Teściowa wрывалась do nas po nocach. A potem ośmieszyła mnie przy wszystkich gościach…

— Jakiż ty w końcu bezwstydny! Kiedy nocujesz

w gościach, spać trzeba ubraną! — głośno

oświadczyła Jelena Siergiejewna, wyraźnie

starając się, aby usłyszeli ją nawet siedzący

na przeciwległym końcu stołu. Następnie podała mi foliową torebkę. — No, trzymaj. Specjalnie dla ciebie kupiłam.

Przy świątecznie nakrytym stole zgromadziło się około dwunastu osób. Jeszcze minutę temu wszyscy ożywienie rozmawiali, dzwoniły kieliszki, a ciotka Luzia opowiadała kolejną historię o swojej sąsiadce. Teraz zaś rozmowy natychmiast ucichły. Zrobiło się tak cicho, że wyraźnie usłyszałam, jak szelesci torebka w moich rękach.

Siedzący obok Jegor zauważalnie spiął się i cicho ostrzegł:

— Mamo, nie trzeba.

Ale zatrzymywać ją było już za późno. Po zadowolonej minie teściowej zrozumiałam: odpowiedniego momentu czekała cały wieczór.

Rozebrałam torebkę i wyciągnąłem stamtąd długą koszulę nocną, sięgającą prawie do pięt. Gęsty materiał, rękawy do nadgarstków, wysoki zamknięty kołnierz. Pierwsze kilka sekund nawet nie mogłam uwierzyć, że prezent jest prawdziwy, a nie jakiś durny żart.

— No proszę, zupełnie inna sprawa — zadowolona powiedziała teściowa. — Może teraz chociaż przestaniesz stawiać ludzi w niezręcznej sytuacji swoim wyglądem.

Niektórzy goście pośpiesznie odwrócili oczy.

Poczułam, jak twarz zaczyna oblewać się gorącem. Ale najbardziej upokarzała nawet nie ta demonstracyjnie podarowana koszula nocna. Zbyt dobrze wiedziałam, do czego Jelena Siergiejewna prowadzi rozmowę.

Teraz zamierzała opowiedzieć całej rodzinie o naszych nieporozumień ostatnich miesięcy.

Oczywiście przedstawić wszystko tak, jak było korzystne dla niej.

— I kogo konkretnie stawiam w niezręcznej sytuacji? — zapytałam.

Teściowa zdziwiona uniosła brwi.

— Chociażby mnie. We własnym domu wcale nie jestem obowiązana patrzeć na ciebie półnagą.

Oto po tych słach goście zainteresowali się wydarzeniami już na serio.

Ciotka Luzia przestała grzebać widelcem w sałatce. Wujek Michaił opuścił kieliszek na stół. Jegor ciężko westchnął i odsunął od siebie talerz.

A przecież cała ta historia zaczęła się kilka miesięcy temu od zupełnie niedorzecznej sytuacji.

Mieszkaliśmy prawie dwieście kilometrów od rodziców Jegora, więc odwiedzaliśmy ich niezbyt często. Zazwyczaj przyjeżdżali na weekend i zostawiali na noc.

Zapewniano nam stary pokój męża.

W nim praktycznie nic się nie zmieniło od jego szkolnych lat: to samo biurko, szafa, półki z książkami.

W jeden z pierwszych przyjazdów nieoczekiwanie obudziłam się około drugiej w nocy.

Z korytarza padało światło.

Obok szafy stała Jelena Siergiejewna i czegoś szukała na górnej półce.

Zaspana od razu nie zrozumiałam, dlaczego teściowa w ogóle znajduje się w środku nocy w naszym pokoju. Ja tylko wyżej naciągnąłem kołdrę.

— Czegoś pani szuka?

Ona nawet się nie speszyła.

— Śpij, Kseniu. Potrzebowałem wacików kosmetycznych.

Od głosów obudził się Jegor.

— Mamo, jakie jeszcze waciki kosmetyczne o drugiej w nocy?

— Najzwyklejsze. Mam teraz czekać do rana?

Teściowa kontynuowała szperanie w szafie tak spokojnie, jakby wejście w środku nocy do pokoju, w którym śpi dwoje dorosłych ludzi, było czymś całkowicie naturalnym.

Rano Jegor poprosił matkę, żeby więcej tak nie postępowała.

Rozmowa wysłała nieprzyjemna, chociaż trwałą całkiem niedługo.

Szczególnie Jelenę Siergiejewnę oburzyło żądanie stukania przed wejściem.

— To ja we własnym domu mam pukać do drzwi?

— Jeśli w pokoju za tymi drzwiami śpimy my z Ksenią — tak.

Teściowa niezadowolona zacisnęła wargi.

Do samego wieczora rozmawiał z nami sucho i z podkresloną chłodnością.

Wtedy wydawało mi się, że sprawa w końcu została rozwiązana. W końcu nic skomplikowanego ani nietypowego od niej nie prosiliśmy.

Ale podczas następnej wizyty drzwi znowu się otworzyły w środku nocy.

Tym razem Jelenie Siergiejewnie pilnie potrzebna była ładowarka do telefonu.

W innym razem szukała jakiejś teczki.

Potem nagle potrzebny był ręcznik, chociaż później okazało się, że w ogóle znajdował się w łazience.

Po kolejnej rozmowie teściowa niby zgodziła się na kompromis.

Zaczęła stukać.

Prawda, między stuknięciem a otwarciem drzwi mijała ledwo połowa sekundy.

Puk — i klamka drzwi natychmiast opadała.

Pewnego razu Jegor ostatecznie stracił cierpliwość.

— Mamo!

Jelena Siergiejewna zatrzymała się.

— No co teraz? Przecież puknąłem!

— Po pukaniu trzeba poczekać, aż pozwolą ci wejść.

— Boże, jak wszystko stało się skomplikowane! Już i do własnego syna do pokoju tak po prostu nie wejdziesz.

Nadal starałam się trzymać z dala od ich sporów.

To była matka Jegora.

Dom, w którym dorastał.

Ich relacje.

Wydawało mi się, że jeśli sama zacznę się buntować, to winną w tym wszystkim błyskawicznie zrobią właśnie mnie.

Przed następną wizytą Jegor rozwiązał problem samodzielnie.

Kupił małą wewnętrzną zasuwkę i przykręcił ją do drzwi pokoju.

Kiedy Jelena Siergiejewna zauważyła nowe urządzenie, jej twarz natychmiast się zmieniła.

— A to co znowu takiego?

— Żebyśmy mogli normalnie spać.

Teściowa zmarszczyła brwi.

— I przed kim wy się tu zamierzacie zamykać?

Jegor spojrzał na matkę, ale nie odpowiedział.

Tej nocy obudził mnie nieprzyjemny metalowy zgrzyt.

Najpierw uznałam, że hałas dochodzi z ulicy.

Potem poczułam, jak Jegor obok mnie gwałtownie podniósł się i usiadł na łóżku.

Za drzwiami znowu coś zaszurało.

— Mamo?

Hałas na moment ustał.

A potem zasuwkę pociągnięto z taką siłą, że jeden z wkrętów wyskoczył z drewna.

Drzwi się otworzyły.

Na progu stała Jelena Siergiejewna.

W ręku trzymała szczypce.

Chyba właśnie po tamtej nocy ostatecznie zrozumiałam, że nie chcę już wymyślać Jelenie Siergiejewnie usprawiedliwień.

Jegor patrzył na matkę tak, jakby nie mógł uwierzyć własnym oczom.

— Co ty robisz?

— Naprawiam drzwi.

— Przecież właśnie złamałaś zasuwkę!

— A po co w ogóle ją tutaj przykręciliście? Bez pozwolenia zniszczyliście drzwi.

Jegor przez kilka sekund milcząco na nią patrzył.

— Teraz jest trzecia w nocy.

— No i co? To mój dom.

Powiedziała to całkowicie prozaicznie. Nie próbowała nas zdenerwować, nie krzyczała, nie mówiła pochopnie. Dla Jeleny Siergiejewny tych czterech słów faktycznie wystarczyło, aby wyjaśnić własne zachowanie.

Rano powiedziałam Jegorowi, że dłużej nie zostanę w tym domu na noc. Mąż się zgodził. Zostało tylko przetrwać Ósmego Marca. Jego rodzice już od kilku tygodni przygotowywali się do wielkiego uroczystego obiadu, oczekiwali krewnych z sąsiedniego miasta. Umówiliśmy się, że przenocujemy tu po raz ostatni.

Wieczorem w przeddzień święta wzięłam prysznic i wyszłam z łazienki w długim T-shircie Jegora i domowych szortach. Do sypialni zostało do przejścia zaledwie kilka kroków, ale na korytarzu napotkałam teściową.

Ona niespiesznie obejrzała mnie od stóp do głów.

— Ty w takim stanie chodzisz po domu?

— Dopiero wyszłam z łazienki.

— Tutaj, między innymi, to nie hotel.

Kłócić się z nią nie stałam. Milcząco doszłam do sypialni i zamknęłam za sobą drzwi.

Następnego dnia Jelena Siergiejewna nagle stała się niezwykle życzliwa. Interesowała się, jaką sałatkę mi nałożyć, kilka razy czule nazwała Ksenieczką i nawet zaproponowała, żebym ukrojiła sobie większy kawałek tortu. Zdołałam pomyśleć, że wczorajszy incydent postanowiła zapomnieć.

A potem pojawiła się ta sama foliowa torebka.

Teraz długa zakryta koszula nocna leżała u mnie na kolanach, a Jelena Siergiejewna opowiadała krewnym, jak trudno jej przychodzi ze mną.

— Młodzież teraz w ogóle nie wie, co to wstyd. Ja ją już kilka razy zastałam w takim stanie, że nie wiesz, gdzie oczy podziać.

Chciałam zniknąć prosto od stołu. Gdyby nie znać całej historii, ze słów teściowej faktycznie można by uznać, że celowo kręcę się przed nią prawie naga.

I wtedy przyszła mi do głowy prosta myśl — zadać tylko jedno pytanie.

— Jelena Siergiejewna, a gdzie dokładnie widziała mnie pani w takim stanie?

Teściowa na moment się zmieszała.

— Jaka w ogóle różnica, gdzie?

— Bardzo wielka. Skoro już postanowiła pani opowiedzieć tę historię wszystkim obecnym, opowiedzmy ją do końca.

Jegor obrócił głowę w moją stronę, ale zatrzymywać się już nie zamierzałam.

— Widziała mnie pani nagą wtedy, kiedy sama wchodziła pani w nocy do naszej sypialni. Prawda?

Przy stole znowu zapanowała cisza.

— Nie wymyślaj.

— Dobrze. W takim razie proszę opowiedzieć, po co Jegor zainstalował na drzwiach zasuwkę?

Teściowa zauważalnie spięła się.

Ciotka Luzia ze zdziwieniem spojrzała na nas.

— Jaką zasuwkę?

Przedtem Jegor starał się nie wtrącać, ale teraz jednak przemówił:

— Tę samą, którą mama w środku nocy wyrwała szczypcami.

Wujek Michaił powoli odłożył kieliszek na stół.

— Leno, mówisz poważnie?

Jelena Siergiejewna zaczerwieniła się.

— No co wy wszyscy nagle się na mnie rzuciliście? Oni zamki w moim domu zakładają, a winną dlaczegoś zrobili mnie!

— Mamo, zasuwkę założyliśmy właśnie dlatego, że stale wchodziłaś do nas w środku nocy.

— Moje rzeczy były mi potrzebne!

— O trzeciej w nocy?

Twarz teściowej poczerwieniała jeszcze bardziej. Nie znajdując odpowiedzi synowi, gwałtownie odwróciła się do mnie.

— Widzicie? — zwróciła się już do wszystkich krewnych. — Dopóki ta się nie pojawiła, wszystko było wspaniale! A teraz rodny syn przed własną matką na zamki się zamyka!

Po tych słowach we mnie niespodziewanie zrobiło się zupełnie spokojnie.

Starannie złożyłam koszulę nocną, schowałam ją z powrotem do foliowej torebki i postawiłam obok swojego krzesła.

— Dziękuję za prezent, Jelena Siergiejewna.

Po jej twarzy widać było, że uznała: spór zakończył się na jej korzyść.

— Noś na zdrowie.

— Nie będę. Jegor, zbieramy się. Jedziemy do domu.

Teściowa nie od razu pojęła, że mówię poważnie. Nadal siedziała z tą samą samodzielną miną, dopóki Jegor nie wstał od stołu.

Dopiero wtedy Jelena Siergiejewna się poruszyła.

— Gdzie wy się znowu wybieracie?

— Do domu, mamo.

— Teraz?! Przecież mamy gości!

— Właśnie dlatego nie będziemy dalej wyjaśniać relacji przed wszystkimi.

Wyruszyliśmy pakować rzeczy.

Kilka minut później Jelena Siergiejewna pojawiła się w pokoju. Z niedawnej uroczystości na jej twarzy nic już nie zostało.

— Naprawdę pozwolisz jej zabrać cię prosto pośrodku rodzinnego święta?

Jegor zapinał torbę podróżną i nawet nie odwrócił się do matki.

— Nikt mnie nigdzie nie zabiera.

— No jasne! Sam wszystko zdecydował! Przed nią nigdy nie pozwalałeś sobie tak do mnie mówić.

— Przed nią nie próbowałaś w środku nocy włamać się do mojej sypialni szczypcami.

Kiedy wyszliśmy do przedpokoju, teściowa niespodziewanie rozpłakała się.

Jeszcze całkiem niedawno była oburzona i zła, a teraz przed nami jakby stała nieszczęśliwa matka, którą porzuca jedyny syn.

Zauważyłam, jak Jegor się zatrzymał.

I w tamtym momencie po raz pierwszy naprawdę zrozumiałam, dlaczego przez wszystkie te lata było mu tak trudno sprzeciwić się matce.

— Jegoruszko — cicho odezwała się ona. — Naprawdę wyjeżdżasz przez nią?

Przez kilka sekund po prostu patrzył na Jelenę Siergiejewnę.

Potem odpowiedział:

— Nie, mamo. Wyjeżdżam przez ciebie.

W samochodzie długo jechaliśmy w milczeniu.

Nieprzyjemnie było mi nawet wspominać wyrazy twarzy krewnych, którzy zostali za stołem świątecznym, tę koszulę nocną i nędzną foliową torebkę. Pojawiło się wrażenie, jakby nasze życie prywatne wystawiono na pokaz przed całą grupą ludzi.

Po jakimś czasie Jegor przerwał milczenie:

— Koniec. Więcej u nich nie nocujemy. Jeśli będziemy przyjeżdżać, zatrzymamy się w hotelu.

Spojrzałam na niego.

— W tym samym, gdzie, jak mówią, karaluchy się roiły?

Jegor uśmiechnął się pod nosem.

— Karaluchy przynajmniej nie włamują się do drzwi szczypcami.

Nie wytrzymałam i roześmiałam się.

Po tym napięcie w końcu trochę odpuściło.

Wtedy wydawało mi się, że nieprzyjemna historia dobiegła końca.

Ale tydzień później, w sobotę, Jegor wyjechał w interesach. Zostałam w domu i zajmowałam się sprzątaniem, gdy ktoś kilkakrotnie z rzędu natarczywie nacisnął na dzwonek do drzwi.

Podeszłam do wizjera, spojrzałam na klatkę i najpierw uznałam, że się pomyliłam.

Przed naszymi drzwiami stała Jelena Siergiejewna.

Obok niej znajdowały się dwie ogromne walizki.

Otwierać nie stałam.

— Ksenia! — głośno zawołała teściowa. — Wiem, że jesteś w domu!

Natychmiast napisałam do Jegora.

Oddzwonił praktycznie od razu.

— Nie otwieraj jej drzwi.

Tymczasem Jelena Siergiejewna znowu nacisnęła dzwonek i przez kilka sekund nie zdejmowała palca z przycisku.

— Jelena Siergiejewna, Jegora teraz nie ma w domu — powiedziałam, nie otwierając drzwi.

— Nic nie szkodzi. Wejdę i poczekam na niego w środku.

— Nie.

Na klatce schodowej niespodziewanie zrobiło się cicho.

A potem klamka od drzwi powoli poszła w dół.

Wszystko we mnie zamarzło.

Po incydencie z wyrwaną zasuwką ten dźwięk odbierany był już zupełnie inaczej.

— Co pani robi?

— Otwieraj drzwi, Ksenia. Przyjechałam do syna.

— Nikt pani nie zapraszał.

— Żeby przyjechać do własnego dziecka, żadne zaproszenie nie jest mi potrzebne.

— Żeby wejść do naszego mieszkania — jest potrzebne.

Potem teściowa zamilkla.

Odszłam od drzwi wejściowych i nie wchodziłam już z nią w dyskusję, chociaż Jelena Siergiejewna jeszcze kilka razy uporczywie dzwoniła.

Jegor wrócił około dwudziestu pięciu minut później.

Ich rozmowę na klatce słyszałam z mieszkania, ale drzwi nie otwierałam.

Najpierw jego matka mówiła bardzo głośno. Tłumaczyła, że zamierza pomieszkać u nas kilka dni, skoro syn teraz sam odmawia przyjazdów do rodziców.

Potem zabrzmiało już znane zdanie:

— Ona cię przeciwko mnie nastawiła!

Jegor odpowiadał znacznie spokojniej i ciszej.

— Ksenia nie ma z tym w ogóle nic wspólnego. Sam proszę cię, żebyś wyjechała.

— Wystawiasz rodną matkę z walizkami?

— Mamo, po tym wszystkim, co wydarzyło się tydzień temu, przyjechałaś bez zaproszenia. Na co liczyłaś?

Przez kilka sekund za drzwiami nie było słychać nic.

Potem Jelena Siergiejewna znów zaczęła płakać.

Kiedy Jegor w końcu wszedł do domu, wyglądał tak, jakby te dwadzieścia z małym minut postarzały go o kilka lat.

— Pojechała? — spytałam.

On bez słowa kiwnął głową i usiadł prosto na pufu w przedpokoju.

— Wezwałem jej taksi.

Usiadłam obok niego.

— Jak się czujesz?

Jegor przejechał dłońmi po twarzy i długo milczał.

W końcu powiedział:

— Najbardziej obrzydliwe jest to, że znowu czuję się winny. Rozumem rozumiem: sama przyjechała bez ostrzeżenia, sama to wszystko urządziła. Ale w środku i tak takie uczucie, jakby to ja zostawiłem własną matkę na ulicy.

Po tych słowach wiele rzeczy stało się dla mnie bardziej zrozumiałe.

Jegor doskonale zauważał czyny matki i wcale nie uważał ich za normalne. Po prostu za każdym razem, gdy próbował jej odmówić albo wyznaczyć granicę, Jelena Siergiejewna w jakiś sposób doprowadzała do tego, że winnym ostatecznie czuł się właśnie on.

Po tej sobotie teściowa przez ponad miesiąc się z nami nie kontaktowała.

Za to zaczęli dzwonić pozostali krewni.

Siostra Jegora przypominała mu, że „mama nie jest wieczna”. Ciotka Luzia proponowała zebrać się wszystkim razem i bez skandalu porozmawiać. Nawet wujek Michaił, który podczas świątecznego obiadu wspierał nas, po paru tygodniach ostrożnie zauważył, że Jegor jednak mógłby pierwszy zadzwonić do matki.

Ale Jegor nie zadzwonił.

A podarowana koszula nocna, jakkolwiek dziwnie to brzmi, została u nas.

W pośpiechu włożyliśmy torebkę do samochodu razem z resztą rzeczy i odkryliśmy ją dopiero po powrocie do domu.

Pewnego razu wyciągnęłam koszulę z szafy i zamierzałam ją wyrzucić.

Jegor zatrzymał mnie:

— Nie trzeba.

Spojrzałam na niego ze zdziwieniem.

— A po co nam ona?

Zabrał mi torebkę, położył z powrotem na górną półkę szafy i lekko uśmiechnął się pod nosem.

— Niech zostanie. Na wypadek, gdyby mi się kiedyś znowu wydawało, że wtedy zbyt gwałtownie zebraliśmy się i wyjechaliśmy.

Od tamtego czasu minęło kilka miesięcy.

Relacje Jegora z matką nie stały się już takie same jak dawniej. Czasami wydaje mi się, że brakuje mu tego kontaktu, który był wcześniej, choć na głos nigdy się do tego nie przyznaje.

Ale coś jednak zmieniło się ostatecznie.

Kiedy ktoś z rodziny znów zaczyna mówić:

— Jegor, no przecież to twoja matka.

On już nic nie wyjaśnia, nie usprawiedliwia się i nie wchodzi w spory.

Teraz Jegor zupełnie spokojnie odpowiada:

— Właśnie dlatego zbyt długo pozwalałem jej na to, na co nigdy nie pozwoliłbym obcej osobie.

Mit Freunden teilen