— Gdzie postawić te pudła, Galino Iwanowno?
— No tam, Siergiej, trochę bardziej w lewo.

Sam nie widzisz, że kąt jest wolny?
Galina Iwanowna wskazała pewnie ręką z masywnym
sygnetem na świeżo pomalowaną ścianę.
Anna milczeniem chwyciła ściereczkę kuchenną i zacisnęła ją w dłoniach.
Parapetówkę zamierzali świętować jutro wieczorem — spokojnie, bez zbędnego szumu, wyłącznie w gronie rodziny.
Teściowa stawiła się jednak dobę wcześniej.
I wcale nie przyjechała z drobnym podarunkiem czy ciastem do herbaty, lecz z dwiema ogromnymi torbami, które teraz z ciężkim oddechem wciągał do przedpokoju kierowca zamówionej taksówki.
— Mamo, przecież są ciężkie — powiedział bez tchu Siergiej, stawiając jeden z bagaży tuż na wycieraczce przy drzwiach.
Uporczywie nie patrzył na żonę.
Anna oprzeć się o futrynę i postanowiła na razie milczeć.
Nie miała zamiaru urządzać awantur w obecności obcej osoby.
Kierowca dostał pieniądze, krótko się pożegnał i zszedł po schodach.
— Nic ci się nie stanie, nie przeciążysz się — ucięła Galina Iwanowna i cisnęła płaszcz prosto na półkę na buty. — No, pokazać, co tu sobie urządziliście.
Pewnym krokiem ruszyła korytarzem, zaglądając po kolei do każdego pokoju.
Siergiej szedł za nią, nerwowo poprawiając rękawy domowej bluzy.
Anna została przy wejściu.
Chciała skrzyżować ręce na piersi, ale zamiast tego schowała dłonie w kieszeniach domowych spodni — tak było łatwiej zachować spokój.
— Zatem to jest salon — ogłosiła głośno teściowa, a jej głos odbił się echem po jeszcze prawie pustym mieszkaniu. — Tapety są za jasne.
Będzie na nich widać każdą plamę.
Nawymęczacie się ze sprzątaniem.
No i pałac sobie urządziłeś, Siergiej!
Anna powoli ruszyła za nimi.
— Kolor wybieraliśmy razem — wyjaśniła spokojnie.
— Ta, jasne, oczywiście — machnęła lekceważąco ręką Galina Iwanowna, nawet nie odwracając głowy. — A kuchnia niby nic, duża.
Tylko po co zamówiliście takie ciemne meble?
Codziennie będziecie musieli ścierać kurz.
Siergiej, ciebie zawsze trzeba pilnować.
Kto teraz wybiera takie fronty?
— Obojgu nam się podoba — dodała Anna, wchodząc do kuchni.
Teściowa udawała, że nic nie słyszy.
Przejechała palcem wskazującym po blacie i uważnie obejrzała podkładkę, jakby liczyła na to, że znajdzie tam brud.
Nie znajdując niczego, Galina Iwanowna ruszyła dalej.
— A co tu u was jest?
Bez pozwolenia pchnęła drzwi do pokoju Wiki.
Córki Anny z pierwszego małżeństwa nie było w mieszkaniu.
Na weekend pojechała do swojego biologicznego ojca.
W pokoju leżały nierozpakowane stosy podręczników, na łóżku spoczywał równo złożony pled, a pod oknem stało nowe biurko.
Galina Iwanowna powoli przeszła po pokoju, oceniając przestrzeń.
— Tutaj jest dobrze — podsumowała.
— Pokój jest przestronny, okno wychodzi na słoneczną stronę, prawie nie ma przeciągu.
Pięknie.
Tutaj zamieszkam.
Anna zatrzymała się przy futrynie drzwi.
— To jest pokój Wiki.
Teściowa uniosła ze zdziwieniem brwi i odwróciła się do synowej.
— No i co z tego?
Dziecko nie potrzebuje tyle miejsca.
Lekcje można odrabiać przy stole w kuchni.
Siergiej, nie stój jak słup, przynieś tu moje torby.
Mąż zamarł w progu.
Najpierw spojrzał na matkę, potem na Annę.
Jego ramiona od razu opadły.
— Mamo, przecież nie tak się umówiliśmy — zaczął niepewnie.
— O czym dokładnie się nie umówiliśmy?
— Galina Iwanowna wsparła ręce na biodrach.
— O tym, że matka w końcu przyjedzie do własnego syna do nowego mieszkania?
Pomieszkam tu tylko miesiąc.
Zobaczę, jak się urządziliście i czy prawidłowo prowadzicie gospodarstwo.
Anna zmrużyła oczy.
— W nowym mieszkaniu pani syna?
— zapytała powoli.
Teściowa spojrzała na nią drwiąco.
— A czyjeżby innego, dziecinko?
Mój Siergiej pracował, spłacał kredyt hipoteczny, zarobił na te włości.
Czy nie mam prawa pomieszkać na starość w mieszkaniu, które kupiło moje własne dziecko?
Oczywiście, że mam.
Podeszła do łóżka i ciężkorzuciła torbu podróżną na narzutę.
Metalowy zamek głośno uderzył o drewnianą zagłówkę.
Anna przeniosła wzrok na męża.
Siergiej wpatrywał się w małą plamkę na podłodze tak pilnie, jakby usiłował dostrzec w niej coś niezwykle ważnego.
Przestępował z nogi na nogę, ale nie zamierzał wyjaśniać matce prawdy.
Teraz wszystko stało się ostatecznie jasne.
— Siergiej — odezwała się łagodnie Anna.
— Może jednak opowiesz mamie coś ważnego?
Mąż nerwowo szarpnął ramieniem.
— Aniu, może nie teraz.
Mama jest zmęczona podróżą.
Niech najpierw się rozgości.
Naprawdę będziemy się kłócić o jakiś pokój?
Przecież przyjechała bliska osoba.
— Dokładnie — poparła go od razu Galina Iwanowna.
— Znalazła się pani dziedziczka.
Przyjechałam do syna i będę spać tam, gdzie uznám za stosowne.
A te rzeczy…
Lekceważąco kopnęła czubkiem buta stos książek Wiki leżących obok biurka.
Górny podręcznik ześlizgnął się i upadł na podłogę.
— To wszystko spakujesz i wyniesiesz do schowka.
Anna zrobiła krok do przodu i zasłoniła sobą szafę.
— To są rzeczy mojej córki.
Ona zostanie w swoim pokoju.
Przyjechali państwo w gościnę, więc możecie rozłożyć się na kanapie w salonie.
Właśnie tak planowaliśmy.
Twarz Galina Iwanowny natychmiast się zmieniła.
— Ty mi będziesz dyktować warunki w mieszkaniu mojego syna?
— rzuciła ostro.
— Kim ty w ogóle tu jesteś?
Przyszłaś na gotowe, przyprowadziłaś ze sobą dziecko, a teraz próbujesz ustalać zasady?
— Mamo, ciszej — wciągnął się Siergiej.
— Sąsiedzi usłyszą.
Próbował stanąć między kobietami, ale Galina Iwanowna gwałtownie machnęła ręką.
— Niech słyszą!
Niech cały blok się dowie, żerodzony syn gotów jest wysłać matkę do spania licho wie gdzie dla tej kobiety!
Powiedziałam: będę mieszkać tutaj.
A jej córce wystarczy polowe łóżko w kuchni!
Anna nie podniosła głosu i nie wdawała się w kłótnię na krzyki.
Spokojnie usiadła na brzegu łóżka, obok ciężkiej torby podróżnej teściowej, i złożyła ręce na kolanach.
— Świetnie.
W takim razie moi bracia dzisiaj przeprowadzą się do pani sypialni.
Galina Iwanowna nagle zamilkla.
— Jacy bracia?
Do jakiej sypialni?
— zapytała zdezorientowana, przenosząc wzrok z synowej na Siergieja.
— Mój rodzeni bracia — oświadczyła wyraźnie Anna, nie spuszczając wzroku z teściowej.
— Ci sami, którzy przez cztery miesiące pracowali tu bez ani jednego dnia wolnego.
Za darmo.
Kładli płytki, ciągnęli instalację elektryczną, wyrównywali ściany.
Bo Siergiej nie miał pieniędzy na wynajęcie ekipy remontowej.
Galina Iwanowna zamrugała szybko kilkakrotnie.
— Jaki remont?
Siergiej mówił, że mieszkanie było już gotowe do wprowadzenia się.
— Siergiej, sądząc po wszystkim, opowiedział ci mnóstwo ciekawych rzeczy — uśmiechnęła się Anna.
— A nie wspomniał przypadkiem, skąd wzięły się pieniądze na wkład własny?
Teściowa nie odpowiedziała.
— Sprzedałam działkę, którą dostałam w spadku po dziadku — kontynuowała Anna.
— Wszystkie uzyskane pieniądze do ostatniego grosza włożyłam w to mieszkanie.
Kredyt jest na moje nazwisko.
Siergiej przelewa ze swojej pensji dokładnie połowę miesięcznej raty.
Reszta mieszkania została opłacona przeze mnie i jest przeznaczona w tym również dla mojej córki.
Odwróciła się do męża.
— Dobrze mówię, kochanie?
Siergiej uporczywie wpatrywał się w ścianę.
Świeża tapeta nagle stała się dla niego najbardziej fascynującym obiektem w całym pokoju.
Stał bez ruchu, jakby miał nadzieję, że zniknie albo zapadnie się pod nową podłogę.
— Synu… — Galina Iwanowna ostatecznie utraciła dawną pewność siebie.
— To prawda?
Przecież mówiłeś, że sam za wszystko zapłaciłeś.
Że sam wszystko udźwignąłeś.
— Mamo, po co było ci opowiadać te wszystkie szczegóły?
— wybąkał niewyraźnie Siergiej.
— Jaka różnica, kto ile dołożył?
Przecież jesteśmy małżeństwem.
— Różnica polega na tym — ostro odpowiedziała Anna, wstając z łóżka — że twoja matka w tej właśnie chwili próbuje wyrzucić moją córkę z jej własnego pokoju.
Chwyciła torbę za uszy i jednym ruchem zepchnęła ją z narzuty.
Torba ciężko uderzyła o podłogę.
— Dla gości jest kanapa w salonie.
Jeśli taki wariant pani nie odpowiada, niedaleko jest hotel.
W przedpokoju wszyscy ubierali się w całkowitym milczeniu.
Galina Iwanowna nerwowo zapinała guziki płaszcza.
Siergiej stał obok z jej torbou w ręce i czekał, aż matka skończy się szykować.
Nawet nie spróbował pomóc jej poprawić kołnierza czy narzucić chusty.
Chciał tylko jednego — żeby ta nieprzyjemna scena jak najszybciej się skończyła.
Anna obserwowała ich z progu kuchni.
Nie czuła litości dla teściowej.
Wystarczyło podać prawdziwe cyfry i wyjaśnić, za czyje pieniądze mieszkanie zostało kupione i wyremontowane, aby cała pewność siebie Galina Iwanowny wyparowała.
Teściowa wzięła torbę od syna i już miała wychodzić, ale nagle się zatrzymała.
Powoli odwróciła się do Anny.
W jej oczach nie było już dawnej buty.
Zastąpiło ją chłodne, kłujące spojrzenie kogoś, kto zrozumiał, że stracił wpływy, ale wciąż chce zostawić po sobie bolesny ślad.
— Kwadratowe metry obroniłaś, zuch dziewczyna — powiedziała z drwiną.
— Tylko prawdziwego męża i tak nie masz.
Patrz, stoi w przedpokoju, głowy podnieść się boi.
Po tych słowach Galina Iwanowna obróciła się na pięcie i poszła w stronę wind.
Anna nic nie odpowiedziała.
Wróciła do stołu i spokojnie zgarnęła okruchy w dłoń.







