Z mężem prowadziliśmy proste i szczęśliwe życie.
Łączyła nas miłość do gotowania.

Z czasem otworzyliśmy przytulną restaurację, która stała się ulubionym miejscem wielu osób.
Kiedy urodziło się nasze pierwsze dziecko, dołożyliśmy wszelkich starań, aby pogodzić pracę z obowiązkami rodzicielskimi.
Z czasem zrozumieliśmy, że we dwoje nie jesteśmy w stanie jednocześnie wychowywać dziecka i prowadzić biznesu.
Z mężem podjęliśmy logiczną decyzję, aby zaprosić naszą sąsiadkę jako nianię, która zajmie się dzieckiem.
Młoda dziewczyna wydawała się odpowiedzialna i wszystko szło lepiej, niż się spodziewaliśmy.
Ale po kilku dniach zauważyłam, że mój syn płacze.
Na początku pomyślałam, że nie warto się martwić — być może coś go zasmuciło, i nie przywiązałam do tego dużej wagi.
Minęło jeszcze kilka dni, ale nadal płakał tak samo, kiedy wracał z przedszkola do domu.
To już mnie zaniepokoiło i zapytałam syna:
— Synku, dlaczego płaczesz od kilku dni z rzędu? Co się stało?
Odpowiedział:
— Nic, mamusiu, wszystko w porządku, po prostu dziś w przedszkolu, kiedy wychowawcy organizowali gry, przegrałem.
Dlatego jestem smutny.
Uwierzyłam mu i nie drążyłam dalej.
Następnego dnia, kiedy niania poszła po syna do przedszkola, postanowiłam potajemnie ich śledzić.
To, co tam zobaczyłam, po prostu mnie zszokowało.
Kiedy Mia odebrała Leo z przedszkola i wyszła, podszedł do nich jakiś dziwny mężczyzna.
Na początku postanowiłam zachować cierpliwość i nie ingerować — chciałam zrozumieć, co się dzieje.
Ale kiedy zobaczyłam, że mój syn Leo znów zaczął płakać, nie wytrzymałam — podeszłam i zapytałam, co się tu dzieje.
Gdy tylko Mia mnie zobaczyła, jej spojrzenie zastygło.
— Kim pan jest? — zapytałam wysokiego mężczyznę.
Ale on mi nie odpowiedział.
Powiedział tylko do Mii:
— Jeszcze tego pożałujesz, — i odszedł.
— Kim jest ten mężczyzna, Mia? — zapytałam.
A Mia, ze łzami w oczach, odpowiedziała:
— To mój były mąż. Od kilku dni przychodzi i grozi mnie i Leo.
Mówi, że jeśli do niego nie wrócę, będzie mi źle.
Słysząc to, bez wahania zadzwoniłam na policję i zgłosiłam, że ktoś groził mojemu synowi i jego niani — Mii.
Policja aresztowała byłego męża Mii i go osadziła.
Od tego czasu wszystko zaczęło się układać.
Mój syn Leo znów stał się radosny i przestał płakać wieczorami.
A Mia była tak szczęśliwa, że nie wiedziała, jak wyrazić swoją wdzięczność.
— Nie trzeba dziękować, — powiedziałam.
Od tego dnia Mia stała się nieodłączną częścią naszej rodziny i najbliższą przyjaciółką Leo.







