„Historia o zarozumiałym mężu, który uważał się za głównego żywiciela rodziny, dopóki teściowa nie przedstawiła dowodów na coś zupełnie odwrotnego”

LUDZIE

„Jak teściowa przyniosła stos rachunków i poukładała zięciowi, kto naprawdę utrzymywał rodzinę przez wszystkie 15 lat”

Nina ustawiały na stole kieliszki do wina, gdy usłyszała dzwonek do drzwi.

Poprawiła obrus, spojrzała na zastawę i z zadowoleniem skinęła głową, po czym poszła otworzyć drzwi.

— Mamusiu! — Nina objęła stojącą w progu kobietę w eleganckiej ciemnoniebieskiej sukience.

— Witaj, kochanie — Galina Pietrowna cmoknęła córkę w policzek i podała jej spory worek. — Twój ulubiony jabłecznik z cynamonem. Jeszcze ciepły.

— Wiesz, że nie musiałaś — uśmiechnęła się Nina, wdychając aromat świeżego ciasta. — Sergiej właśnie narzekał, że zupełnie zapomniałam, jak się piecze.

— Co ty! — parsknęła Galina Pietrowna, wchodząc do mieszkania. — Jeszcze ci brakuje, żebyś z ciastami się męczyła. Masz pracy po uszy. A gdzie mój zięć-krytyk?

— W łazience — Nina zabrała od matki torbę. — Zatrzymał się w pracy, wrócił dopiero pół godziny temu. Prawie zepsuł nam święto.

— Jakie jeszcze święto? — Galina Pietrowna zdjęła płaszcz i poprawiła fryzurę przed lustrem.

— Mamo! — zdziwiła się Nina. — Piętnaście lat wspólnego życia — to nie żarty. Postanowiliśmy uczcić to w wąskim rodzinnym gronie.

— Ach tak — rozkojarzona skinęła głową Galina Pietrowna, wyciągając z torby niewielką tekturową teczkę. — Zupełnie wyleciało mi z głowy. Przepraszam, kochanie. Ostatnio tyle się dzieje.

Nina uważnie spojrzała na matkę.

W swoje sześćdziesiąt pięć lat Galina Pietrowna wyglądała olśniewająco — zgrabna sylwetka, zadbane dłonie, lekki makijaż.

Tylko oczy zdradzały zmęczenie i pewien skryty niepokój.

— Coś się stało? — cicho zapytała Nina, pomagając matce usiąść przy stole.

— Nic szczególnego — machnęła ręką Galina Pietrowna. — Zwykłe emeryckie troski. Rosną czynsze, drożeją leki. Dobrze, że zawsze odkładałam, bo inaczej nie wiem, jak bym teraz żyła.

— Mamo, wiesz, że zawsze możemy pomóc — Nina położyła rękę na ramieniu matki.

— Wiem, wiem — uśmiechnęła się Galina Pietrowna. — Ale na razie daję radę. Lepiej zajmijmy się przyjemnym. Jak dzieci?

— Masza świetnie obroniła dyplom, teraz myśli o magisterce. Dima w swoim technikum jest gwiazdą — nauczyciele przewidują mu świetlaną przyszłość. Tylko teraz trudno ich do domu ściągnąć. Każdy ma swoje życie.

— Już dorośli — westchnęła Galina Pietrowna. — Jak szybko leci czas…

W tym momencie z łazienki wyszedł Sergiej — wysoki mężczyzna z ledwo widoczną siwizną przy skroniach. Był ubrany w świeżą koszulę i spodnie, a z niego unosił się zapach drogich perfum.

— Galina Pietrowna! — zawołał, uśmiechając się szeroko. — Miło panią widzieć. Wciąż młodnieje pani z roku na rok!

— Witaj, Sergiej — Galina Pietrowna skromnie skinęła głową. — Gratuluję rocznicy.

— Tak, piętnaście lat — Sergiej objął Ninę za ramiona. — Wszystko w porządku, prawda, kochanie?

Nina uśmiechnęła się, choć nieco wymuszenie. Szybko odsunęła się i zajęła przygotowywaniem stołu.

— Otworzę wino — powiedziała, kierując się do kuchni.

— Pomóc? — podniosła się Galina Pietrowna.

— Usiądź, mamo, odpoczywaj. Sama sobie poradzę.

Kiedy Nina zniknęła w kuchni, Sergiej usiadł na krześle naprzeciwko teściowej.

— Jak zdrowie? — zainteresował się. — Nina mówiła, że byłaś u kardiologa.

— Normalnie jak na mój wiek — wzruszyła ramionami Galina Pietrowna. — Przepisał mnóstwo tabletek, połowy nie biorę. Co ci lekarze rozumieją?

— Nie powinno się tak lekceważyć własnego zdrowia — powiedział Sergiej pouczająco. — W twoim wieku każdy dzień się liczy.

Galina Pietrowna uniosła brwi, ale milczała.

Tymczasem Nina wróciła z butelką wina i zaczęła rozlewać je do kieliszków.

— Wznieśmy toast za nas z Niną — zaproponował Sergiej, podnosząc kieliszek. — Za piętnaście lat, które minęły jak jeden dzień.

— Za was — zgodziła się Galina Pietrowna, upijając łyk wina. — Niech tak będzie dalej.

Nina uśmiechnęła się i napiła ze swojego kieliszka. Na stole leżała sałatka Olivier, wędlina, danie główne w piekarniku dochodziło do gotowości.

— Jak praca, Sergiej? — zapytała Galina Pietrowna. — Nina mówiła, że masz awans w planach.

— Tak, prawie pewne — wyprostował się Sergiej, wyraźnie zadowolony, że rozmowa zeszła na jego sukcesy. — Niedługo będę kierował działem. Pensja wzrośnie o jakieś trzydzieści procent.

— Wspaniale — skinęła głową Galina Pietrowna. — A ty, Nino? Jak tam twoja księgowość?

— Wszystko po staremu — wzruszyła ramionami Nina. — Cyfry, raporty, deklaracje podatkowe. Nic ekscytującego.

— Ale stabilnie — dodał Sergiej. — I praca blisko domu. Nie to co ja — latam przez całe miasto.

— Nina zawsze lubiła stabilizację — Galina Pietrowna spojrzała na córkę z ciepłem. — Już w szkole była taka — staranna, odpowiedzialna.

— Tak, ma solidny charakter — zgodził się Sergiej. — Nie jak niektórzy moi koledzy. Pani sobie wyobraża, Galina Pietrowna, jedna koleżanka w ciągu roku zmieniła trzech mężów! Co za sytuacja!

— Każdy ma swoje życie — odpowiedziała dyplomatycznie Galina Pietrowna.

— Ja przygotowałam faszerowane papryki — Nina wstała od stołu. — Zaraz wyciągnę je z piekarnika.

— Nina jest prawdziwą gospodynią — powiedział Sergiej z dumą, nalewając wino do kieliszków. — Wszystko ogarnia — i pracę, i dom, i dzieci.

— Od dziecka taka była — skinęła głową Galina Pietrowna. — Pamiętam, że w dziesiątej klasie umiała jednocześnie uczyć się na piątkę i opiekować młodszym bratem, podczas gdy ja pracowałam w dwóch miejscach.

— Nie było łatwo po śmierci Nikołaja Iwanowicza — współczująco zauważył Sergiej. — Sama wychowywać dwoje dzieci.

— Poradziłyśmy sobie — Galina Pietrowna zacięła usta. — Nie my pierwsi, nie my ostatni.

Nina wróciła z gorącymi paprykami, rozstawiła talerze. Kolacja toczyła się w luźniejszej atmosferze — rozmawiali o dzieciach, planach na wakacje, ostatnich wiadomościach.

— A propos, Sergiej — Galina Pietrowna odłożyła widelec. — Nina mówiła, że chcecie zmienić mieszkanie?

— Tak, myślimy o trzypokojowym w nowym rejonie — Sergiej odchylił się na krześle. — Ta dwójka jest już dla nas za mała. Poza tym okolica już nie ta. Ceny wzrosły, ale jeśli weźmiemy kredyt hipoteczny, to realne.

— Hipoteka? — zmarszczyła brwi Galina Pietrowna. — W waszym wieku wchodzić w takie długi?

— Mamo, mamy po czterdzieści lat — delikatnie odpowiedziała Nina. — To wcale nie tak dużo.

— A ja uważam, że hipoteka to świetna opcja — Sergiej wyraźnie zirytowany. — Będziemy mieszkać teraz w dobrym mieszkaniu, a nie odkładać do emerytury.

— Każdy decyduje sam — wzruszyła ramionami Galina Pietrowna. — Po prostu zawsze byłam przeciwko długom.

— Bo pani z innego pokolenia — zauważył protekcjonalnie Sergiej. — Teraz wszyscy żyją na kredyt.

— I słusznie? — uniosła brwi Galina Pietrowna.

— Oczywiście! — Sergiej zaczął się rozgrzewać. — Nie można całe życie odkładać na czarną godzinę. Trzeba żyć tu i teraz.

— A co z niestabilnością? — sprzeciwiła się Galina Pietrowna. — Dziś masz pracę, a jutro?

— Zawsze będę miał pracę — stwierdził pewnie Sergiej. — Jestem cennym specjalistą. Poza tym Nina pracuje. Poradzimy sobie.

— Może nie warto teraz o tym? — Nina próbowała zmienić temat. — Lepiej spróbujmy mamy ciasta.

— Nie, poczekaj — Sergiej podniósł rękę. — Zawsze dziwiło mnie to pragnienie twojej matki, by wszystko kontrolować. Szczególnie nasze finanse.

— Sergiej! — Nina spojrzała na męża szeroko otwartymi oczami. — Mama tylko wyraziła swoją opinię.

— Której nikt nie pytał — Sergiej zrobił spory łyk wina. — Przepraszam, Galina Pietrowna, ale to nasze życie. Sami zdecydujemy, co robić z naszymi pieniędzmi.

— Naszymi? — zapytała nagle cicho Galina Pietrowna.

— Tak, naszymi — powtórzył wyzywająco Sergiej. — Moimi i Niny.

— Ciekawe — Galina Pietrowna zamyśliła się, kręcąc kieliszkiem w dłoniach. — A ile, jeśli to nie tajemnica, zarabiasz?

— Mamo! — zawołała Nina. — Co za pytania?

— Nie, niech pyta — Sergiej zadowolony uśmiechnął się. — Nie wstydzę się swoich dochodów. Teraz mam sto dwadzieścia tysięcy, a po awansie będzie sto pięćdziesiąt. Całkiem nieźle, prawda?

— Całkiem nieźle — zgodziła się Galina Pietrowna. — A ile Nina wnosi do rodziny?

— Około sześćdziesięciu — odpowiedziała Nina, rzucając zaniepokojone spojrzenie na męża. — Ale pracuję na pół etatu, żeby mieć czas na dom.

— Czyli główny żywiciel rodziny to ja — z dumą podsumował Sergiej. — Zawsze nim byłem i będę. A Nina… cóż, wnosi swój skromny wkład.

Atmosfera przy stole wyraźnie się zagęściła. Galina Pietrowna wyprostowała się, uważnie patrząc na zięcia.

— Skromny wkład? — powtórzyła. — Czyli uważasz, że utrzymujesz rodzinę?

— A czyż nie? — Sergiej rozłożył ręce. — Mój dochód jest prawie dwukrotnie wyższy. Poza tym opłacam wszystkie większe zakupy. Sam kupiłem samochód, meble, sprzęt AGD.

— A kto kupuje jedzenie? — zapytała Galina Pietrowna. — Kto opłaca rachunki?

Kto płaci za dzieci w kółkach i sekcjach?

— Cóż… to Nina — niechętnie przyznał Sergiej.

— Ale to drobiazgi w porównaniu z moim wkładem.

— Drobiazgi? — Galina Pietrowna spojrzała na córkę.

— Nino, ile wydajesz miesięcznie na te wszystkie „drobiazgi”?

— Mamo, proszę — Nina wyglądała na zmieszaną. — Nie psujmy wieczoru.

— Nie, wyjaśnijmy to — Sergiej odsunął talerz. — Skoro teściowa tak interesuje się naszymi finansami.

— Interesuję się sprawiedliwością — ripostowała Galina Pietrowna.

— A mnie nie podoba się, jak umniejszasz wkład mojej córki w naszą rodzinę.

— Niczego nie umniejszam — Sergiej zaczął się denerwować.

— Po prostu stwierdzam fakt. Zarabiam więcej, więc wnoszę większy wkład. Elementarna matematyka.

— Naprawdę? — uśmiechnęła się złośliwie Galina Pietrowna. — A ty nie uwzględniasz, że Nina oprócz pracy zajmuje się jeszcze domem?

Gotuje, sprząta, pierze, opiekuje się dziećmi. To też praca, i to niemała.

— Ale to obowiązki kobiety! — wyrzucił Sergiej. — Ja pracuję, żeby utrzymać rodzinę, ona pilnuje domu. Wszystko sprawiedliwie.

— Obowiązki kobiety? — uniosła brwi Galina Pietrowna. — W jakim ty wieku żyjesz, Sergiej?

— Mamo, Sergiej, proszę — Nina była bliska łez. — Nie róbmy…

— Nie, zróbmy! — uderzył pięścią w stół. — Mam dość tych sugestii, że niby mało robię dla rodziny.

Bez mnie siedzielibyście wszyscy na garnku! Albo myślisz, Nino, że za swoje marne sześćdziesiąt tysięcy udałoby ci się utrzymać dwoje dzieci i mieszkanie?

— Sergiej! — Nina zbladła.

— Co „Sergiej”? — już się nie powstrzymywał. — Prawda boli?

Całe lata żyłaś na mój koszt! A teraz jeszcze chcesz nowe mieszkanie!

Zapadła dzwoniąca cisza. Galina Pietrowna powoli wstała od stołu, podeszła do torby i wyjęła tę samą tekturową teczkę, z którą przyszła.

— Wiesz, Sergiej — jej głos był spokojny — przypuszczałam, że prędzej czy później ta rozmowa się odbędzie. Dlatego coś ze sobą przyniosłam.

Wróciła do stołu i otworzyła teczkę. W środku leżały starannie poukładane według lat rachunki, paragony i wydruki przelewów bankowych.

— Co to jest? — zmarszczył brwi Sergiej.

— To historia piętnastu lat waszego małżeństwa — zaczęła wyciągać dokumenty Galina Pietrowna.

— Patrz. Pierwszy rok — opłaty za mieszkanie, które wynajmowaliście. Wszystko opłacone z karty Niny. Drugi rok — wkład na samochód. Trzydzieści procent zapłaciła Nina. Trzeci rok — remont w tym mieszkaniu. Materiały całkowicie opłacone przez Ninę.

— Mamo, nie trzeba — cicho poprosiła Nina.

— Trzeba, córko — stanowczo powiedziała Galina Pietrowna. — Twój mąż uważa, że cię utrzymuje. Niech pozna prawdę.

Kontynuowała wyciąganie dokumentów.

— Czwarty rok — narodziny Maszy. Wszystkie rzeczy dla dziecka, wózek, łóżeczko — opłacone przez Ninę.

Piąty rok — niania dla Maszy, kiedy ty, Sergiej, budowałeś karierę, a Nina wróciła do pracy. Opłacone z jej konta.

Sergiej siedział, zbledły z wściekłości, ale milczał.

— Szósty rok — narodziny Dimy. Znowu wszystkie wydatki na Ninie. Siódmy rok — pierwszy kurs dla Maszy, sekcja sportowa. Opłacone przez Ninę. Ósmy rok — leczenie twojej mamy, Sergiej. Trzy czwarte sumy wniosła Nina.

— Skąd masz te dokumenty? — zapytał ochryple Sergiej.

— Nina wszystko przechowuje — spokojnie odpowiedziała Galina Pietrowna.

— To bardzo zorganizowana osoba. A ja tylko poprosiłam ją, żeby pokazała mi wyciągi, kiedy usłyszałam twoje słowa, że jesteś jedynym żywicielem rodziny.

Kontynuowała rok po roku — wakacje opłacane po połowie, edukacja dzieci, na którą szła większość pensji Niny, codzienne wydatki na jedzenie i ubrania, które zawsze spadały na jej barki.

— I wreszcie ostatni rok — Galina Pietrowna wyjęła świeże wydruki.

— Nina opłaciła twoje kursy doszkalające. Dwieście tysięcy rubli. Pieniądze, które odkładała przez trzy lata. Te same kursy, dzięki którym dostaniesz awans i będziesz zarabiać swoje sto pięćdziesiąt tysięcy.

Sergiej siedział z opuszczoną głową. Twarz zaczerwieniła mu się.

— Nie wiedziałem… — w końcu wydusił.

— Oczywiście, że nie wiedziałeś — skinęła głową Galina Pietrowna. — Bo się tym nie interesowałeś.

Wygodnie było ci uważać, że twoja żona wnosi „skromny wkład”, a ty jesteś głównym żywicielem.

— Nino, dlaczego milczałaś? — spojrzał na żonę.

— A co miałam powiedzieć? — cicho odpowiedziała.

— „Spójrz, ile wydaję na naszą rodzinę”? Żebyś mnie przygwoździła.

— Ale prowadziłaś dokumentację — gorzko uśmiechnął się Sergiej.

— Nie — pokręciła głową Nina. — Po prostu przechowywałam dokumenty. Dla porządku. Nigdy nie liczyłam, kto ile włożył.

Galina Pietrowna zaczęła składać papiery z powrotem do teczki.

— Nie chciałam psuć waszego święta — powiedziała. — Ale nie mogłam słuchać, jak poniżasz moją córkę, Sergiej.

Nina nigdy nie żyła na twój koszt. Zawsze byliście partnerami. Po prostu tego nie zauważałeś.

Zamknęła teczkę i położyła ją na stole.

— Możecie zostawić sobie. Na pamiątkę piętnastu lat wspólnego życia.

Sergiej milczał, patrząc na teczkę jak na bombę gotową wybuchnąć.

Nina siedziała z opuszczonymi oczami, nerwowo gniotąc serwetkę.

— Chyba pójdę — wstała Galina Pietrowna. — Musicie porozmawiać sami.

— Odprowadzę — Nina również wstała.

Przy drzwiach Galina Pietrowna objęła córkę.

— Przepraszam, jeśli wszystko zepsułam — szepnęła. — Ale nie mogłam dłużej tego słuchać.

— Wszystko w porządku, mamo — Nina słabo się uśmiechnęła. — Chyba tak musiało się stać.

Gdy Nina wróciła do pokoju, Sergiej wciąż siedział przy stole, przeglądając dokumenty z teczki.

— Dlaczego nigdy nie mówiłaś? — zapytał, nie podnosząc oczu.

— O czym? — usiadła naprzeciw.

— O tym, ile wkładasz w rodzinę. O tym, że faktycznie wydajemy po równo, tylko na różne rzeczy.

— Myślałam, że wiesz — wzruszyła ramionami Nina. — Albo że ci to obojętne. Jesteśmy rodziną. Jaka różnica, kto ile wydał?

— Ale mogłabyś powiedzieć, kiedy zaczynałem się chwalić, że utrzymuję was — Sergiej w końcu spojrzał jej w oczy. — Powstrzymać mnie.

— Po co? — Nina smutno się uśmiechnęła. — To było dla ciebie ważne — czuć się żywicielem, głową rodziny. Nie chciałam odbierać ci tej roli.

Sergiej milczał, przetwarzając to, co usłyszał. Potem powoli zamknął teczkę i odsunął ją na bok.

— Piętnaście lat — powiedział cicho. — A ja byłem przez cały czas ślepy.

— Nie ślepy — pokręciła głową Nina. — Po prostu inaczej patrzyliśmy na rzeczy. Ty liczyłeś pieniądze, ja — szczęście.

— A ty jesteś szczęśliwa? — nagle zapytał Sergiej, patrząc jej prosto w oczy.

Nina zamyśliła się, spoglądając na świąteczny stół, niedokończoną kolację, otwartą butelkę wina. Na teczkę z rachunkami, która mogła zniszczyć ich małżeństwo, ale może je też uratować.

— Jestem szczęśliwa, kiedy jesteśmy razem — w końcu odpowiedziała. — Kiedy naprawdę jesteśmy razem, a nie tylko mieszkamy pod jednym dachem.

Sergiej wyciągnął rękę przez stół i położył swoją na jej dłoni.

— Przepraszam cię — powiedział. — Za wszystkie te lata. Za to, że nie widziałem, nie doceniałem. Za dzisiejszy wieczór.

— I ty mi wybacz — Nina uścisnęła jego dłoń. — Za to, że pozwoliłam mamie zrobić ten spektakl.

— Nie — Sergiej pokręcił głową. — Postąpiła słusznie. Czasem potrzebny jest szok, żeby zobaczyć oczywiste.

Siedzieli w milczeniu, trzymając się za ręce nad niedokończoną kolacją.

Za oknem zaczynał padać deszcz, krople bębniły o szybę, jakby odmierzały sekundy nowego życia — życia, w którym wreszcie zobaczyli się naprawdę, bez masek i ról.

— Co z tym zrobimy? — Sergiej kiwnął w stronę teczki.

— Nie wiem — wzruszyła ramionami Nina. — Może zachowamy? Jako przypomnienie.

— Czego?

— Że prawdziwa rodzina to nie rachunki i paragony. To zaufanie i szacunek.

Sergiej skinął głową i uniósł kieliszek.

— Za kolejne piętnaście lat — powiedział. — Niech będą lepsze od poprzednich.

Nina uśmiechnęła się i stuknęła kieliszkiem o jego.

Teczka z rachunkami została na stole — milczący świadek piętnastu lat życia, w którym było wszystko: miłość i urazy, szczęście i rozczarowania, ślepota i przebudzenie.

Bewerten Sie den Artikel
Mit Freunden teilen