Wydawało się, że cała ciąża przebiegała spokojnie – nie męczyły jej poranne mdłości, nikt nie denerwował jej nerwów, a jednak dziewczynka urodziła się z wadą.
Starsza pielęgniarka współczująco westchnęła:

— Ech, trudny los czeka twoją dziewczynkę! Niewielu będzie chciało poślubić taką.
Natasha sama to doskonale rozumiała, ale najbardziej bała się reakcji męża.
Nie, była gotowa zostawić dziecko w szpitalu, jeśli mąż tak zażąda, przecież już teraz, szczerze mówiąc, nienawidziła swojej malutkiej, więc problemu by nie było.
Natasha obawiała się jednak, że mąż zdecyduje się rozwieść z powodu deformacji córki.
Dokąd miałaby pójść potem? Do domu rodziców? Tam mieszkał jednak brat z żoną. W wsiach zwykle wydawano dziewczynki za mąż i koniec, do rodziców je odwiedzano tylko w święta.
Wbrew obawom Natashy, mąż nie złożył wniosku o rozwód i nie chciał zostawiać dziecka w szpitalu, a córkę nazwał Praskowią na cześć swojej zmarłej babki.
Praskowia rosła na silną dziewczynkę, mimo że matka prawie jej nie karmiła piersią – dotykanie dziecka ją odrzucało.
Dziewczynka już wtedy patrzyła na matkę świadomym wzrokiem, jakby rozumiała, że nie jest kochana.
Po trzech latach Natasha urodziła drugą córkę – Wasilisę. Na nią zawsze sypała się troska.
Z podwórka ciągle dochodziło:
— Praskowio! Odejdź od siostry! Straszy ją! Praskowio! Nie ruszaj śmietany, to dla Wasy!
Praskowio! Znikaj mi z oczu! Psujesz mi nastrój!
Dziewczynka cicho szła w głąb ogrodu, gdzie miała swoje tajne miejsce – ogromny czarny głaz, na którym siadywała długo, wpatrując się w dal. Bolało ją i raniło, że jest inna niż wszyscy.
Tak, jedna noga była krótsza, tak, nad górną wargą widniał wyraźny blizna po operacji w niemowlęctwie, ale przecież nie była za to winna.
Praskowia uczyła się bardzo dobrze, nauczyciele stawiali ją za przykład, a Wasilisa wcale nie interesowała się nauką.
Lubiła podobać się w lustrze, zaplatając i rozplatając swoje długie, czarne jak smoła warkocze.
W domu Wasilisa też nie pomagała, uciekała bawić się z koleżankami, mówiąc, że Praskowia i tak nie wychodzi z domu, więc niech zajmuje się pracami domowymi.
Praskowia zamiatała, prała, nosiła wodę ze studni mimo kulawizny, a nawet wyrabiała ciasto na chleb, podczas gdy Wasilisa przechodziła obok, uśmiechała się i myślała – każdemu swoje!
Na święta Natasha kupowała Wasilisie nowe sukienki i buty, a Praskowia dostawała nic albo przerabiano jej stare ubrania. „Co z tego? I tak nie będzie piękniejsza” – myślała.
Sąsiedzi współczuli Praskowii, widząc, jak niesprawiedliwie matka traktuje starszą córkę, ale Natasha kogo by posłuchała?
Bez skrępowania mówiła, że chciała zrezygnować z córki i gdyby nie mąż, zrobiłaby to. „Niech mu będzie wdzięczna, że rośnie w rodzinie, a nie w sierocińcu”.
Ojciec Praskowii nie zajmował się wychowaniem dzieci. Według niego był żywicielem rodziny, a sprawy domowe i dzieci to już kobieca część.
Gdy Praskowia skończyła piętnaście lat, ojciec zginął w lesie podczas wyrębu.
Natasha trochę się zasmuciła, ale nic nie dało się zrobić – trzeba było wychować dzieci.
Od dawna planowała wysłać Wasilisę do miasta, by zdobyła zawód, wyszła za mąż, a Praskowia miała się nią zajmować na wsi.
Kobiety nie obchodziło, że Wasilisa ledwo radzi sobie w szkole, a wszystkie zadania domowe wykonuje Praskowia, bo Wasilisa niczego nie rozumie.
„Trzeba by Praskowię wysłać do miasta, choćby nauczyć na kucharkę.
Zobacz, jakie piecze chleby i ciasta, jakie gęste zupy. Jej wypieki były znakomite.”
Wasilisa natomiast nie potrafiła nawet usmażyć ziemniaków – spaliły się lub pozostały surowe, a i tak Natasha wiedziała, jak ją wybronić:
— Nie musisz umieć gotować. Znajdź sobie dobrego faceta, który będzie cię nosił na rękach i zabierał do restauracji.
To Praskowia powinna gotować, może ktoś doceni jej zupę, jeśli nie urodę.
Wasilisa się uśmiechała – matka miała rację. Po co jej uczyć się gotować, skoro jedzenie można zamówić z restauracji?
Marząc o wygodnym życiu w mieście, Wasilisa wyjechała, nie po naukę, lecz aby znaleźć bogatego męża jak najszybciej.
Już pod koniec pierwszego roku poznała zamożnego mężczyznę.
Tak, był żonaty, ale ile miał pieniędzy! Ona odbije go od żony i będzie żyć jak w bajce.
Nauki musiała porzucić – biznesmen zabierał ją wszędzie.
A by jego żona dowiedziała się o zdradzie i sama złożyła wniosek o rozwód, Wasilisa zostawiała czasem ślad pomadki na jego koszuli, psikała perfumami na marynarkę lub zostawiała włosy w samochodzie.
Natasha cieszyła się z córki, powtarzając: „Taki mężczyzna trafił ci się, córeczko” i doradzała, jak pozbyć się niepożądanej rywalki.
Praskowia tylko kręciła głową, uważając, że to złe i grzech niszczyć cudzą rodzinę. Natasha wpadła w furię, szarpała Praskowię za włosy po całym podwórku, krzycząc:
— Lepiej pomyśl o sobie, kaleko! Kogo obchodzi kulawa noga? Zazdrościsz Wasilisie!
Wtedy przechodził przewodniczący wsi – wdowiec, wychowujący troje dzieci.
Usłyszawszy krzyki, wszedł na podwórko, wyrwał Praskowię z rąk matki i zapytał:
— Wyjdziesz za mnie? Powiem szczerze, nie jestem młody, mam trochę ponad czterdzieści lat.
Będę cię chronił, nosił na rękach, ale musisz pokochać moje dzieci jak swoje. Co powiesz?
— Tak, zgadzam się! – odpowiedziała Praskowia. – Mówię, że zgadzam się! Po co się wymądrzasz?
Przewodniczący miał kobiety tabunami, a jednak poprosił właśnie ją.
Tak, był starszy o dwadzieścia lat, miał dzieci, ale najważniejsze – Praskowia będzie z dala od matki.
Ślub był huczny, trwał trzy dni, jak w tradycji wiejskiej.
Po ślubie Praskowia zaczęła nowe życie – piekła, gotowała, sprzątała, a dom przewodniczącego stał się piękniejszy, a dzieci szczęśliwsze.
Wasilisa nie wyszła za mąż – biznesmen ją porzucił. Nie minął miesiąc, a znalazła nowego kawalera – tym razem postawiła warunek: albo ślub, albo koniec zabawy.
On się uśmiechnął i poszli do urzędu.
Dziewczyna nie wiedziała, że trafiła na hazardzistę. Wkrótce była w długach, a mąż uciekł z kraju.
Natasha musiała sprzedać dom, by spłacić długi córki i zięcia. Nic to, spłacą, a potem wynajmą mieszkanie.
Wasilisa, piękna, znajdzie bogatego męża i będzie mieć dom, samochód i pieniądze.
Nie wiedziała, że Wasilisa wcale nie chciała mieszkać z matką.
Po spłacie kredytu postawiła matkę przed faktem: każda idzie swoją drogą.
A Praskowia? To ona ma się nią opiekować.
Natasha zmarła tego samego dnia – serce nie wytrzymało.
Pogrzeb odbyła Praskowia, Wasilisa nie wydała ani grosza i od razu wyjechała, choć Praskowia prosiła, by została przynajmniej do czterdziestnicy.
Praskowia nie wiedziała, że Wasilisa celowo chciała odejść.
Pozostała sama z mężem siostry, próbując pokazać mu, że jest lepsza, ale ten spojrzał na nią surowo i tak ją upomniał, że Wasilisa z wstydu uciekła tego samego dnia.
Od tego czasu o Wasilisie nic nie słychać.
Praskowia od czasu do czasu odwiedza grób rodziców, przynosi kwiaty, opowiada o szczęśliwym małżeństwie, dzieciach, pięknym domu, żałując tylko dzieciństwa i dodając z ciężkim westchnieniem:
— Jak trudno być niekochanym dzieckiem.







