Skoro tak, to teraz sam idź i zarabiaj
nam na jedzenie!

— Ja co, pracuję codziennie na same puste
makarony?!
Dmitrij z takim wyrazem odsunął talerz, jakby
postawiono przed nim nie kolację, a coś
zupełnie niejadliwe.
Widelczyk wyślizgnął się z palców i z ostrym dźwiękiem uderzył o stół.
— A mięso po francusku gdzie?
— Do mięsa potrzebne są pieniądze.
Oksana zupełnie spokojnie trzymała filiżankę pod strumieniem wody.
Spłukawszy ją, otrząsnęła krople do zlewu i ostrożnie odłożyła łapkę kuchenną na haczyk obok kuchenki.
— A u nas teraz jest surowa oszczędność.
Dmitrij się skrzywił.
Odsunął się na oparcie krzesła kuchennego i demonstracyjnie skrzyżował ręce na piersi.
— No proszę, znowu się zaczęło!
Rozdrażniony rozłożył dłonie.
— Będziesz mi to teraz wypominać do końca życia?
— Co dokładnie?
Oksana nawet nie odwróciła głowy.
— Te pieniądze, które przez dwa i pół roku zbieraliśmy na remont dachu?
Skończyła ze zmywaniem i osuszyła ręce ręcznikiem.
Z sąsiedniego mieszkania przez ścianę dochodziło monotonne mruczenie telewizora.
Wieczór dopiero się zaczynał, jednak w małej kuchni już zawisło ciężkie napięcie.
Oksana pracowała jako księgowa w hurtowni.
Z cyframi przyjaźniła się profesjonalnie i dokładnie wiedziała, ile pieniędzy przychodzi do rodziny i dokąd uchodzą.
Dmitrij pracował w warsztacie samochodowym.
Zarabiał całkiem przyzwoicie, jednak jego zarobki miały dziwną właściwość: długo w portfelu nie zagrzewały miejsca.
— Wszystko ci już tłumaczyłem!
Dmitrij podniósł głos na tyle, że leżący na parapecie kot niezadowolone przymknął oczy i szarpnął uchem.
— Mama miała meble kuchenne dosłownie w rozsypce!
Rozdrażniony uderzył dłonią w blat.
— Drzwiczki ledwo się trzymały!
Zawiasy stare!
Meble całe zniszczone!
Ona jest moją matką, Oksana!
Też chce normalnie żyć.
— Oto teraz będzie żyć normalnie.
Oksana w końcu odwróciła się do męża.
Usiadła naprzeciwko na taborecie i spokojnie położyła ręce na kolanach.
— A nasza rezerwa rodzinna się skończyła.
Mówiła cicho.
Bez krzyku.
Bez oskarżających intonacji.
I właśnie ten zimny spokój wyprowadzał Dmitrija z równowagi znacznie mocniej niż jakakolwiek analityczna histeria.
— Dzisiaj celowo wszystko przeliczyłam, — kontynuowała żona.
— Do następnej wypłaty za mój dochód możemy kupować najtańsze makarony i kaszę.
Wzrokiem wskazała na jego talerz.
— Parówki już się nie mieszczą w obliczeniach.
— Słyszysz w ogóle, co mówisz?
Dmitrij wlepił wzrok w żonę.
— Przecież w zeszłym tygodniu przelali mi przyzwoitą zaliczkę!
— Była zaliczka, — zgodziła się łatwo Oksana.
Lekko pochyliła się do przodu.
— Tylko teraz jej nie ma.
— Gdzie się podziała?
— Tam samo, gdzie i nasze oszczędности.
Oksana lekko mrużyła oczy.
— Galina Stiepanowna nie miała pieniędzy na nową płytę wbudowaną?
Albo właśnie na drogie okucia trzeba było dołożyć?
Dmitrij zmarszczył brwi.
Właśnie za to szczególnie nie lubił zawodu księgowej u swojej żony.
Oksana zbyt dobrze potrafiła rozkładać wszystko na cyfry i zadawać pytania, na które niewygodnie odpowiadać.
Pięć dni temu faktycznie wysłał matce ogromną dla ich rodziny sumę.
Prawie wszystko, co uzbierali.
Galina Stiepanowna zadzwoniła wieczorem.
Długo opowiadała o zniżkach w salonie meblowym, żaliła się, że całe życie marzyła o pięknej kuchni, a teraz ceny rosną niemal z każdym tygodniem.
Potem nawet pociągnęła nosem.
Dmitrij nie wytrzymał i przelał pieniądze.
A Oksanie oznajmił o tym już późnym wieczorem, kiedy decyzja zapadła i nie zamierzał niczego odwoływać.
Co w tym takiego?
Dach nigdzie nie ucieknie.
Dach przecież na razie się nie zawalił.
— Jestem mężczyzną i sam podjąłem decyzję!
Wypalił w końcu Dmitrij.
Fraza nie była nowa.
Galina Stiepanowna często wpajała to synowi dokładnie wtedy, kiedy chciała, żeby postąpił po swojemu i nie radził się żony.
— Wspaniale.
Oksana aprobatywnie kiwnęła głową.
— Prawdziwy gospodarz rodziny.
Nawet się uśmiechnęła.
— Jest tylko jeden mały skutek uboczny.
— Jaki znowu?
— Jedzenie teraz też zdobywasz sobie sam.
Oksana wstała i ruszyła w stronę lodówki.
Otworzyła drzwiczki i wyciągnęła butelkę kefiru.
Dmitrij natychmiast zauważył na środkowej półce przezroczysty plastikowy pojemnik.
Pochylił się do przodu.
— Co tam jest?
— Gdzie?
— W pojemniku.
Mąż się podniósł.
— Kotlety?
— Tak.
— To o jakich mowa o braku pieniędzy?!
Dmitrij od razu ożywił się i zrobił krok w stronę lodówki.
Jednak Oksana zatrzasnęła drzwi szybciej, niż zdążył wyciągnąć rękę.
— To nie twoje jedzenie.
Stanęła przed lodówką.
— W sensie?
— W tym najdosłowniejszym.
Kotlety są moje.
Dmitrij aż mrugnął.
— Mówisz poważnie?
— Absolutnie.
Oksana postawiła kefir na stole.
— Produkty na nie kupiłam za swoje pieniądze urlopowe.
Jutro zabiorę pojemnik do pracy.
Mam długą zmianę i chcę normalnie zjeść obiad.
Mąż milczał przez kilka sekund.
Tego zdecydowanie się nie spodziewał.
Dziewiętnaście lat małżeństwa.
Prawie dwie dekady pod jednym dachem.
I teraz żona oświadcza mu, że kotlety należą wyłącznie do niej.
— Zupełnie ci odbiło?
Spojrzał na Oksanę spod byka.
— Teraz będziesz liczyć każdy kęs?
— Tak.
Odpowiedź padła natychmiast.
Oksana przeszła obok niego w stronę pokoju.
— Smacznego, Dima.
Makaronu, a tak przy okazji, nie rozgotowałam.
Tamtego wieczoru mieszkanie wręcz dzwoniło od napięcia.
Dmitrij kilkakrotnie z siłą otwierał i zamykał szafki.
Hałasował talerzami.
Sprawdził górne półki w poszukiwaniu ciastek.
Potem jeszcze raz zajrzał do lodówki, jakby miał nadzieję, że nagle pojawi się tam kiełbasa.
Nic się nie pojawiło.
Oksana tymczasem siedziała w salonie na kanapie i spokojnie czytała wiadomości w telefonie.
W nocy położyli się w jednym łóżku, ale odwróceni od siebie i prawie do rana przeciągali kołdrę na swoją stronę.
Następnego wieczoru wszystko stało się jeszcze ciekawsze.
Oksana zdążyła dopiero wrócić z pracy, przebragi się w domowe spodnie i narzucić wygodną bluzę, gdy rozległ się dzwonek.
Otworzyła drzwi.
Na podeście stała Galina Stiepanowna.
Teściowa wyglądała na niezwykle zadowoloną.
W rękach trzymała małą papierową torebkę z tanimi cukierkami karmelkami.
Włosy miała świeżo zfarbowane na nasycony odcień kasztanowy, usta mocno pociągnięte szminką.
— Oksaneczko, cześć!
Galina Stiepanowna wręcz zaśpiewała powitanie i natychmiast wkroczyła do przedpokoju.
— A Dimočka już w domu?
— Jeszcze nie.
Oksana została stać przy framudze drzwi.
Kapci teściowej nie zaproponowała.
— Nic nie szkodzi, poczekam.
Galina Stiepanowna pewnie przeszła prosto do kuchni, nie zdejmując ulicznych czółenek.
Usiadła na taborecie i postawiła torebkę na stole.
— Przyniosłam wam mały podarunek.
Czułe poklepała dłońmi papier.
— Do herbaty.
I chciałam osobiście podziękować Dimoczce.
Taką radość sprawił matce!
Oksana została przy wejściu.
— Zestaw mebli już dowieźli?
— Oczywiście!
Teściowa klasnęła w dłonie.
Na palcu jaskrawo błyszczał duży kamień w sygnecie.
— Dzisiaj od samego rana monterzy składają.
Fasady gładkie, jasne, kolor prawie kość słoniowa.
Piekarnik postawią wysoko, dokładnie na wygodnym poziomie.
Nie będę musiała teraz z moim kręgosłupem ciągle się schylać.
Marzycielsko przewróciła oczami.
— Piękno niesamowite.
Potem westchnęła:
— Drogo, oczywiście.
Ale Dimočka powiedział, że dla matki nie wolno żałować pieniędzy.
W końcu to najbliższa osoba.
— Dokładnie tak.
Oksana przeciągnęła słowa.
— Dmitrij u nas jest człowiekiem niesamowitej szczodrości.
Spojrzała prosto w oczy teściowej.
— Zwłaszcza kiedy oddaje nie tylko własne pieniądze.
Galina Stiepanowna natychmiast wyłapała podtekst.
Jej usta niezadowolone się zacisnęły.
— No po co znowu zaczynać?
Wzgardliwie westchnęła.
— Wy jesteście młodzi.
Jeszcze zarobicie.
Zdrowi, ręce macie, praca jest.
Teściowa przyłożyła dłoń do piersi.
— A ja ile jeszcze przeżyję?
Chce się chociaż teraz mieć normalną kuchnię, gotować w wygodzie, żyć po ludzku.
— Szczególnie miło żyje się po ludzku za pieniądze innych ludzi, — spokojnie zauważyła Oksana.
Twarz Galiny Stiepanownej zaczęła nabierać czerwonego odcienia.
Ale nie zdążyła odpowiedzieć.
W przedpokoju zaszurał klucz.
Kilka sekund później wszedł Dmitrij.
Szybko ściągnął buty, rzucił je pod komodę i poszedł do kuchni.
Widząc matkę, od razu się uśmiechnął.
— Mamo, cześć!
Dmitrij podszedł i pocałował Galinę Stiepanówną w policzek.
— No i jak?
Monterzy w porządku?
Wszystko równo stawiają?
— Ojej, Dimočka!
Matka zerwała się z krzesła i objęła syna.
— Wszystko wspaniale!
Chłopaki trafili się tacy porządni.
Pracują ostrożnie.
Przyniosłam ci jeszcze cukierki, twoje ulubione.
Dmitrij zerknął przelotnie na papierową torebkę.
A potem przeniósł wzrok na kuchenkę.
Kuchenka lśniła czystością.
Nie stało na niej nic.
Ani zupy.
Ani patelni.
Ani garnka.
Nawet czajnik pozostawał zimny.
Uśmiech Dmitrija zniknął.
— Oksana, a gdzie kolacja?
— Kolacja jest.
— Gdzie?
Wskazała w stronę lodówki.
— Zostały wczorajsze makarony.
Podgrzej sobie.
Galina Stiepanowna aż krzyknęła.
— Wczorajsze makarony?
Oburzona spojrzała na synową.
— I to wszystko?
— Wszystko.
— Bez mięsa?
— Bez.
Teściowa przycisnęła dłonie do klatki piersiowej.
— Oksaneczko, przecież Dima przyszedł po pracy!
Pracuje cały dzień w warsztacie!
Mężczyzna potrzebuje siły.
Jak można karmić męża samymi pustymi makaronami?
Uкоrizująco pokręciła głową.
— Tak to niedaleko do katastrofy.
Mężczyzna pewnego dnia weźmie i odejdzie tam, gdzie go doceniają.
Oksana powoli odsunęła się od ościeżnicy drzwi.
Podszła do stołu.
Oparła dłonie o blat i spojrzała na Galinę Stiepanównę.
— Pozwólcie, że wam wyjaśnię.
Jej głos pozostał spokojny.
Nawet zbyt spokojny.
— Wasz syn bez mojej zgody oddał wam pieniądze, które zbieraliśmy ponad dwa lata na remont dachu.
Specjalnie wymawiała słowa wolno.
— Te pieniądze były wspólne.
Oksana wskazała na siebie.
— W tym była też moja część.
Galina Stiepanowna chciała wtrącić uwagę, ale synowa kontynuowała:
— Przez dwa lata wstrzymywałam się z zakupami.
Nie zmieniałam zimowych butów.
Nie kupowałam nowej odzieży wierzchniej.
Oszczędzałam praktycznie na wszystkim, bo umówiliśmy się, że odkładać będziemy na remont.
— Ale przecież jesteście mężem i żoną!
— przerwała teściowa.
— Jaka znowu twoja część?
Zaczęła machać rękami.
— W normalnej rodzinie nie ma żadnych twoich i moich pieniędzy.
Wszystko jest wspólne!
— Było.
Oksana odwróciła się do Dmitrija.
Stał niedaleko, czerwony ze złości i zakłopotania.
Wyraźnie chciał natychmiast przerwać tę rozmowę, zwłaszcza w obecności matki.
— Od dzisiaj zasady się zmieniają, Dima.
Spojrzała mężowi prosto w oczy.
— Skoro poważne decyzje finansowe podejmujesz sam, to wydatki domowe też będziemy mieli osobne.
Oksana podeszła do lodówki i szeroko otworzyła drzwiczki.
— Patrz uważnie.
Wskazała w górę.
Na górnej półce znajdowały się ser, warzywa, kilka jogurtów, mleko oraz pojemniki z przygotowanym jedzeniem.
— Górna półka jest moja.
Potem pokazała na dół.
Na dolnej półce samotnie stała słoik z ikrą z cukinii, obok leżała połówka cytryny.
— A dolna jest twoja.
Dmitrij pizzerstwie pofolgował twarzą.
— Ty sobie żartujesz?
— Wcale nie.
Oksana zamknęła lodówkę.
— Proszek do prania też podzieliłam.
Ręczniki osobno.
Zakupy też każdy opłaca sam.
— Czy ty w ogóle rozumiesz, co robisz?
Dmitrij zrobił krok do przodu.
Głos stał się cichy i zły.
— Stawiasz mi ultimatum przy mojej matce?
— Żadnych ultimatum.
Oksana nawet się nie cofnęła.
— Postąpiłam dokładnie tak samo jak ty.
— Według jakiego znowu przykładu?
— Powiedziałeś: „Jestem mężczyzną i sam zdecydowałem”.
Lekko się uśmiechnęła.
— Super.
Prawdziwy gospodarz.
Oksana powoli zaklaskała w dłonie kilka razy.
— Pięknie.
Po męsku.
Dmitrij zacisnął zęby.
— A ja samodzielnie postanowiłam, że nie mam już obowiązku po własnej pracy darmowo obsługiwać dorosłego człowieka, który nawet nie uważa za stosowne skonsultować ze mną większych wydatków.
Skinęła głową w stronę kuchenki.
— Chcesz mięsa po francusku — nie ma żadnego problemu.
Dmitrij zmarszczył brwi.
— I gdzie ono jest?
— W sklepie.
Oksana wzruszyła ramionami.
— Kupujesz mięso, ser, resztę produktów.
Wracasz do domu.
Gotujesz.
Zrobila przerwę.
— Albo poproś Galinę Stiepanównę.
Ma teraz nowy piekarnik, i to zainstalowany tak wygodnie, że nie trzeba się schylać.
Galina Stiepanowna natychmiast zerwała się z miejsca.
Twarz zrobiła jej się niemal w takim samym odcieniu, co jaskrawa szminka.
Chwyciła ze stołu torebkę z cukierkami.
— Dość tego!
Teściowa pospiesznym krokiem ruszyła do wyjścia.
— Nigdy więcej moja noga tutaj nie postanie!
Już z przedpokoju dobiegł jej głos:
— Dimočka, zbieraj się!
Idziemy do mnie!
Zrobię ci normalną jajecznicę!
Z mięsem!
Nie siedź tu głodny obok tej niewdzięcznej kobiety!
Dmitrij z inercji ruszył za matką.
Ale nie zdążył.
Drzwi wejściowe głośno się zatrzasnęły.
Zatrzymał się w korytarzu.
Przez kilka sekund ciężko dyszał, po czym wrócił do kuchni.
Oksana w tym czasie nalała wody do czajnika i go włączyła.
Ani ręce, ani głos jej nie drżały.
Nie płakała.
Nie prosiła męża o zrozumienie.
Po prostu zamierzała wypić herbatę.
— Ty w ogóle zdajesz sobie sprawę, co się właśnie stało?
Dmitrij mówił głucho.
— Ounizowałeś moją matkę.
Oksana wyciągnęła z szafki ulubioną filiżankę.
— Nie.
— Rozwalasz rodzinę przez jakiś głupi dach!
Odwróciła się do niego.
— Próbuję po prostu uratować chociaż jakieś granice, Dima.
Czajnik zaczął szumieć.
— Po prostu teraz nasz model rodziny będzie inny.
— Jaki znowu model?
— Każdy ponosi odpowiedzialność za własne decyzje.
Dmitrij z irytacją zaklął, gwałtownie się odwrócił i wyszedł do przedpokoju.
Wciągnął buty i wybiegł za drzwi.
Na klatce schodowej celowo się nie spieszył.
W głębi duszy był pewien, że drzwi zaraz się otworzą.
Oksana wybiegnie za nim.
Zacznie prosić, żeby wrócił.
Przeprosi.
Ale minęło kilka minut.
Za drzwiami było cicho.
Trzy tygodnie później nowy system funkcjonował już bez zakłóceń.
W lodówce istniała wyraźna granica.
Na półce Oksany leżały ser, jogurty, świeże warzywa, pojemniki z sałatkami i pieczona w folii ryba.
Terytorium Dmitrija wyglądało znacznie skromniej.
Puszka szprotek.
Tania kiełbasa.
Dwie paczki pierogów kupionych na promocji.
Kilka jajek.
Dachu na dachu w tym sezonie faktycznie postanowili nie remontować.
Ściśle mówiąc, Oksana w ogóle nie zamierzała już w niego inwestować sama.
Za to po raz pierwszy od wielu lat wykupiła roczny karnet na basen, o którym dawno marzyła.
A Dmitrij musiał niespodziewanie zapoznać się z konstrukcją własnego domu.
Dowiedział się, gdzie znajduje się przegródka w pralce na proszek.
Przekonał się, że białe koszule nie powinny być prane razem z brudnymi ciemnymi skarpetkami.
Jedna z ulubionych koszul po takim eksperymentu nabrała nieprzyjemnego szarawego odcienia.
Dmitrij dowiedział się również, że pierogów nie wolno zostawiać gotujących się zbyt długo.
W przeciwnym razie zamiast normalnej kolacji w garnku powstaje nieapetyczna mieszanina ciasta i mięsa mielonego.
Pewnego wieczoru Oksana wróciła do domu.
Ledwo otwierając drzwi, poczuła zapach spalonego oleju.
Zdjęła buty i przeszła do kuchni.
Dmitrij stał przy kuchence.
Na patelni leżała przypalona jajecznica z czarnymi brzegami.
Mąż ponuro dłubał w niej widelcem.
Widząc żonę, milczał przez chwilę.
Potem, jakby mimochodem, zapytał:
— Masz jeszcze jakąś zupę?
Oksana zdjąła lekką kurtkę.
— Jest.
Dmitrij patrzył gdzieś w bok.
— Mogę prosić trochę.
Potarł brzuch.
— Żołądek już mnie zaczął boleć od tego jedzenia.
Oksana powiesiła klucze na haczyk.
— Dobrze.
Mąż ze zdumieniem spojrzał na nią.
— Naprawdę?
— Oczywiście.
Przeszła w stronę lodówki.
— Dwieście za porcję.
Otworzyła drzwiczki.
— I naczynia po sobie zmywasz sam.
Dmitrij głośno wciągnął powietrze.
Twarz mu się wyciągnęła.
Jednak nie sprzeciwiał się.
Milcząco wsunął rękę do kieszeni domowych spodni i wyciągnął portfel.
Oksana spojrzała na to i po raz pierwszy od ostatnich tygodni poczuła, że w środku zrobiło się spokojnie.
Przynajmniej teraz zasady były jasne dla obu stron.







