„Bankiet hipokryzji: teściowa, była żona i rola zmywaczki”

Teściowa urządziła sobie bankiet, zaprosiła ducha przeszłości — byłą żonę syna, a mnie wpisała do personelu: „Marsz, sprzątać ze stołu!”

— A to jest Irina! — z promiennym uśmiechem oznajmiła Ludmiła Grigorjewna.

— Była żona Antona. Niestety, była…

— Irina, — uśmiechnęła się złośliwie. — Na nią mnie wymieniłeś, mężu.

— Żartuję, oczywiście, żartuję — podniosła ręce w gestach pojednawczych.

Anton długo zdobywał względy Yany. Była prostą dziewczyną o trudnym charakterze.

Pracowali razem w jednej firmie, Anton miał wyższy status niż Yana.

A Yana dopiero przyszła do nowej firmy i zatrudniła się jako zwykły office manager, poznając podstawy pracy.

Łatwo nawiązywała kontakt z zespołem i szybko zaprzyjaźniła się z Vadimem — młodym mężczyzną z działu marketingu.

Często śmiali się razem przy obiedzie, a Anton, obserwując to, irytował się.

Chciał, aby Yana była jego dziewczyną, ale nie mógł się zdobyć na pierwszy krok.

Pewnego dnia, po udanym projekcie, Anton zebrał odwagę i zaprosił Yanę na kolację.

Ku jego zaskoczeniu, zgodziła się. Tak zaczęła się ich relacja — najpierw nieśmiała, potem coraz pewniejsza.

Po roku pobrali się i teraz mieszkają w mieszkaniu Antona.

Życie wydawało się ułożone. Ale był jeden problem — stosunki z teściową.

Yana nigdy nie przywiązywała dużej wagi do relacji z krewnymi.

Była zbyt samodzielna. Owszem, są rodzice, ale wciąż młodzi i pełni życia.

A życie Yany kwitło na całego.

Ludmiła Grigorjewna, matka Antona, nigdy nie ukrywała, że uważa Yanę za „niegodną partię” dla swojego syna.

W jej oczach idealną synową pozostawała Irina — była żona Antona, z którą rozwiódł się z powodu jej zdrady.

Ale Ludmiła Grigorjewna upierała się, udając, że nic o tym nie wie, i nadal uważała Irę za „idealną kobietę”.

I nadszedł dzień, kiedy Yana po raz pierwszy znalazła się na przyjęciu z okazji urodzin Ludmiły Grigorjewnej.

Była lekko zdenerwowana, ale miała nadzieję, że teściowa doceni ich prezent, który Yana tak starannie wybierała. Anton ją uspokajał:

— Nie martw się, mama po prostu przyzwyczaja się do ciebie.

Yana wybrała dla Ludmiły Grigorjewnej piękne ręcznie wykonane pudełko na biżuterię.

Młoda kobieta bardzo chciała zadowolić teściową — ta zawsze kochała kosztowności, a pudełko było idealne: z aksamitnymi przegródkami na kolczyki, pierścionki i łańcuszki, z finezyjnym rzeźbieniem i małą kłódką.

— Na pewno jej się spodoba — powiedział pewnie Anton, gdy wybierali prezent.

— Mam nadzieję — Yana nerwowo przesunęła ręką po jedwabistej powierzchni aksamitu.

Do pudełka dodali duży bukiet czerwonych róż z gałązkami eukaliptusa — delikatny, a zarazem luksusowy, jak sama Ludmiła Grigorjewna.

Yana włożyła swoją ulubioną bordową sukienkę podkreślającą smukłą sylwetkę i starannie ułożyła włosy. Chciała wyglądać nienagannie.

— Jesteś piękna — Anton pocałował ją w skroń i wyszli z domu.

Na progu mieszkania przywitała ich sama Ludmiła Grigorjewna.

Była w eleganckiej niebieskiej sukience, z perfekcyjną fryzurą i lekkim makijażem.

Jej wzrok przesunął się po Yaně oceniająco i chłodno, ale usta rozciągnęły się w uprzejmym uśmiechu.

— No w końcu! — zawołała, całując syna w policzek. — Już zaczęłam się martwić.

— Wszystkiego najlepszego, mamo! — Anton podał jej bukiet.

— O, jakie piękne! — Ludmiła Grigorjewna przycisnęła róże do piersi, ale wzrok natychmiast przesunął się na Yanę. — Dziękuję, synku.

Yana poczuła dreszcz na plecach.

— A to… prezent od nas… — wyciągnęła pudełko i uprzejmie się uśmiechnęła.

— Dziękuję — odpowiedziała Ludmiła Grigorjewna, wzięła prezent, a następnie nawet go nie rozpakowując, beztrosko odłożyła na półkę w przedpokoju. — Proszę, wejdźcie, nie stójcie w korytarzu.

Yana trochę się zasmuciła, a Anton dyskretnie dotknął jej ręki, jakby mówił: „Nie przejmuj się”.

W salonie już zebrali się krewni i przyjaciele Ludmiły Grigorjewnej.

Wśród nich Yana zauważyła młodą kobietę, która wyróżniała się spośród innych.

Wyglądała elegancko i bardzo drogo. Teściowa zauważyła, że Yana się zawahała i postanowiła zacząć pierwsza:

— A to Irina! — z promiennym uśmiechem oznajmiła Ludmiła Grigorjewna.

— Była żona Antona. Niestety, była…

Irina siedziała na krześle obok ciotki Antona i o czymś żywo rozmawiała.

Widząc Yanę, ledwie zauważalnie się uśmiechnęła.

— Irina, — uśmiechnęła się złośliwie. — Na nią mnie wymieniłeś, mężu.

— Żartuję, oczywiście, żartuję — podniosła ręce w geście pojednawczym.

— Mamo — Anton zmarszczył brwi — nie wiedzieliśmy, że Ira tu będzie.

— A co w tym złego? — teściowa rozłożyła ręce. — Przecież jest w rodzinie od dawna, prawie jak własna.

Yana poczuła się dziwnie. Myślała, że coś takiego zdarza się tylko w serialach, a nie w prawdziwym życiu.

Ale nie dała po sobie tego poznać — podeszła do stołu, uprzejmie przywitała się z gośćmi i usiadła obok męża.

Po chwili Ludmiła Grigorjewna oznajmiła:

— Drodzy goście, dziękuję, że przyszliście! A teraz — prezenty!

Jeden po drugim goście wręczali solenizantce upominki.

Gdy przyszła kolej na Irinę, wstała z małym pudełeczkiem w rękach.

— Ludmiła Grigorjewna, to dla pani.

Teściowa z radością otworzyła pudełko — w środku znajdowały się finezyjne kolczyki z szafirami.

— Boże, jakie piękne! — zawołała, od razu je przymierzając.

— Irinko, jesteś po prostu aniołem! Jak mogłaś zgadnąć, że to mój ulubiony kamień?

Yana spuściła wzrok. Jej pudełko zostało tak i tak, kurząc się w przedpokoju.

— Nie martw się — szepnął jej Anton do ucha. — Irina zawsze lubiła szerokie gesty.

— A syn, jak po raz drugi się ożenił, całkowicie zapomniał, że matce trzeba dawać biżuterię.

Wieczór ciągnął się strasznie długo.

Irina była w centrum uwagi — opowiadała zabawne historie z przeszłości, głośno się śmiała, jakby celowo, a nawet teściowa, która zwykle zachowywała się bardzo powściągliwie, śmiała się do łez.

Yana starała się nie zwracać na siebie uwagi.

Każde jej słowo, każda próba wtrącenia się spotykała się albo z lodowatą ciszą, albo z protekcjonalnym uśmiechem.

Gdy goście zaczęli się rozchodzić, Ludmiła Grigorjewna nagle zwróciła się do Yany:

— Kochana, mogłabyś pomóc w kuchni?

Tam została naczynia po gotowaniu, a talerze można było zebrać ze stołu.

Jej głos brzmiał słodko, ale w oczach było widać pogardę.

— Oczywiście — spokojnie przyjęła propozycję Yana.

Anton natychmiast wstał, aby pójść za żoną, ale Ludmiła Grigorjewna zręcznie przechwyciła jego rękę:

— Synku, poczekaj chwilę. Muszę coś omówić.

Yana została sama w kuchni.

Kuchnia była w totalnym nieładzie — brudne naczynia piętrzyły się w zlewie, stół był poplamiony od sosów, a w powietrzu unosił się zapach przypalonego oleju.

Yana westchnęła, podwinęła rękawy i zabrała się do pracy. Wtedy za jej plecami rozległ się znajomy głos:

— No i jak, synowo, podoba ci się mój prezent?

Yana odwróciła się. Irina stała w drzwiach, opierając się o framugę i bawiła się drogim pierścionkiem na palcu.

— Ładne kolczyki — odpowiedziała sucho Yana, dalej myjąc talerze.

— O, dziękuję! Twoja opinia była dla mnie bardzo ważna!

— Irina uśmiechnęła się, jakby nie zauważając sarkazmu. — Ludmiła Grigorjewna była zachwycona.

A twoje pudełko… No wiesz, takie zwykłe… Takie jak ty.

Yana zacisnęła gąbkę i zaczęła się pienić.

— Chciałaś pomóc? — zapytała, nie przerywając pracy.

— Po prostu pomyślałam, że skoro tu gospodarujesz, mogę ci towarzyszyć.

— Na zlewie nie ma zamka — odpowiedziała Yana i odsunęła się na bok.

— Oj, daj spokój! — Irina zrobiła krok w tył. — Przecież wiesz, że to tylko gra?

Ludmiła Grigorjewna nigdy cię nie zaakceptuje.

Dla niej jesteś tylko tymczasową zastępczynią.

Yana gwałtownie odwróciła się do niej:

— Zdradziłaś Antona. Zdradziłaś go.

I teraz próbujesz wpełznąć w nasze życie?

Irina zaśmiała się:

— Kochana, ja się nie wtrącam. Nigdy nie odchodziłam od Antona.

To on coś sobie wymyślił. Sam wymyślił, sam się obraził.

Myślę, że wkrótce wszystko zrozumie.

W tym momencie do kuchni wszedł Anton.

Jego twarz była napięta.

— Ira — powiedział ostro — dość.

— O, pojawił się obrońca! — Irina figlarnie puściła oko do Yany. — Dobrze, nie będę przeszkadzać w waszej idylli.

Wyszła, celowo przechodząc powoli obok Antona, żeby spotkać się z nim wzrokiem. Ale Anton nie dał się sprowokować tym głupim zaczepkom.

— Nie chcę tego dłużej znosić — wyszeptała. — Możemy już iść?

Anton podszedł, objął ją i mocno przytulił do siebie.

— Przepraszam… Nie wiedziałem, że mama wpadnie na pomysł, żeby zaprosić Irinę. Chodźmy stąd. Zostaw talerze w spokoju.

— Jesteś pewien?

— Tak.

Wziął ją za rękę i wyszli z kuchni. W salonie Ludmiła Grigorjewna żywo dyskutowała z Iriną, ale zobaczywszy syna, zamilkła.

— Mamo, wychodzimy — powiedział stanowczo Anton.

— Co? Ale goście jeszcze…

— Wychodzimy.

Ludmiła Grigorjewna chciała coś powiedzieć, ale spotkawszy jego wzrok, tylko zacisnęła usta. Irina natomiast triumfalnie się uśmiechnęła:

— Cóż, do następnego spotkania.

Poranek zaczął się jak zwykle. Yana zatrzymała się przed lustrem, dobierając szminkę, a Anton w tym czasie już się zebrał i wyszedł pierwszy, żeby rozgrzać samochód.

Gdy Yana w końcu wyszła z bloku, zobaczyła męża stojącego nieruchomo przed swoim autem. Jego twarz była blada, a w oczach malował się przerażający strach.

— Anton? Co się stało?

On milcząco wskazał na samochód.

Na błyszczącej powierzchni dużymi, głęboko zarysowanymi literami widniał napis:

„Anton, jestem w ciąży. Irina.”

Yana zamarła. Świat wokół niej wydawał się odwrócony do góry nogami.

— To… To żart? — jej głos się załamał.

— Yana, posłuchaj… — Anton gwałtownie odwrócił się do niej, wyciągając ręce. — To prowokacja! Nic się nie wydarzyło… Nie widziałem jej przez dwa lata aż do wczorajszego wieczoru.

Ale Yana już nie słyszała. Jej oczy szeroko się otworzyły, wypełniając się łzami.

— Ty… Ty… — łapała oddech, nie mogąc wydusić słów.

— Przysięgam, to kłamstwo! Ona po prostu mści się! Denerwuje ją, że u nas z tobą wszystko jest tak dobrze.

Ale Yana już biegła w stronę przystanku, ocierając zdradzieckie łzy z twarzy.

— Yana!

Otworzyła gwałtownie drzwi busa, nawet się nie oglądając.

Anton spędził cały dzień w rozpaczy. Yana nie pojawiła się w pracy, a jej telefon milczał. Wieczorem, wracając do pustego mieszkania, Anton w gniewie kopnął krzesło.

Nagle zadzwonił telefon. To była Ludmiła Grigorjewna.

— Synku, dlaczego nie…

— Mamo — głos Antona był ochrypły — jeśli jeszcze raz zadzwonisz do Iriny albo zaprosisz ją gdzieś, nie zobaczysz mnie więcej.

Odrzucił słuchawkę na kanapę.

Potem usiadł na kanapie i wybrał numer Iriny. Odebrała prawie od razu, najwyraźniej długo czekała na jego telefon.

— No i co, tęskniłeś? — jej głos brzmiał słodko, ale z nutką złośliwości.

— Spotykamy się za godzinę w kawiarni na Lenina — odciął Anton, nawet się nie witając.

— O, jak poważnie! No dobrze, dobrze. Nie mogę się oprzeć takiemu mężczyźnie.

W kawiarni było dużo ludzi. Irina siedziała przy stoliku przy oknie, popijając latte. Widząc Antona, kokieteryjnie poprawiła kosmyk włosów.

— No, mów — uśmiechnęła się. — Chcesz omówić nasze… przyszłość?

Anton usiadł naprzeciwko, kładąc przed sobą paragon z serwisu samochodowego.

— Zapłacisz za przemalowanie.

— Ojej, co się stało? — Irina zrobiła zdziwione oczy.

— Przestań udawać! — uderzył pięścią w stół, co rozlało jej kawę. — Zepsułaś mój samochód, kłamiesz o ciąży i psujesz mój związek z żoną!

— Aha, o to chodzi! — zaśmiała się. — No, może i jestem w ciąży? Przecież nie sprawdzałeś…

— Kłamiesz — Anton spojrzał na nią zimno. — Nawet nie zdajesz sobie sprawy, w co się wpakowałaś.

— Ojej, jak strasznie! — Irina skrzywiła usta. — Kiedyś byłeś taki łagodny…

— Teraz zadzwoń do Yany i przeproś.

— Co?

— Inaczej zgłoszę sprawę na policję za zniszczenie mienia. Kamery na każdym bloku wszystko nagrywają. Zapomniałaś o tym.

Irina zbledła. Wyraźnie nie spodziewała się takiej reakcji.

— Dobrze… — niezadowolona sięgnęła po telefon.

Rozmowa była krótka.

— Yana? Tu Irina. Przepraszam za… żart. To była tylko zabawa.

Wrzuciła telefon do torby i wstała.

— Zadowolony?

— Teraz wynoś się.

Irina prychnęła i ruszyła w stronę wyjścia, jak zwykle kołysząc biodrami.

Anton natychmiast zadzwonił do Yany. Tym razem odebrała.

— Yana… — zamknął oczy, słysząc jej głos. — Gdzie jesteś?

— W parku — jej głos brzmiał zmęczony.

— Przyjadę po ciebie.

Yana siedziała na ławce, owinięta w cienki jesienny płaszcz. Widząc Antona, nie uciekła, ale też się nie uśmiechnęła.

— Irina wszystko opowiedziała — usiadł obok. — To było kłamstwo.

— Wiem — westchnęła Yana. — Bardzo się zdenerwowałam, ale potem pomyślałam, że to głupie. Żadna normalna kobieta tak by nie postąpiła. To jakieś przedszkole, naprawdę!

Anton ostrożnie wziął jej rękę.

— Przepraszam, że tak wyszło. Kocham tylko ciebie. Tylko ciebie.

Yana spojrzała na niego i w jej oczach w końcu pojawiło się ciepło.

— Jedziemy do domu?

— Jedziemy — skinęła głową.

Wsiedli do samochodu, na którym wciąż widniał feralny napis.

— W weekend zawiozę auto do serwisu. Już się umówiłem — Anton uruchomił silnik.

— A może zostawimy? — Yana nagle się zaśmiała. — Jako przypomnienie, że wszystko razem przetrwamy.

Anton uśmiechnął się i wziął ją za rękę.

— Neee, dziękuję!

Samochód ruszył, zostawiając za sobą ten dziwny i długi dzień.

Ale jedno było pewne — od tego momentu ich związek stał się tylko silniejszy.

Mit Freunden teilen