Przybyłem do tego kompleksu trzy miesiące wcześniej, wierząc, że to po prostu kolejny zatłoczony akademik.

Wprowadziłem się do kompleksu na początku pory deszczowej, kiedy miasto pachniało mokrym kurzem i starym betonem.

To miejsce było tanie, zatłoczone i idealne dla kogoś, kto próbował przetrwać.

Osiem małych pokoi wychodziło na wąski dziedziniec, gdzie lokatorzy gotowali, prali ubrania i co wieczór kłócili się o rachunki za prąd.

Na tyłach kompleksu znajdowała się wspólna łazienka, pojedyncza betonowa konstrukcja z metalowymi drzwiami, które nigdy nie zamykały się porządnie.

Wszyscy z niej korzystali.

Studenci, handlarze, praktykanci i pracownicy biurowi używali tej łazienki każdego dnia.

Pomimo jej złego stanu tolerowaliśmy ją, ponieważ czynsz był przystępny, a właściciel rzadko nam przeszkadzał.

Właściciel, pan Okeke, mieszkał w przednim budynku przy bramie.

Był wysokim mężczyzną o cichych ruchach i twarzy, która rzadko okazywała emocje.

Mało mówił, ale obserwował wszystko.

Jedną dziwną rzeczą w jego zachowaniu był czerwony ręcznik, który zawsze wieszał obok łazienki.

Każdego ranka się tam pojawiał.

Każdego wieczoru nadal tam był.

Nikt nigdy nie widział, żeby go prał, a jednak nigdy nie znikał.

Ręcznik wyglądał na stary, gruby i dziwnie ciężki, gdy napierał na niego wiatr.

Pierwszy raz coś niezwykłego wydarzyło się wcześnie we wtorkowy poranek.

Obudziłem się późno i pobiegłem do łazienki, zanim wyszedłem do pracy.

W kompleksie było cicho, ponieważ większość lokatorów już wyszła.

W środku łazienki powiesiłem ubrania na haczyku na ścianie i zacząłem szybko się myć.

Zimna woda pryskała mi na ramiona, kiedy szorowałem ciało.

Wszystko wydawało się normalne aż do chwili, gdy podniosłem ubrania, żeby się przebrać.

Wtedy to poczułem.

Delikatne muśnięcie z tyłu moich bokserek.

Dotyk był lekki, ale nie do pomylenia.

To było tak, jakby palce na chwilę dotknęły materiału.

Przestraszony, natychmiast się odwróciłem.

Nikt za mną nie stał.

Mała łazienka była pusta.

Woda kapała z kranu, cicho odbijając się echem od cementowych ścian.

Za drzwiami widziałem spokojnie wiszący czerwony ręcznik.

Patrzyłem na niego przez chwilę, zanim pokręciłem głową.

To musiała być wyobraźnia.

Być może zimna woda sprawiła, że moja skóra stała się wrażliwsza.

Szybko skończyłem się myć i poszedłem do pracy.

Do popołudnia zdążyłem już zapomnieć o tym dziwnym odczuciu.

Jednak później tego wieczoru wydarzyło się coś, co znowu mi o tym przypomniało.

Chizaram z pokoju numer cztery nagle wybiegła z łazienki z krzykiem.

Jej włosy były przemoczone, a mydło pokrywało jej ramiona.

„Poczułam, jak ktoś mnie dotknął!” krzyknęła głośno.

Lokatorzy natychmiast zebrali się wokół niej.

„Co masz na myśli, mówiąc, że ktoś cię dotknął?” zapytała Virginia.

Chizaram wyglądała na przerażoną.

„Kiedy się myłam, ktoś dotknął moich pleców.”

„Widziałaś kogoś?” zapytał ktoś.

„Nie,” odpowiedziała nerwowo.

„Łazienka była pusta.”

Niektórzy lokatorzy się śmiali, zakładając, że spanikowała z powodu czegoś drobnego.

Inni mówili, że może spadła na nią jaszczurka.

W końcu sprawa ucichła i wszyscy wrócili do swoich pokoi.

Ale wspomnienie mojego własnego doświadczenia cicho powróciło.

Mimo to zmusiłem się, by uwierzyć, że to był przypadek.

Następnego ranka obudziłem się wcześniej niż zwykle.

Postanowiłem znów się wykąpać, zanim pójdę do pracy.

W łazience powietrze pachniało lekko wilgocią.

Nalałem wody do wiadra i zacząłem myć włosy.

Miałem mocno zamknięte oczy, gdy mydło pokrywało mi głowę.

Wtedy znowu poczułem coś dziwnego.

Miękki oddech dotknął mojego ramienia.

Był ciepły.

Zbyt ciepły, by mógł to być wiatr.

Zanim zdążyłem zareagować, poczułem powolny, celowy dotyk na lewej dłoni.

Tym razem to odczucie było nie do pomylenia.

Ktoś mnie dotykał.

Natychmiast krzyknąłem.

Mydło dostało mi się do oczu i piekło straszliwie.

„Jezu!” krzyknąłem.

Moje serce waliło gwałtownie.

Nogi drżały mi, gdy panika ścisnęła mi pierś.

Ledwo widziałem przez mydło.

Moje ręce po omacku szukały wiadra.

Gdy w końcu przepłukałem oczy i się odwróciłem, łazienka była pusta.

Nic się nie poruszało.

Tylko czerwony ręcznik za drzwiami wisiał nieruchomo.

Strach powoli wkradał się do mojego umysłu.

Szybko się ubrałem i pobiegłem z powrotem do swojego pokoju.

Przez resztę dnia czułem się nieswojo.

Za każdym razem, gdy przypominałem sobie ten dotyk, cierpła mi skóra.

Do wieczora inny lokator zgłosił coś podobnego.

Mechanik mieszkający w pokoju numer sześć powiedział, że ktoś musnął jego biodro, kiedy oddawał mocz.

Natychmiast się odwrócił, ale nikogo nie zobaczył.

Na początku myśleliśmy, że to przypadek.

Ale następnego dnia pojawiła się kolejna skarga.

Potem jeszcze jedna.

W ciągu tygodnia prawie połowa lokatorów doświadczyła tego samego.

Historia zawsze była identyczna.

Dotyk od tyłu.

Oddech przy ramieniu.

Pusta łazienka.

I czerwony ręcznik wiszący w pobliżu.

Strach powoli rozprzestrzeniał się po całym kompleksie.

Lokatorzy przestali kąpać się późno w nocy.

Niektórzy odmawiali wchodzenia do łazienki samotnie.

Rozmowy na dziedzińcu wypełniły się szeptami.

Wszyscy zaczęli coś podejrzewać.

W końcu pewnego wieczoru postanowiliśmy zorganizować spotkanie.

Plastikowe krzesła utworzyły krąg na dziedzińcu.

Przygaszone światło jednej żarówki rzucało długie cienie na ściany.

Virginia odezwała się pierwsza.

„Wierzę, że odpowiedzialny jest nasz właściciel,” powiedziała pewnie.

Jej słowa zszokowały wszystkich.

„Co masz na myśli?” zapytał ktoś.

„On zawsze trzyma ten czerwony ręcznik przy łazience,” wyjaśniła Virginia.

„I nikt nie wie dlaczego.”

Chizaram powoli skinęła głową.

„Kiedyś śniło mi się, że ten ręcznik poruszał się sam.”

Inny lokator odezwał się nerwowo.

„Słyszałem, że praktykuje juju.”

Głosy podniosły się ze wszystkich stron.

Strach mieszał się z plotkami i wyobraźnią.

Wtedy nagle jedna cicha kobieta wysunęła propozycję.

„Spalmy ten czerwony ręcznik,” powiedziała spokojnie.

Cisza zapadła natychmiast.

Wszyscy spojrzeli na siebie niepewnie.

Zanim ktokolwiek zdążył odpowiedzieć, przerwał nam szorstki głos.

„Spalić który ręcznik?”

Odwróciliśmy się w stronę korytarza.

Stał tam nasz właściciel.

Pan Okeke szedł powoli od strony łazienki.

W ręku trzymał czerwony ręcznik.

Jego wyraz twarzy był spokojny, ale nieczytelny.

Z materiału powoli kapała woda.

Spokojnie spojrzał na nasz krąg krzeseł.

„Więc o tym właśnie rozmawiacie w moim kompleksie,” powiedział.

Nikt nie odpowiedział.

Powietrze wydawało się ciężkie.

Potem wydarzyło się coś dziwnego.

Kiedy wiatr przeszedł przez korytarz, czerwony ręcznik lekko poruszył się w jego dłoni.

Przez chwilę wyglądał niemal jak żywy.

Oczy pana Okeke powoli przesuwały się po naszych twarzach.

„Strach to potężna rzecz,” powiedział cicho.

„Czasami to, czego się boisz, staje się tym, co widzisz.”

Upuścił ręcznik na krzesło obok siebie.

Materiał opadł ciężko.

I przez moment coś poruszyło się pod nim.

Wszyscy cicho wciągnęli powietrze.

Pan Okeke uśmiechnął się lekko.

„Widzicie?” wyszeptał.

„Wasze umysły już tworzą duchy.”

Ale nikt z nas się nie śmiał.

Bo głęboko w środku wszyscy pamiętaliśmy to samo.

Dotyk.

Oddech.

Niewidzialną obecność w tej łazience.

A teraz czerwony ręcznik leżący spokojnie na krześle.

Po raz pierwszy od początku tych incydentów do mojego umysłu wkradła się straszna myśl.

A co, jeśli sama łazienka wcale nie była pusta?

A co, jeśli coś było tam przez cały czas?

Obserwując.

Czekając.

Dotykając.

I ukrywając się za czymś tak zwyczajnym jak czerwony ręcznik.

Mit Freunden teilen