Stawała pośrodku własnej działki, na którą
przez ostatnich dziesięć lat przeznaczała

prawie wszystkie wolne pieniądze i każdy
dzień urlopu.
Trwało upalne lipcowe południe.
Kiedyś ta dacza była dla Anny miejscem, w którym można schować się przed zgiełkiem miasta i spokojnie odpocząć.
Teraz jednak jej własna działka przypominała teren nieskończonej konfrontacji.
Na werandzie w wiklinowym fotelu bujanym rozsiadła się Jelena Wasiljewna.
Mimo trzydziestostopniowego upału teściowa tradycyjnie otuliła głowę wełnianą chustą.
W dłoniach trzymała filiżankę herbaty i uważnie oglądała ogród.
— Aneczko, — przeciągnęła Jelena Wasiljewna skrzypiącym głosem, — przerzedziłabyś tę marchewkę.
Zupełnie zarosła, potem zbierzemy same cienkie ogonki.
I zrób Sławikowi kotlety na kolację.
Coś on u mnie po pracy chodzi całkiem blady.
Anna powoli odwróciła głowę w stronę klombu.
Kiedyś rosła tam jej szczególna dumy — trzy krzaczki róż odmianowych, zamówionych specjalnie w szkółce.
Teraz w tym miejscu sterczały niewyraźne, szarrawe strzałki czosnku.
Róże Jelena Wasiljewna wykopała jeszcze na początku lata, korzystając z tego, że synowa pojechała do miasta na zebranie sprawozdawcze.
Kiedy Anna odkryła brak kwiatów, teściowa bez zmrużenia oka wyjaśniła:
— Twoje róże to tylko czysta zabawa.
Jaka z nich pożytek?
Pięknem się nie najeść.
A czosnek jest i zdrowy, i nie trzeba go kupować.
Zaledwie dwa lata temu wszystko zaczęło się od zupełnie niewinnej prośby.
Oksana, siostra Wiaczesława, zaplanowała generalny remont w swoim trzypokojowym mieszkaniu.
Wtedy Sławik przywiózł matkę na daczę i powiedział, że starszej pani potrzeba zaledwie miesiąca, aby przeczekać pył budowlany.
Annie zrobiło się żal Jeleny Wasiljewnej i zgodziła się.
Tylko że obiecany miesiąc niepostrzeżenie zamienił się w cały sezon.
Potem minął rok.
A zaraz po nim drugi.
Przez ten czas Oksana zdążyła wypocząć w Turcji i zmienić trzy ekipy budowlane.
Jednak z jakiegoś powodu odebranie matki wciąż jej się nie udawało.
Wieczorem na daczę wrócił Wiaczesław.
Ledwie wszedł do domu, od razu skierował się w stronę lodówki.
Anna stanęła w progu kuchni.
— Sławik, musimy porozmawiać.
Minęły już dwa lata.
Twoja mama całkowicie przerobiła mój ogród według własnego uznania.
Ona dyktuje mi, jakie jedzenie mam gotować, a nawet o której kłaść się spać.
Ja już tak dłużej nie mogę.
Kiedy w końcu Oksana ją zabierze?
Wiaczesław skrzywił się tak, jakby nagle rozbolał go ząb.
Wyciągnął z lodówki napój chłodzący i opuścił wzrok.
— Aniu, no znowu zaczynasz.
Oksana ma remont.
Sama wiesz, ile tam jest problemów.
Robotnicy zawiedli, płytki położyli nie tak.
Ma i tak ciężko, sama ciągnie dwójkę dzieci.
A mamie świeże powietrze tutaj tylko na zdrowie.
Zrobił przerwę i dodał:
— Sama spójrz, u niej nawet ciśnienie się unormowało.
Czy naprawdę nie można być trochę lepszym?
W końcu to dom jej syna.
Anna poczuła, że cierpliwość ostatecznie się kończy.
— To mój dom, Sławik! — krzyknęła.
Po tych słowach w pokoju zapadła taka cisza, że słychać było, jak obok okna natrętnie bzyczy mucha.
— Działka przypadła mi po ojcu.
Tutaj gospodynią jestem ja.
I nikt nie pytał, czy zgadzam się latami darmowo opiekować się twoją matką i jednocześnie pełnić dla niej obowiązki gosposi.
W tym momencie w drzwiach pojawiła się Jelena Wasiljewna.
Wymownie przycisnęła dłoń do piersi.
Wargi zadrżały, a za grubymi okularami natychmiast błysnęły łzy.
— Wszystko słyszę, Sławik… Wszystko słyszę.
Więc jestem tu zbędna.
Stałam się ciężarem.
Chyba czas mnie w ogóle wyrzucić, skoro jakieś róża okazały się cenniejsze niż żywy człowiek.
Nie martw się, synu.
Jutro pójdę i usiądę gdzieś na ławce.
Nie będę przeszkadzać waszej „gospodyni” w rządzeniu tutaj.
Wiaczesław natychmiast rzucił się do matki i podtrzymał ją za łokcie.
— Mamo, po co ty tak mówisz?
Nikt cię nigdzie nie wystawia.
Anya po prostu jest zmęczona i powiedziała nie to, co chciała.
Idź lepiej się połóż.
Ja teraz przyniosę krople.
Następnie odwrócił się do żony.
W jego oczach Anna nie dostrzegła współczucia.
Była tam tylko złość człowieka, którego zwykły komfort ktoś nagle odważył się naruszyć.
— Jeszcze raz doprowadzisz mamę do płaczu, to sama potem pożałujesz.
Ona stąd nigdzie nie pojedzie.
Dopóki sama Oksana nie powie, że jest gotowa ją zabrać, mama zostanie tutaj.
Wszystko powiedziałem.
Anna milczeniem wyszła do ogrodu.
Trzęsło nią.
Mimo upału ramiona ścisnęło lodowate zimno.
Wyciągnęła telefon i machinalnie otworzyła portal społecznościowy.
Palec nawykowo ślizgał się po ekranie, aż Anna nagle zamarła.
Na profilu Oksany pojawiły się nowe zdjęcia.
Na fotografiach siostra męża szczęśliwie uśmiechała się w pięknie wyremontowanym i w pełni umeblowanym salonie.
Anna przeczytała podpis:
«W końcu.
Już od pół roku żyjemy w naszym nowym gniazdku.
Nie mogę się napatrzeć».
Przeczytała te słowa jeszcze raz.
Pół roku.
Remont skończył się pół roku temu.
Przez cały ten czas Oksana spokojnie żyła w odnowionym mieszkaniu, przyjmowała gości i cieszyła się własnym życiem, podczas gdy Anna nadal obsługiwała na dachowej działce jej matkę.
W głowie coś jakby się przełączyło.
Zamiast złości pojawiła się przerażająca jasność.
Z niej po prostu korzystano.
Cała ta rodzina doskonale znała prawdę i świadomie pozwalała Annie pozostawać darmową służącą, bo wszystkim tak było wygodnie.
Wracać do bezsensownych rozmów nie zamierzała.
Anna weszła do domu i zaczęła spokojnie pakować rzeczy Jeleny Wasiljewnej.
Jedna duża walizka.
Druga.
Trzecia.
Torebki z lekami.
Zapas walerianki.
Wszystko to metodycznie wynosiła do samochodu i układała w bagażniku.
Słysząc hałas, Wiaczesław wybiegł na podwórko.
— Co ty wyprawiasz?!
Gdzie niesiesz rzeczy mamy? — krzyczał, próbując wyrwać Annie kolejną walizkę.
Anna nie wchodziła w spór i kontynuowała pakowanie.
Następnie otworzyła samochód i głośno zawołała:
— Jelena Wasiljewna, zbieraj się.
Jedziemy do Oksany.
Remont u niej skończył się już pół roku temu.
Właśnie widziałam zdjęcia.
Teściowa zastygła na progu.
Cierpiętniczy wyraz natychmiast zniknął z jej twarzy, ustępując miejsca zagubieniu i niepokojowi.
— Ja nigdzie nie pojadę.
Oksanoczka mówiła, że tam jeszcze pachnie farbą.
Sławik, powiedz jej!
Nie pozwalaj mnie wywozić!
Anna spojrzała na nią i stanowczo oznajmiła:
— Zbieraj się.
Wracasz do córki.
Jelena Wasiljewna zrozumiała, że zwykłe skargi tym razem nie pomogą.
Wzdychając, mimo wszystko ruszyła w stronę auta.
Do miasta jechali około dwóch godzin.
Teściowa prawie przez całą drogę narzekała i biadoliła, a Wiaczesław bez końca dzwonił do żony, grożąc rozwodem.
Anna po prostu wyłączyła dźwięk w telefonie.
Dojeżdżając do domu Oksany, wyciągnęła z bagażnika trzy walizki i postawiła je przy wejściu.
Potem pomogła Jelenie Wasiljewnej wysiąść z samochodu, przekazała jej torbę z dokumentami i nacisnęła przycisk domofonu.
Gdy Oksana odpowiedziała, Anna powiedziała:
— Oksana, tu Anna.
Przywiozłam twoją mamę.
Ona jest pod klatką.
Zamek w drzwiach kliknął.
Anna nic więcej już nie wyjaśniała.
Wróciła do samochodu i odjechała.
W lusterku wstecznym zdążyła zauważyć, jak z wejścia wybiega Oksana w jedwabnym szlafroku i zaczyna emocjonalnie machać rękami, podczas gdy Jelena Wasiljewna w tym czasie opadała na jedną z walizek.
Minęły trzy dni.
Anna została na daczy sama.
Wiaczesław wyjechał do miejskiego mieszkania i przesłał wiadomość, że zamierza złożyć pozew o rozwód.
Wśród krewnych i wspólnych znajomych zaczęły się burzliwe dyskusje.
Oksana obdzwoniła wielu, opowiadając swoją wersję wydarzeń: rzekomo Anna bezwzględnie wyrzuciła starszą kobietę za drzwi niemal w domowych kapciach.
Nawet własna matka Anny nie poparła córki.
— No po co ty tak, Aneczko? — ubolewała. — Można było jeszcze trochę wytrzymać.
Przecież to matka męża.
Teraz stracisz też męża.
Czy w twoim wieku zostać samemu — to dobrze?
Ludzie będą jeszcze gadać.
Anna nie sprzeciwiała się.
Za to po raz pierwszy od dwóch ostatnich lat spała spokojnie w nocy.
I dlaczegoś była przekonana, że Wiaczesław nigdzie na stałe nie odejdzie.
Pogniewa się jeszcze tydzień, uspokoi się i wróci.
A tymczasem Anna zamierzała po prostu cieszyć się długo wyczekiwaną ciszą.







