— Nie dostaniesz ani grosza z mojego spadku! — przyłapałam męża z inną i złożyłam pozew o rozwód.
Alena stała przy oknie i kartkowała strony katalogu ze sprzętem AGD.

Jej wzrok zatrzymał się na pralce za trzydzieści dwa tysiące.
Ich stara już trzeci miesiąc tak wyła przy wirowaniu, że sąsiedzi z dołu się skarżyli.
— Ilja, popatrz na ten model — zawołała Alena, podając katalog mężowi.
— Ma nawet tryb cichego prania.
Ilja podniósł się z kanapy i podszedł.
Wziął katalog, szybko go przejrzał i odłożył na bok.
— Po co nam nowa pralka? — zapytał, wyciągając telefon z kieszeni.
— Stara jeszcze działa.
— Za to mój telefon już od pół roku wariuje.
Bateria rozładowuje się w trzy godziny.
Alena zmarszczyła brwi.
W piersi podnosiła się fala irytacji.
Przecież umawiali się, że odkładają właśnie na pralkę.
— Przecież omawialiśmy to w zeszłym tygodniu — przypomniała Alena, starając się mówić spokojnie.
— Ustaliliśmy, że najpierw kupimy sprzęt do domu.
— Zmieniłem zdanie — uciął Ilja.
— Mnie bardziej potrzebny jest telefon.
Przez pracę muszę być cały czas w kontakcie.
Alena odeszła do okna.
Za szybą robiło się ciemno.
W mieszkaniu, które należało do niej jeszcze przed ślubem, robiło się duszno od napięcia.
Dwa lata temu Ilja wprowadził się tutaj i wtedy wszystko wydawało się takie proste.
— Ilja, odkładamy konkretnie na pralkę — Alena odwróciła się do męża.
— Jeśli teraz zabierzesz pieniądze na telefon, będziemy musieli oszczędzać od nowa.
— No i co z tego? — Ilja wzruszył ramionami.
— Poczekamy jeszcze parę miesięcy.
Za to będę miał normalny sprzęt, a nie tę cegłę.
Alena zacisnęła pięści.
W środku aż się gotowało z poczucia niesprawiedliwości.
Ilja zdążył już wyciągnąć laptopa i oglądał modele smartfonów na stronie sklepu.
— Ten jest świetny — pokazał ekran Alenie.
— Tylko czterdzieści pięć tysięcy.
Z oszczędności wezmę trzydzieści, resztę dopłacę z pensji.
— Nie — powiedziała Alena stanowczo.
— Te pieniądze są wspólne i umówiliśmy się, że wydamy je na potrzebne rzeczy do domu.
Ilja zatrzasnął laptopa z taką siłą, że Alena drgnęła.
— Zawsze ty rządzisz! — wybuchł.
— Decydujesz za nas dwoje, co jest potrzebne, a co nie.
Alena usiadła na kanapie.
Ilja został, stojąc.
Cisza się przedłużała, stawała się nie do wytrzymania.
Minął tydzień od tamtej kłótni.
Ilja i tak kupił sobie telefon, zabierając pieniądze z ich wspólnych oszczędności.
Alena starała się o tym nie myśleć, ale żal zżerał ją od środka.
Wieczorem Ilja siedział z laptopem w salonie, a Alena szykowała kolację w kuchni.
Zapach smażonego kurczaka wypełniał mieszkanie.
— Alen, chodź tu — zawołał Ilja.
— Musimy porozmawiać.
Alena wyłączyła kuchenkę, wytarła ręce w ręcznik i przeszła do salonu.
Usiadła w fotelu naprzeciwko męża.
— Pomyślałem sobie — zaczął Ilja, opierając się o oparcie kanapy.
— Może powinniśmy prowadzić osobny budżet?
Alena ze zdziwieniem uniosła brwi.
Na początku wspólnego życia to właśnie Ilja uparł się na wspólny budżet.
Mówił, że tak będzie lepiej dla rodziny.
— Przecież sam zaproponowałeś połączyć finanse — przypomniała Alena.
— Powiedziałeś, że lepiej się znam na planowaniu wydatków.
— No tak, zaproponowałem — Ilja potarł szyję.
— Ale teraz widzę, że to nie działa.
Za bardzo kontrolujesz każdy wydatek.
Alena wstała z fotela i podeszła do okna.
Na zewnątrz zapalały się latarnie.
W odbiciu szyby widziała swoją bladą twarz.
— Czyli kiedy było ci wygodnie, że prowadzę budżet i oszczędzam, wszystko było w porządku — powiedziała Alena, nie odwracając się.
— A teraz, gdy zachciało ci się wydawać pieniądze jak popadnie, nagle osobny budżet?
— Nie przekręcaj — warknął Ilja.
— Po prostu każdy będzie dysponował swoimi pieniędzmi.
Co w tym złego?
Alena gwałtownie się odwróciła.
W oczach zalśniły łzy, które z całych sił starała się powstrzymać.
— Dobrze — wypuściła powietrze.
— Osobny to osobny.
Dzielimy wszystko po połowie: rachunki, jedzenie, chemię domową.
— Rachunki po połowie — przytaknął Ilja.
Alena uśmiechnęła się krzywo.
Oczywiście Ilja nie umiał gotować i liczył na to, że nadal będzie go karmić.
Ale teraz wszystko będzie inaczej.
Trzy miesiące później ich mieszkanie zamieniło się w miejsce, gdzie po prostu mieszkały dwie obce sobie osoby.
Alena kupowała produkty tylko dla siebie, gotowała małe porcje.
Ilja najpierw jadł gotowce, potem zaczął zamawiać jedzenie z dostawą.
Pod koniec miesiąca dramatycznie brakowało mu pieniędzy.
— Alen, będzie kolacja? — zapytał Ilja, zaglądając do kuchni.
Alena mieszała warzywny gulasz na patelni.
Aromat bazylii i pomidorów wypełniał pomieszczenie.
— Dla mnie tak — odpowiedziała spokojnie.
— A dla ciebie nie wiem.
— Jak to „dla ciebie”? — oburzył się Ilja.
— A ja co będę jadł?
Alena wyłączyła kuchenkę, przełożyła gulasz na talerz.
Przeszła obok męża do salonu, usiadła przy stole przy oknie.
— To przecież ty chciałeś osobnego budżetu — przypomniała, nadziewając widelec kawałkiem bakłażana.
— To kupuj sobie jedzenie sam.
— To absurd! — Ilja stanął w drzwiach salonu.
— Przecież jesteśmy rodziną, a nie współlokatorami w komunie!
Alena odłożyła widelec i spojrzała na męża.
Jego twarz poczerwieniała ze złości, ale ona nie zamierzała już ustępować.
— Rodziną? — powtórzyła Alena.
— Sam chciałeś osobnego budżetu.
Co ci się teraz nie podoba?
Ilja odwrócił się i poszedł do sypialni, głośno trzaskając drzwiami.
Alena dalej jadła kolację w samotności.
Poranny telefon od notariusza zaskoczył Alenę.
Daleka krewna, o której prawie nie pamiętała, zostawiła jej spadek.
Kwota sprawiła, że Alena usiadła — ponad dziesięć milionów rubli.
Kilka razy dopytywała notariusza, czy to nie pomyłka.
Wieczorem tego samego dnia Ilja dowiedział się o spadku.
Alena nie zamierzała tego ukrywać, a dokumenty leżały na stole.
Zmiana w mężu nastąpiła natychmiastowo.
— Alenuszka, jaka ty jesteś mądra — Ilja objął żonę od tyłu, gdy siedziała przy laptopie.
— Uczcijmy takie wydarzenie?
Alena zesztywniała od jego dotyku.
Przez ostatnie miesiące Ilja prawie nie okazywał czułości, a tu nagle tyle troski.
— Może pójdziemy do restauracji? — ciągnął Ilja, całując Alenę w czubek głowy.
— Albo wyskoczymy na weekend za miasto?
— Ilja, przestań — Alena wyrwała się z objęć.
— Twoje zachowanie jest zbyt oczywiste.
— O czym ty mówisz? — Ilja zrobił zdziwioną minę.
— Po prostu się cieszę z twojego szczęścia.
Z naszego.
Alena wstała od stołu i podeszła do kanapy.
Usiadła, podciągając nogi pod siebie.
Ilja poszedł za nią, usiadł obok.
— Wiesz, o czym pomyślałem? — Ilja ujął dłoń Aleny w swoje.
— Teraz możemy pozwolić sobie na dziecko.
Są pieniądze, nie musimy się już martwić o przyszłość.
Serce Aleny zadrżało.
Tak bardzo marzyła o dzieciach, ale Ilja zawsze ją odwodził, zasłaniając się brakiem pieniędzy.
A teraz, gdy pojawiły się jej pieniądze, nagle zaczął mówić o dziecku.
— Wyobraź sobie, małe stópki będą tupotać po mieszkaniu — mówił dalej Ilja, gładząc jej dłoń.
— Kupimy duże mieszkanie, a może nawet dom za miastem.
Alena patrzyła na męża.
Ilja uśmiechał się tak szczerze, tak ciepło.
Rozum krzyczał, że to gra, ale serce zdradziecko miękło.
Może pieniądze naprawdę rozwiążą ich problemy?
Z przychodni Alena wyszła z całą teczką wyników badań.
Wszystko w porządku, można planować ciążę.
Na duszy było jednocześnie lekko i niespokojnie.
Postanowiwszy przejść przez park, Alena skręciła w zacienioną alejkę.
Przed nią mignęła znajoma sylwetka.
Ilja szedł ścieżką z rękami w kieszeniach.
Alena przyspieszyła kroku, szykując się, by zawołać męża, ale wtedy do niego podbiegła młoda dziewczyna.
Blondynka w krótkiej spódniczce zawisła Ilji na szyi i pocałowała go w usta.
Chwycili się za ręce i poszli dalej.
Alena stała jak wmurowana.
Wszystko w piersi się załamało, ale nogi same poniosły ją za nimi.
Szła za nimi parkową alejką, kryjąc się za drzewami.
Łzy zamazywały obraz, ale Alena uparcie szła dalej.
— Wszystko idzie zgodnie z planem — usłyszała głos Ilji.
— Alenka już oddała badania.
Wkrótce zajdzie w ciążę.
— I co dalej? — zapytała dziewczyna, tuląc się do Ilji.
— A dalej prosto — uśmiechnął się krzywo Ilja.
— Dziecko ostatecznie przywiąże ją do mnie.
Potem namówię ją, żeby oddała pieniądze na zakup domu dla rodziny.
Przepisze wszystko na mnie, a ja złożę pozew o rozwód.
— Mądry jesteś — zaśmiała się dziewczyna.
— A alimenty?
— Jakie alimenty? — Ilja machnął ręką.
— Oficjalnie mam pensję piętnaście tysięcy.
Dostanie grosze.
— A my będziemy żyć z tych milionów — powiedziała dziewczyna marzycielsko.
— Właśnie tak, maleńka — Ilja pocałował ją.
— Wytrzymaj jeszcze trochę.
Alena wytarła łzy grzbietem dłoni.
Ból ustąpił miejsca lodowatej determinacji.
Szybkim krokiem dogoniła parę i wzięła Ilję pod ramię z drugiej strony.
— Cześć, kochanie — powiedziała lodowatym tonem.
Ilja drgnął, jego twarz pobladła.
Dziewczyna cofnęła się o krok, przestraszona.
— Alena, to nie jest tak, jak myślisz — zaczął się jąkać Ilja.
— Och, to dokładnie tak, jak myślę — Alena odwróciła się do dziewczyny.
— Świetny plan ma twój kawaler.
Ale jest jeden niuans.
Alena spojrzała Ilji prosto w oczy.
— Nie dostaniesz ani grosza z mojego spadku!
Ilja pobladł jeszcze bardziej, potem twarz zaczęła mu czerwienieć.
Cała trójka zastygła pośrodku parkowej alejki.
— Posłuchaj uważnie — Alena skinęła głową na dziewczynę.
— Twój bohater na początku związku obiecywał mi złote góry.
A teraz planuje zabrać mój spadek i zostawić mnie z dzieckiem.
Jesteś pewna, że z tobą nie zrobi tego samego?
Dziewczyna przeniosła wzrok z Aleny na Ilję.
W jej oczach mignęła wątpliwość, potem strach.
— Nie słuchaj jej, wszystko kłamstwo! — Ilja wyciągnął rękę w stronę dziewczyny.
— Nie zbliżaj się do mnie! — blondynka odskoczyła.
— Już do mnie nie dzwoń!
Blondynka odwróciła się i pobiegła alejką.
Ilja został, stojąc z wyciągniętą ręką.
— Widzisz, dla kogo zniszczyłeś nasze małżeństwo — uśmiechnęła się krzywo Alena.
— Alenuszka, wybacz mi — Ilja chwycił żonę za ręce.
— Byłem głupcem.
Daj mi drugą szansę, proszę!
Alena wyswobodziła dłonie i pokręciła głową.
— To koniec, Ilja.
Możesz nocować, gdzie chcesz.
Jutro rano przyjedź po swoje rzeczy, spakuję je.
Alena odwróciła się i poszła w stronę wyjścia z parku.
Ilja coś krzyczał za nią, ale ona tylko machnęła ręką, nie odwracając się.
W domu Alena metodycznie układała rzeczy Ilji w walizki.
Koszule, dżinsy, skarpetki.
Każda rzecz przypominała o przeszłości, której już nie będzie.
Łzy spływały jej po policzkach, ale Alena się nie zatrzymywała.
Jakże była głupia i naiwna!
Przecież widziała, rozumiała, że Ilja zmienił się tylko przez pieniądze.
Ale tak bardzo chciała wierzyć w lepsze, w to, że ich rodzina może jeszcze być szczęśliwa.
Alena zamknęła ostatnią walizkę.
Już nigdy nie popełni takiego błędu.
Stanie się ostrożniejsza, nauczy się rozpoznawać kłamstwo od pierwszego spojrzenia.
Rano Alena już czekała w korytarzu.
Dwie walizki i kilka pudeł stały przy drzwiach.
Dzwonek rozległ się równo o dziewiątej.
Alena otworzyła.
Ilja stał na klatce schodowej, wygnieciony i nieogolony.
— Alena, porozmawiajmy — zaczął.
Alena bez słowa wysunęła za próg pierwszą walizkę.
Ilja próbował wejść do mieszkania, ale Alena zagrodziła mu drogę.
— Proszę, wysłuchaj mnie — błagał Ilja.
Alena wyniosła drugą walizkę i pudełka.
Ilja stał na klatce pośród swoich rzeczy, zagubiony i żałosny.
— Żegnaj, Ilja — powiedziała Alena i zamknęła drzwi.
Przekręciła zamek.
Oparła się plecami o drzwi.
Z drugiej strony Ilja coś mówił, prosił, żeby otworzyła.
Alena zamknęła oczy.
Stanie się silniejsza, nauczy się nie wierzyć pięknym słowom.
A wtedy, być może, znajdzie prawdziwe szczęście.
Bez kłamstw, bez zdrady.
Alena odeszła od drzwi i poszła do kuchni.
Nowe życie zaczyna się właśnie teraz.







