
Nawet nie podniosła głosu.
Tatjana podniosła ręce do uszu i rozpięła kolczyki.
Dwa małe złote wisiorki spoczęły na brzegu jednego z kartonowych pudeł.
Zaraz potem zdjęła z szyi cienki łańcuszek i położyła obok.
— Coś jeszcze?
— Pierścionek — natychmiast podpowiedziała Taisija Pawłowna.
— Zaręczynowy.
Kupował go Witalik.
To w ogóle rzecz rodzinna.
Tatjana spojrzała na gładki pierścionek na serdecznym palcu.
Potem bez żadnej uroczystości go ściągnęła.
Podeszła do stołu.
Taisija Pawłowna zdążyła już wziąć nóż i zamierzała odciąć sobie kawałek ciasta czekoladowego.
— W takim razie zwracam wam ostatnią inwestycję rodzinną.
Tatjana rozłączyła dłoń.
Pierścionek spadł prosto w kawałek ciasta na talerzu teściowej.
Przebił miękki biszkopt i w połowie utonął w gęstej ciemnej polewie.
Kilka kropel polewy trafiło na obrus.
— Ojej, matko święta! — zawyła Taisija Pawłowna i odskoczyła w tył razem z krzesłem.
— Co ty robisz?!
W ogóle nienormalna?!
— Zwracam wasze aktywa rodzinne — odpowiedziała spokojnie Tatjana.
— Korzystajcie.
Teraz wszystko wasze.
Odeszła od stołu, odwróciła się i ruszyła w stronę przedpokoju.
Tam przy drzwiach stała już duża sportowa torba, którą spakowała jeszcze poprzedniego wieczoru.
Tatjana podniosła ją, przerzuciła pasek przez ramię i założyła lekką kurtkę.
— A pokwitowanie?! — krzyknął Witalij za nią.
— Najpierw napisz pokwitowanie!
Myślisz, że komuś będziesz potrzebna bez pieniędzy?
Sama jeszcze przyczołgasz się z powrotem!
Tatjana nie zaszczyciła go odpowiedziami.
Wyszła na klatkę schodową i spokojnie zamknęła za sobą ciężkie drzwi wejściowe.
Dopiero gdy skrzydła winda się zamknęły, Tatjana nagle zauważyła, że się uśmiecha.
Nawet bardzo.
Po raz pierwszy od dłuższego czasu w ogóle nie bała się strachu.
Przeciwne.
Czuła niezwykłą lekkość.
Minęły dwa miesiące.
Wynajmowane mieszkanie okazało się o wiele przytulniejsze, niż Tatjana sobie wyobrażała.
Niewielkie, zwyczajne, bez pretensji do jakiegoś wyjątkowego statusu.
Za to nikt tam nie żądał wyjaśnień, po co kupiła sobie kawę, dlaczego włączyła światło albo dlaczego postanowiła wieczorem obejrzeć serial.
Po pracy Tatjana wracała do domu, gotowała obiad, układała się na kanapie i po raz pierwszy od wielu lat czuła, że jej życie należy do niej.
Najbardziej niesamowite okazało się już po pierwszej wypłacie.
Pieniędzy jakimś sposobem wystarczyło.
I na produkty, i na wynajem, i na koszty domowe.
Nawet udało się trochę odłożyć.
Wcześniej Tatjana uważała, że zarabia za mało.
Teraz wyszło na jaw: zarabiała całkiem normalnie.
Po prostu znaczna część jej dochodu stale znikała w kolejnych „perspektywicznych projektach” męża.
Witalij tymczasem miał się znacznie gorzej.
Odkąd stałe źródło pieniędzy w postaci żony zniknęło, nowe pomysły biznesowe skończyły się prawie natychmiast.
Kolejny projekt tak i nie wyszedł poza rozmowy.
Rachunki nadal przychodziły.
Kredyty nigdzie nie zniknęły.
Taisija Pawłowna kategorycznie odmawiała wydawania własnych oszczędności na syna.
Szczególnie uważała na emeryturę i wydzielała Witalijowi tylko małe sumy na najpotrzebniejsze przejazdy.
Pewnego wieczoru oboje siedzieli w kuchni tego samego mieszkania, które Taisija Pawłowna tak bardzo lubiła nazywać prestiżowym.
Witalij bez apetytu dłubał widelcem w wczorajszych makaronach odgrzanych na patelni.
Matka piła herbatę bez cukru.
— Witalik, ty byś się chociaż zajął tym odkurzaczem! — powiedziała z irytacją Taisija Pawłowna.
— Stoi na środku korytarza, ciągle piszczy.
Dziś w nocy prawie przez niego nie przeleciałam.
Witalij ze złością rzucił widelec w talerz.
— Mamo, co ja z nim zrobię?
On steruje się przez aplikację.
Tania przed wyjściem wszystko odłączyła od systemu domowego.
— No to podłącz z powrotem! — machnęła rękami Taisija Pawłowna.
— Przecież cały czas opowiadasz, jaki jesteś nowoczesny i znasz się na technice.
— Do podłączenia potrzebny jest internet — warknął syn.
— A internet wyłączyli jeszcze w zeszłym miesiącu.
Przegapiliśmy drugą płatność z rzędu.
Taisija Pawłowna zacisnęła usta.
— A co z telewizorem w takim razie?
Chciałam wczoraj wieczorem obejrzeć swój program, a on pokazuje jakiś błąd.
— Z telewizorem to samo.
On działa przez sieć.
Subskrypcje się skończyły, internet odłączony.
Teraz połowa funkcji jest niedostępna.
Za to wszystko płaciła Tania.
— Jaka ona jest jednak mściwa! — oburzyła się teściowa.
— Specjalnie wszystko odłączyła, żeby nam zepsuć życie.
Co za charakter!
Witalij nic nie odpowiedział.
Jego spojrzenie zatrzymało się na ekspresie do kawy.
Stał w dalekim rogu blatu kuchennego i zdążył już pokryć się cienką warstwą kurzu.
Działał świetnie.
Tylko odpowiednie ziarna kawy dawno się skończyły.
Nowa paczka kosztowała zauważalnie dużo, a ostatnie pieniądze Witalij wolał nie wydawać na napoje.
Teraz rano pił najtańszą kawę rozpuszczalną i za każdym razem się krzywił.
Mieszkanie było zastawione sprzętem, którego on z matką jeszcze niedawno tak rozpaczliwie odmawiali oddać Tatjanie.
Telewizor.
Ekspres do kawy.
Odkurzacza automatycznego.
Zmywarka.
Pralka.
Ale bez opłaconego internetu, materiałów eksploatacyjnych, subskrypcji, chemii gospodarczej i konserwacji to wszystko stopniowo zamieniało się po prostu w drogie elementy wnętrza.
Okazało się, że komfort wymaga nie tylko posiadania rzeczy.
Trzeba za niego jeszcze regularnie płacić.
— Mamo — w końcu odezwał się Witalij.
— Pożycz mi pieniędzy.
Taisija Pawłowna od razu się czujnie nastawiła.
— A po co?
— Zamknąć rachunki komunalne.
Wczoraj znalazłem powiadomienie w skrzynce pocztowej.
Jeśli nie wpłacimy pieniędzy, obiecują ograniczyć prąd.
Teściowa niezadowolona skrzywiła się.
— Co ja jestem, bankomat na pieniądze?
Sama mam wydatki.
Przestań już bawić się w przedsiębiorcę.
Idź do pracy.
Choćby jako kurier.
Choćby do magazynu.
Witalij powoli podniósł na nią oczy.
— Do magazynu?
Ja?
Nawet przestał żuć.
— Z moimi zdolnościami?
Ale Taisija Pawłowna zdążyła już stracić zainteresowanie rozmową.
Wsunęła rękę do kieszeni domowego szlafroka i wyciągnęła ten sam zeszyt w ciemnej okładce.
Otworzyła go, nawykowo zwilżyła palec i wzięła się za staranne zapisywanie czegoś.
Wydatki przecież trzeba było uwzględniać.
A amortyzacja laminatu, mebli i sprzętu AGD sama się nie policzy.







