— Dlaczego mój syn orze od rana do nocy, zdrowie marnuje, a ty tylko potrafisz jego ciężko zarobione pieniądze rozfrazować? — oświadczyła teściowa.

Miałam jej czym odpowiedzieć…

— Bezmyślnie trwonisz pieniądze mojego syna,

więc bądź łaskawa wyjaśnić, gdzie one idą!

Wielki telewizor, zamontowany na ścianie,

bezgłośnie pokazywał transmisję sportową.

Jaskrawozielone boisko co chwila rozbłyskiwało

na ekranie, rzucając odblaski na twarze gości zajętych kolacją.

Wujek Fedia z wyraźną przyjemnością jadł sałatkę i od czasu do czasu zerkał na mecz.

Ciocia Alla ostrożnie przykładała serwetkę do kącików ust, starając się nie wtrącać do rozmów rodzinnych.

Przy stole panowała ta gęsta, świąteczna atmosfera, kiedy jedzenia jest dużo, rozmów jeszcze więcej, a w powietrzu mieszają się zapachy pieczonego mięsa, gorących ziemniaków i drogich perfum Elwiry Leonidorwny.

— Co za sprzęt! — Maksim zadowolony uderzył dłonią w stół, przyciągając uwagę krewnych.

— Siedemdziesiąt pięć cali, wujku Fediu.

Matryca najnowsza.

Prawie miesiąc porównywałem modele.

Chciałem, żebyśmy w domu oglądali filmy normalnie, a nie mrużyli oczu w stary ekran.

Piękno samo w sobie!

Spojrzał z dumą na cienką czarną ramkę telewizora, a potem machinalnie poprawił na nadgarstku świeżo kupiony smartwatch z masywną metalową bransoletą.

— Zuch z ciebie, Maksimku — rzuciła z uznaniem Elwira Leonidorwna, dotykając palcami bursztynowej broszki na piersi.

— Wszystko do rodziny niesiesz, wszystko dla domu.

Oto co znaczy prawdziwy mężczyzna i gospodarz.

Nie to co niektórzy.

Te ostatnie słowa wypowiedziała ze szczególnym podtekstem i natychmiast rzuciła wymowne spojrzenie w stronę kuchni.

Margarita w tym momencie wyciągała z piekarnika kolejną porcję gorącego.

Doskonale słyszała przytyk teściowej, ale udawała, że jest całkowicie pochłonięta jedzeniem.

Rita przełożyła rumiane ziemniaki na duży półmisek, wytarła ręce wilgotną serwetką i zaniosła wszystko do salonu.

— Częstujcie się, wujku Fediu, póki gorące — powiedziała, stawiając półmisek pośrodku stołu.

— Dziękuję, gospodyni — ożywił się mężczyzna, od razu sięgając po ziemniaki.

— A telewizor to wy macie naprawdę poważny.

Pewnie nietani?

Maksim nieokreślenie machnął ręką i wziął łyk ze szklanki.

— Normalnie — odpowiedział niedbale.

— Dla siebie kupowałem, nie dla obcych.

Elwira Leonidorwna podwidliła widelcem marynowany grzyb, niespiesznie włożyła go do ust i bacznie spojrzała na synową.

— Tylko jednego za nic pojąć nie mogę, Rito.

Dlaczego mój syn od rana do wieczora pracuje, zdrowie tam zostawia, a ty jego zarobieniami na lewo i prawo szastasz?

Przy stole od razu zrobiło się cicho.

Nawet wujek Fedia przestał tak głośno żuć.

Ciocia Alla natychmiast opuściła oczy w talerz, jakby nagle odkryła tam coś niezwykle ciekawego.

Margarita spokojnie usiadła na swoim miejscu na końcu stołu.

— Elwiro Leonidorwno, nie urządzajmy chociaż dzisiaj wyjaśniania relacji przy krewnych.

— A dlaczego mam milczeć? — natychmiast oburzyła się teściowa.

— Czego mam się wstydzić?

Wręcz przeciwnie, niech wszyscy usłyszą!

Maksim u nas kręci się od rana do nocy.

Spójrzcie na niego — pod oczami cienie, w swoim biurze męczy się strasznie.

A ty urządziłaś się jak królowa!

Maksim natychmiast opuścił wzrok w nowy smartfon.

Po jego zachowaniu można było wywnioskować, że właśnie otrzymał wiadomość o wadze państwowej.

W rodzinne spory między matką a żoną wolał się nie wtrącać.

— Mamo, może nie teraz? — wymamrotał, nadal patrząc w ekran.

— Nie, Maksimie, teraz! — ostro ucięła Elwira Leonidorwna i uderzyła dłonią w obrus.

— Jesteś za miękki, dlatego tak was wykorzystują.

A Małgorzata okazuje się wielką miłośniczką pięknego życia.

Widziałam dzisiaj w przedpokoju jej nowe zimowe buty.

Prawdziwa skóra, wysoka podeszwa, wszystko jak u modniś.

Niedawno widziałam podobne w centrum handlowym — kosztują tyle, co połowa dochodu zwykłego człowieka!

Margarita powoli odsunęła talerz.

Nie miała już ochoty jeść.

— Przepraszam, na czyjej dokładnie szyi siedzę, według pani? — zapytała, patrząc prosto w oczy teściowej.

— Ja też pracuję.

— Oj, znamy twoją pracę! — pogardliwie parsknęła Elwira Leonidorwna.

— Siedzisz w domu przed laptopem w domowych ubraniach, w klawiaturę stukasz.

Dostajesz tam swoje grosze na kosmetyki i szmaty.

A poważne wydatki kto opłaca?

Kto ciągnie hipotekę?

Maksim!

Kto płaci za mieszkanie?

Też Maksim!

Ciocia Alla jako pierwsza spróbowała rozładować napięcie.

Zauważalnie się zenerwowała i bez żadnej potrzeby zaczęła przekładać widelec i nóż z miejsca na miejsce.

— Elu, no po co tak?

Młodzi sami ze swoimi pieniędzmi się dogadają.

Finanse rodzinne to delikatna sprawa.

Fedia ma dzisiaj w końcu jubileusz, zebraliśmy się posiedzieć po ludzku.

Mięso wyszło wspaniałe…

— Allo, nie wtrącaj się! — ostro przerwała siostre Elwira Leonidorwna.

— Jestem jego matką i mam pełne prawo rozumieć, gdzie giną rodzinne pieniądze.

Doskonale znam obecne ceny.

A ona to zamawia jedzenie z dostawą, bo sama paczek donieść nie może, to biegnie do salonu farbować włosy.

Teściowa na chwilę zamilkła, wzięła oddech i splotła palce przed sobą.

— Skoro tak łatwo przepuszczasz zarobione przez mojego syna pieniądze na byle bzdury, bądź łaskawa się rozliczyć!

Do ostatniej sumy opowiedz, na co idzie pensja męża!

Margarita powoli odwróciła głowę w stronę Maksima.

Siedział przy stole w nowym markowym T-shircie i w dalszym ciągu przeglądał wiadomości w telefonie.

Całą swoją postawą mężczyzna pokazywał, że rozwijający się konflikt dotyczy wyłącznie kobiet i jego nie dotyczy.

— Maks — Rita lekko mrużyła oczy.

— Może jednak chcesz coś wyjaśnić swojej mamie?

Maksim szarpnął ramieniem i skrzywił się.

— Rito, no nie zaczynaj.

Mama wypila wino, po co teraz jeszcze bardziej wszystko rozdmuchujesz?

Usiądź spokojnie i zjedz.

— Nic nie rozdmuchuję — odpowiedziała Margarita, opierając się plecami o ścianę.

— Twoja matka właśnie teraz żąda ode mnie raportu finansowego.

Przy czym oskarża mnie, że wydaję pensję twoją na własne zachcianki.

— I słusznie żżądam! — natychmiast podchwyciła Elwira Leonidorwna, triumfalnie omiatając wzrokiem przycichłych krewnych.

— Ponieważ mój syn wygląda na zmęczonego, a ty chodzisz świeża, zadbana i zadowolona z życia.

Oznacza to, że świetnie urządziłaś się na jego koszt.

Rita niespiesznie włożyła rękę do kieszeni domowych spodni.

Wyciągnęła smartfon i kilka razy dotknęła ekranu.

Przez cały ten czas patrzyła prosto na teściową.

— Koniec, dość — Maksim nagle zaczął się kręcić i spróbował wstać od stołu.

Twarz bardzo mu się zmieniła, na kościach policzkowych wystąpiły napięte mięśnie.

— Mamo, chodźmy lepiej na balkon.

Odbyć świeżego powietrza.

Naprawdę jest tu duszno.

— Usiądź — rzuciła sztywno Margarita.

Ton okazał się na tyle niezwykły, że Maksim posłusznie opadł z powrotem na krzesło, nawet nie zdążając się do końca wyprostować.

Rita znów spojrzała na ekran smartfona, otworzyła menu skrótów i włączyła przesyłanie obrazu.

Telewizor na ścianie mrugnął.

Transmisja sportowa zniknęła.

Zamiast zielonego boiska na wielkim ekranie pojawiła się zawartość telefonu Margarity.

Elwira Leonidorwna podejrzanie się zmarszczyła.

— Co to za przedstawienie?

— Sama chciałaś raportu — spokojnie przypomniała Rita, otwierając aplikację bankową.

— No to go weź.

Niech oglądają wszyscy, skoro dzisiaj mamy nagle wieczór pełnej przejrzystości finansowej.

Na telewizorze pojawiła się strona główna jej konta.

Margarita przeszła do historii transakcji.

Na tak wielkim ekranie każda cyfra czytała się bez najmniejszego trudu.

Wujek Fedia mimowolnie pochylił się do przodu.

Ciocia Alla zasłoniła usta palcami.

— A zatem, Elwiro Leonidorwno, patrzcie uważnie — Rita wskazała na odpowiednią pozycję w telefonie, a to natychmiast odbiło się na telewizorze.

— Co miesiąc dwudziestego piątego dnia przechodzi ta sama płatność.

Widzicie?

To hipoteka.

Prawie pięćdziesiąt tysięcy co miesiąc.

— No i co? — teściowa próbowała jeszcze utrzymać poprzedni ton, chociaż pewności w głosie ubyło zauważalnie.

— Maksim ci przelewa pieniądze, a ty już wnosisz opłatę.

Bardzo wygodnie.

Siedzisz i rządzisz!

— Naprawdę? — Margarita niemal niezauważalnie się uśmiechnęła.

— To zobaczmy wpływy od Maksima.

Wpisała imię męża w wyszukiwaniu po operacjach.

Ekran się odświeżył.

Z minionego miesiąca znalazły się tylko trzy przelewy od Maksima.

Kwoty były całkiem niewielkie, a obok nich stały podpisy: „chleb”, „internet” i „doplata na jedzenie dla kota”.

Elwira Leonidorwna powoli otworzyła usta.

Nawet bursztynowa broszka na piersi zamarła razem z nią.

— Co to ma być? — w końcu wykrztusiła i zdezorientowana spojrzała na syna.

— Maksimie?

A gdzie pieniądze za mieszkanie?

Maksim jeszcze mocniej wcisnął się w oparcie krzesła i zaczął starannie rozłupywać widełkiem ziemniak, unikając patrzenia matce w oczy.

— Mamo, tam wszystko nie jest takie proste… — wymamrotał.

— Mamy na w pracy ucięte premie.

Dział planu nie wykonuje.

Trudny okres teraz.

— Już dwa lata trudny okres? — chłodno sprecyzowała Rita.

— Ponieważ właśnie dwa lata ty w ogóle nie uczestniczysz w opłacaniu mieszkania.

Znowu wyprowadziła na ekran listę wydatków.

— Proszę bardzo.

Opłaty komunalne.

Też w pełni z mojego konta.

A tutaj — zakupy produktów.

Prawie w każdy weekend duży rachunek.

Większość pieniędzy, które dostaję za zdalną pracę księgowej, idzie właśnie na to.

Na mieszkanie, jedzenie i zwykłe rodzinne wydatki.

A swoje buty kupiłam za własne środki — dokładnie te same, które zarobiłam, kiedy po wieczorach i nocach doprowadzałam do końca raporty.

Ciocia Alla głośno wypuściła powietrze, jakby przez cały ten czas wstrzymywała oddech.

Elwira Leonidorwna szybko mrugała oczami.

— Poczekaj… W takim razie na czym żyje Maksim?

Gdzie idzie jego pensja, jeśli za dom prawie nic nie płaci?

Margarita wyłączyła telefon.

Wielki ekran zgasł i salon znowu stał się trochę ciemniejszy.

— O to zapytajcie już swojego syna — odpowiedziała Rita.

— Przy okazji zainteresujcie się ceną nowych felg aluminiowych na jego samochód.

Spójrzcie na smartwatch na jego ręce — został kupiony całkiem niedawno.

Możecie zapytać o echosondę wędkarską, która teraz leży w schowku.

Albo o piątkowe spotkania z przyjaciółmi w barze.

Wujek Fedia powoli odsunął od siebie talerz.

Sądząc po wyrazie twarzy, marynowane grzyby nagle przestały go interesować.

— Maksimie — ostrożnie odezwał się.

— A ten telewizor to kto wtedy opłacił?

Przecież mówiłeś, że sam kupiłeś.

Jeszcze chwaliłeś się, że od razu rozliczyłeś się.

Maksim szarpnął ramieniem i wlepił wzrok w okno.

Rita odpowiedziała za niego:

— Raty są zaciągnięte na mnie.

Co miesiąc z mojej karty ściągana jest kolejna płatność.

Zapanowała ciężka, lepka cisza.

Skądś z sąsiedniego mieszkania dolatywały głuche uderzenia młotka.

Wujek Fedia pierwszy wstał.

— Allo, myślę, że lepiej będzie, jak pójdziemy.

Ciocia Alla pospiesznie pokiwała głową i sięgnęła po torebkę.

Pozostali goście też zaczęli wstawać od stołu, starannie unikając spotykania spojrzeniami z Maksimem.

Elwira Leonidorwna siedziała nieruchomo.

Jej zwykła władczość gdzieś zniknęła.

Nie było ani tonu dowodzenia, ani pewnych gestów.

Przed Ritą siedziała teraz po prostu zdezorientowana kobieta, która wyraźnie nie spodziewała się takiego obrotu sprawy.

— Maksimie — teściowa przełknęła ślinę.

— Czy to naprawdę prawda?

Żyjesz za pieniądze żony?

Maksim gwałtownie zerwał się i o mało nie zahcził łokciem o salaterkę.

— Nikt tu za niczyje pieniądze nie żyje! — wrzasnął.

— Jesteśmy mężem i żoną, mamy wspólny budżet!

Ja też wydaję!

Opłacam benzynę!

Miedzy innymi tym samochodem jeździmy do ciebie na działkę, mamo!

I utrzymanie samochodu też jest na mnie!

— Wspólny budżet wygląda inaczej — spokojnie przerwała mu Margarita.

— To wtedy, kiedy wydatki dzielą dwie osoby.

A kiedy jedna osoba opłaca mieszkanie, jedzenie i większość obowiązkowych rachunków, a druga zostawia swoją pensję na samochód, gadżety, wędkarstwo i rozrywki — to już zupełnie inna bajka.

I jeśli szukać tutaj kogoś, kto kogo utrzymuje, Elwiro Leonidorwno, to rodzinę utrzymuję ja.

Teściowa powoli podniosła się od stołu.

Nie patrzyła już ani na Margaritę, ani na własnego syna.

— Idę do domu — powiedziała tylko, zabierając lakierowaną torebkę.

Rita nikogo nie odprowadzała.

Spokojnie zebrała brudne naczynia ze stołu i zaniosła je do kuchni.

Dwa tygodnie później Maksim się wyprowadził.

Swoje rzeczy przewoził do matki stopniowo, w kilku kursach.

Zabrał ubrania, smartwatch, echosondę wędkarską i pozostałe drogie zakupy.

Margarita nie krzyczała, nie wyjaśniała relacji i nie żądała, by przyznał się do błędu.

Kiedy ostatnia torba zniknęła za drzwiami, po prostu wezwała fachowca i zmieniła zamek.

Życie z osobnymi rachunkami okazało się dla Maksima znacznie trudniejsze, niż zakładał.

Płatności za telewizor Rita postanowiła zostawić dla siebie.

W końcu sprzęt był naprawdę doskonały.

Szczególnie miło okazało się oglądać filmy na wielkim ekranie wieczorem, kiedy w mieszkaniu wreszcie panowała cisza.

Mit Freunden teilen