— A dlaczego ten żyrandol wygląda na taki tani?
Czy mój syn nie znalazł pieniędzy na coś

porządniejszego?
Nikołaj Pietrowicz przekroczył próg nowego
mieszkania i nawet nie uznał za stosowne najpierw się przywitać.
Ciężko opierając się o ościeżnicę drzwi, z wybrednym wzrokiem obejrzał przestronny przedpokój, jakby przyszedł nie na parapetówkę, a żeby odebrać obiekt po remoncie.
Elena tylko zmęczona wypuściła powietrze.
Święto zaczynało się dokładnie tak, jak się spodziewała.
Od samego rana wszystko szło krzywo i pod górę.
Wstała jeszcze o szóstej rano, żeby spokojnie przygotować sałatki, wstawić mięso do piekarnika, doprowadzić kuchnię do porządku, a nawet wytrzeć kurz na najwyższych szafkach zestawu meblowego.
Dmitrij w tym czasie beztrosko spał.
A kiedy w końcu się obudził, od razu usiadł przy komputerze — pilnie musiał sprawdzić jakieś aktualizacje.
Na prośbę Eleny, aby wyniósł śmieci i przeszedł się z odkurzaczem po korytarzu, zwyczajowo odpowiedział:
— Zaraz, skarbie, pięć sekund.
Te jego „pięcio sekundowe” po raz kolejny rozciągnęły się na prawie dwie godziny.
— Dzień dobry, Nikołaju Pietrowiczu — powiedziała spokojnie Elena i zabrała od teścia ciężką torbę.
— Proszę wejść.
Żyrandol powusiliśmy na razie tymczasowy.
Później wybierzemy taki, który naprawdę się spodoba.
— Kiedy nadejdzie to „później”? — zapytał niezadowolony Nikołaj Pietrowicz.
Zdjął buty i starannie odsunął stojące obok tenisówki.
— W domu wszystko powinno być robione solidnie.
Skoro już się wprowadziliście, oznacza to, że od razu trzeba wszystko doprowadzić do porządku.
A u was pudła do tej pory walają się pod nogami.
Teść z wyraźną aprobatą trącił czubkiem buta kartonowe pudło stojące przy ścianie.
— To rzeczy Dimy — wyjaśniła Elena, starając się ze wszystkich sił zachować życzliwy ton.
— On nijak nie rozpakuje swoich narzędzi.
W tym tygodniu było dużo pracy.
— Tato, cześć! — Dmitrij w końcu pojawił się z łazienki, wycierając w locie mokre ręce ręcznikiem.
— Dobrze dotarłeś?
Nie było korków?
A dlaczego mama nie przyjechała?
Od razu zaczął krzątać się wokół ojca, zdjął z niego kurtkę, zapytał o samopoczucie, ciśnienie, drogę.
Elena tymczasem wróciła do kuchni.
Od nagromadzonego zmęczenia nieprzyjemnie ciągnęło w piersi.
Nowe mieszkanie kupili zaledwie dwa tygodnie temu.
Formalnie hipotekę urządzono na obojga małżonków.
Tylko wkład własny — około osiemdziesiąt procent potrzebnej kwoty — Elena uzbierała prawie samodzielnie.
Przez trzy lata odkładała premię kwartalne, zgadzała się na dodatkowe projekty w weekendy, rezygnowała z wyjazdów nad morze i wielu zwykłych zakupów.
Dmitrij tymczasem nadal „szukał siebie”.
Zmieniał pracę mniej więcej raz na pół roku, za to regularnie kupował nietanie podzespoły do komputera, tłumacząc to potrzebą „relaksu po ciężkich dniach”.
Nikołaj Pietrowicz wolał tej strony życia syna nie zauważać.
Na parapetówkę teść uroczystie podarował małżonkom nową kuchenkę mikrofalową.
Po tym najwyraźniej ostatecznie uwierzył, że jest głównym dobroczyńcą młodej rodziny, i zachowywał się odpowiednio.
— No to co, pokażcie swoje włości — rozległ się jego niski głos z przedpokoju.
Nikołaj Pietrowicz ciężko wszedł do kuchni, uważnie zaglądając dosłownie w każdy kąt.
— Kuchnia jest oczywiście ciasna.
Przecież mówiłem Dimie od razu: trzeba było oglądać mieszkanie w innej dzielnicy.
Tam i podwórka są przestronniejsze, i powierzchnie większe.
A tutaj otworzysz okno — i oddychaj potem spalinami.
Elena w tym czasie rozkładała talerze.
Pozostali goście mieli pojawić się już za chwilę.
— Za to stąd obojgu nam wygodnie dojeżdżać do pracy — odpowiedziała, stawiając na stole dużą salaterkę.
— I wszystko, co niezbędne, jest blisko.
Przedszkole prosto na podwórku, przychodnia — zaledwie kilka przystanków.
— Wszystko, co niezbędne, jest blisko — powtórzył z drwiną Nikołaj Pietrowicz i po coś zajrzał do piekarnika.
— Ty byś, gospodyni, lepiej spojrzała na listwy przypodłogowe.
Oto tam jaka szpara.
Dima, gdzie ty w ogóle patrzyłeś, kiedy odbierałeś pracę od budowlańców?
Okręcili cię wokół palca jak gówniarza.
— Tato, daj już spokój — rzekł pojednawczo Dmitrij.
— Wszystko w porządku.
Resztę stopniowo doślemy.
Najważniejsze, że teraz mamy własne mieszkanie.
Nie trzeba już nikomu płacić za wynajem.
— Własne mieszkanie, synu, to przede wszystkim odpowiedzialność — pouczająco zauważył ojciec.
— Tutaj trzeba stale o wszystko dbać.
A co to w ogóle wisi wam na suficie?
— A, czujnik dymu — machnął ręką Dmitrij, krojąc dalej chleb.
— Deweloper zainstalował.
Bardzo czuły.
Wczoraj Lena tostów przyrumieniła nieco mocniej, to wrzeszczał na całą klatkę schodową.
Należałoby go w ogóle wyłączyć, żeby nie przeszkadzał.
— Nie należy naruszać porządku — oświadczył ważnie Nikołaj Pietrowicz i usiadł na czele stołu.
— No dobra, siadamy.
A reszta gdzie?
Naprawdę zjemy to wszystko we trójkę?
Nic dzisiaj od rana nie jadłem.
Po pół wieku mieszkanie napełniło się gośćmi.
Przyjaciółka Eleny, Tatiana, przyniosła duży zestaw pięknych kieliszków.
Przyszli dwaj koledzy Dmitrija — Aleksiej i Jewgienij, obaj z żonami.
W salonie od razu zrobiło się głośno i żwawo.
W powietrzu zmieszał się zapach pieczonego mięsa, świeżych warzyw i słodkawych perfum jednej z zaproszonych kobiet.
Elena w końcu trochę odetchnęła.
Tatiana mówiła prawie bez przerwy, zachwycała się remontem, goście wznosili kieliszki i gratulowali małżonkom zakupu własnego mieszkania.
Dmitrij siedział obok ojca i stale to dolewał mu soku, to zerkał na niego, jakby czekał na pochlebną ocenę.
— Len, mieszkanie jest naprawdę wspaniałe — powiedziała Tatiana, odchylając się na oparcie krzesła.
— Przecież pracowałaś niemal bez dni wolnych przez trzy lata dla tej wpłaty.
Doskonale pamiętam, jak gdzieś wychodziliśmy posiedzieć, a ty nawet tam otwierałaś laptopa i coś doprowadzałaś do końca.
Za to teraz spójrz — co za piękność.
Własne ściany!
Przez kilka sekund przy stole zrobiło się cicho.
Dmitrij niezręcznie poruszył ramieniem i wbił wzrok w talerz, intensywnie dlubiąc widelcem w sałatce.
— Mieszkanie to osiągnięcie całej rodziny — oświadczył z naciskiem Nikołaj Pietrowicz, wycierając usta serwetką.
Powoli omiotł wzrokiem wszystkich obecnych.
— Mój syn też po nocach nie spał, pracował, starał się, żeby rodzina miała taki fundament.
Mężczyzna ma obowiązek utrzymywać dom — u nas zawsze tak było.
No i my z matką też nie zostaliśmy z boku, pomogliśmy czym mogliśmy.
Mikrofalówkę jaką darowali — najnowocześniejszy model.
Tatiana zdziwiona uniosła brwi i spojrła na Elenę.
Ta tylko ledwo zauważalnie pokręciła głową.
Teraz wcale nie chciało jej się urządzać wyjaśniania relacji przy gościach.
Koledzy Dmitrija zgodnie pokiwali głowami, jakby potwierdzając: zuch, prawdziwy żywiciel.
— Lepiej odpocznijmy — Elena zusiła się do uśmiechu.
— Podajcie mięso, póki nie ostygło.
Aleksieju, nałożyć panu ziemniaków?
Uczta trwała dalej.
Nikołaj Pietrowicz prawie nie milkł.
Szczegółowo wspominał, jak kiedyś samodzielnie budował daczę, z jakim trudem zdobywał dobrą glazurę, a potem przeszedł do rozważań o tym, jak prawidłowo wpajać szacunek starszym krewnym.
Goście słuchali raczej z grzeczności.
Dmitrij obok ojca widocznie wyprostował ramiona i wyglądał na zadowolonego.
Minęła około godzina i pół.
Talerze znacznie opustoszały, rozmowy stały się spokojniejsze, muzyka z głośników grała cicho.
W pewnym momencie Nikołaj Pietrowicz wstał.
— Proszę o minutę uwagi — powiedział donośnie.
Jego bas od razu zagłuszył zarówno muzykę, jak i ciche rozmowy.
— Parapetówka to nie tylko uczta.
To nowy etap życia.
Mój syn jest teraz prawdziwym gospodarzem własnego domu.
A skoro tak, to i porządki tutaj muszą być odpowiednie.
Prawidłowe.
Żeby rodzina nie rozpadła się za parę lat, jak to teraz u wielu bywa.
Rozpiął marynarkę i wyciągnął z wewnętrznej kieszeni złożony na pół gruby arkusz.
— Tato, co tyś przygotował? — nerwowo zaśmiał się Dmitrij.
— Toast napisałeś wcześniej?
Dajże spokój z urzędowością.
— Nie, synu.
Tu sprawa jest poważna — uciął Nikołaj Pietrowicz i rozłożył papier.
Kartka była zapisana dużym, zamaszystym charakterem pisma.
— Ułożyłem kilka zasad.
Specjalnie dla naszej pani domu.
Bo coś zbytnio się rozluźniła, dopóki tułaliście się po wynajętych kątach.
Żona Jewgienija zaniepokojona spojrzała na męża.
Tatiana powoli odłożyła kieliszek na stół.
Elena zamarła, nie zdążając nawet przyłożyć serwetki do ust.
— Nikołaju Pietrowiczu, jakie znowu zasady? — zapytała chłodno.
— Z Dmitrijem mamy już swoje porządki.
Jesteśmy dorosłymi ludźmi i sami potrafimy zdecydować, jak mamy żyć.
— Nie przerywaj starszym! — nagle ryknął teść tak głośno, że Aleksiej mimowolnie drgnął.
— Siedź i słuchaj uważnie.
Zapamiętaj.
Punkt pierwszy.
Szacunek dla rodziny i starszych.
Jeśli mnie albo matce zachce się przyjechać do was, masz obowiązek przyjąć nas wtedy, kiedy zadecydujemy.
Bez żadnego „mamy sprawy”, „jesteśmy zajęci” albo „zmęczona jestem po pracy”.
W końcu jesteśmy starszym pokoleniem rodziny.
Elena powoli spojrzała na Dmitrija.
Mąż siedział, wyraźnie wciągając szyję w ramiona, i z takim zapałem wpatrywał się we wzór na obrusie, jakby widział go po raz pierwszy.
— Dima? — zawołała.
— Twój ojciec rzeczywiście teraz czyta to wszystko przed naszymi gośćmi?
— Skarbie, no tata to człowiek starych poglądów — szepnął szybko Dmitrij, pochylając się do żony.
— Niech dokończy.
Trudno ci?
Zrób człowiekowi przyjemność, w końcu święto.
Nie zaczynaj kłótnii z drobiazgów.
Nikołaj Pietrowicz przyjął milczenie syna jako bezapelacyjną aprobatę.
Jeszcze mocniej wypiął pierś, ważnie odchrząknął i kontynuował:
— Punkt drugi.
Pełna jasność w sprawach finansowych.
Wypowiadał słowa głośno i wyraźnie, jakby przemawiał przed całym zgromadzeniem.
— Pieniądze zarabia mój syn.
Dlatego z każdego poważnego zakupu musisz się przed nim rozliczać.
A ja niedawno zajrzałem do łazienki — masz tam całą baterię kremów!
Pieniądze idą na lewo i prawo, a Dima do tej pory chodzi w starej kurtce!
— Dima chodzi w starej kurtce dlatego, że wydał trzydzieści tysięcy na nową kartę graficzną do gier komputerowych — zauważyła spokojnie Elena.
Było jej już nieprzyjemnie siedzieć i słuchać tego wszystkiego, ale udawać, że nic się nie dzieje, dłużej nie zamierzała.
— I ma do tego prawo! — ostro oświadczył Nikołaj Pietrowicz.
— On jest mężczyzną, żywicielem.
Potrzebuje odpoczynku po pracy.
A twoim zadaniem jest zajmowanie się domem.
I to jest właśnie punkt trzeci.
Życie codzienne.
Teść uniósł kartkę wyżej.
— Kiedy przychodzę do syna, nie powinienem widzieć pudeł na środku korytarza.
U dobrej gospodyni wszystko jest poukładane na swoich miejscach, naczynia lśnią, a na piecu zawsze jest i pierwsze, i drugie!
— To pudło należy do Dmitrija — Elena oparła dłoń o krawędź stołu.
— Tam są jego narzędzia.
Stoi w przedpokoju dlatego, że wasz syn od kilku tygodni nie potrafi zamontować dwóch półek w spiżarni.
— Oznacza to, że nie kierujesz męża właściwie! — natychmiast znalazł odpowiedź Nikołaj Pietrowicz.
— Nie potrafisz inspirować!
Pouczająco uniósł palec.
— Żona powinna dbać o żywiciela, tworzyć mu warunki i pchać w odpowiednią stronę.
No i punkt czwarty.
Najważniejszy.
Następca.
Daję wam rok.
Starczy już żyć tylko dla siebie.
Pora, żebyśmy my też ponianńczyli wnuki.
A to teraz zrobiła się moda — kariera, praca, laptopy targane po kawiarniach!
Tatiana, siedząca obok Eleny, oburzona prychnęła.
Jewgienij odkaszlnął, wyciągnął telefon i ostentacyjnie utopił wzrok w ekranie, udając, że nagle nadeszło coś bardzo ważnego.
Dmitrij widocznie zbledł i pospieszył obrócić wydarzenia w żart.
— Tato, zorganizowałeś niezły pokaz! — nerwowo zaśmiał się.
— Dobra, dobra, zrozumieliśmy.
Dajże tutaj swój papier, oprawię go potem w ramkę i powieszę na ścianie.
Len, no podziękuj ojcu.
Przecież starał się, dzieli się doświadczeniem życiowym.
Elena nic nie powiedziała.
Najpierw spojrzała na gości, którzy najwyraźniej chcieliby znaleźć się teraz wszędzie, tylko nie przy tym stole.
Potem przeniosła wzrok na Nikołaja Pietrowicza, zaczerwienionego z poczucia własnej ważności.
A następnie spojrzała na męża, który był gotów spokojnie przełknąć każde słowo pod adresem żony, byle tylko nie sprzeciwić się ojcu.
Elena wstała.
Podeszła do teścia i wyciągnęła rękę.
— Proszę dać mi tę listę, Nikołaju Pietrowiczu.
Na twarzy teścia pojawił się zadowolony uśmiech.
Wyglądało na to, że uznał, iż synowa wreszcie opamiętała się.
Teraz weźmie kartkę, potulnie się zgodzi, może nawet przeprosi, a potem pójdzie podawać deser.
Nikołaj Pietrowicz z triumfującym wyrazem twarzy włożył jej papier w dłoń.
Elena rozprostowała kartkę wyrwaną z zeszytu i powoli przeczytała kilka linijek.
Potem starannie złożyła papier na pół.
Jeszcze raz.
A potem znowu.
Po tym podeszła do kosza na śmieci obok szafek kuchennych, nacisnęła stopą pedał i wrzuciła złożoną kartkę do środka, wprost na obierki z ziemniaków.
— Co ty sobie wyprawiasz?! — zaryczał Nikołaj Pietrowicz.
Z zaskoczenia upuścił widelca, a ten z brzękiem upadł na podłogę.
— Wypełniam pańską radę — odparła chłodno Elena.
— Wprowadzam porządek w domu.
Odwróciła się do gości.
— Przepraszam, że musieliście być obecni przy tym przedstawieniu.
Ale skoro mowa zeszła na to, kto jest tutaj żywicielem, wyjaśnijmy od razu wszystko.
Dmitrij, opowiedz ojcu, jaką sumę wpłaciłeś na wkład własny do tego mieszkania.
Dmitrij wyglądał, jakby zmalał.
Głębiej wcisnął się w krzesło, a twarz szybko pokryła się czerwonymi plamami.
— Len, no po co to teraz poruszać?
Przecież mamy święto…
— Odpowiedz — powiedziała wciąż spokojnie Elena.
— Albo ja odpowiem zamiast ciebie.
— No co tu w ogóle wyjaśнять! — wtrącił się natychmiast Nikołaj Pietrowicz.
— Mój syn pracował bez wytchnienia przez trzy lata!
— Przez te trzy lata wasz syn zdążył zmienić pięć miejsc pracy — Elena spojrzała prosto w oczy teścia.
— I nigdzie nie zagrzał miejsca dłużej niż przez siedem miesięcy.
A wkład własny w pełni wniosłam ja.
Cały.
Jeśli wątpicie, wyciągi z banku to potwierdzą.
Teraz hipotekę opłacamy po połowie.
Dlatego to jest także mój dom.
I nikt nie będzie tu zarządzał moim życiem.
W pokoju zrobiło się tak cicho, że z ulicy wyraźnie dolatywał szum przejeżdżającego samochodu.
— Jak ty śmiesz?! — zakrztusił się z oburzenia Nikołaj Pietrowicz.
Jego twarz stała się purpurowa.
— Dima!
Widzisz w ogóle, co robi żona?
Ona ma za nic naszą rodzinę!
Przy twoich kolegach wystawia cię na pośmiewisko jako jakiegoś nieudacznika!
Dmitrij gwałtownie skoczył na równe nogi.
Jego pięści mimowolnie się zacisnęły.
— Len, ty jesteś w ogóle normalna?! — wybuchnął.
— Ojciec przyszedł z czystego serca!
Siedział, pisał te zasady, chciał dla nas dobrze!
A ty z niczego zrobiłaś skomlenie!
Przed chłopami mnie ośmieszyłaś!
Elena spojrzała na męża.
Dziwne, ale nie czuła już ani bólu, ani dawnego żalu.
Zostało tylko ciężkie zmęczenie.
— Z czystego serca? — zapytała.
— Twój ojciec przyszedł do domu, który powstał w większości dzięki moim pieniądzom, i zaczął przy gościach tłumaczyć, jak mam obowiązek cię obsługiwać.
A ty przez cały ten czas siedziałeś cicho i potakiwałeś.
— To tylko słowa! — rzucił z irytacją Dmitrij.
— Posłuchałabyś, pokiwałą głową i zapomniała.
Co, tak trudno było pomilczeć?
Po co urządzać ten spektakl przy ludziach?
— Ponieważ nie mam już zamiaru milczeć.
Ani dzisiaj, ani potem.
Elena wskazała ręką w stronę przedpokoju.
— Tam do tej pory stoi twoje pudło z narzędziami, Dima.
To samo, którego nie potrafisz rozpakować.
Weź je.
Weź swojego ojca wraz z jego pouczeniami i wyjdźcie.
— Ty co, wyrzucasz ojca własnego męża?! — Nikołaj Pietrowicz szeroko otworzył oczy.
— Proszę o opuszczenie mojego domu przez człowieka, który pozwolił sobie na chamstwo — odpowiedziała bez emocji Elena.
— A wraz z nim także męża, który wolał poprzeć to chamstwo zamiast własnej żony.
Drzwi są tam.
Parapetówka dobiegła końca.
Goście zaczęli się pospiesznie zbierać.
Aleksiej i Jewgienij w milczeniu wdziewali okrycia wierzchnie, starając się z nikim nie spotykać wzrokiem.
Przed wyjściem Tatiana delikatnie dotknęła łokcia Eleny i szepnęła cicho:
— Zadzwoń do mnie, jeśli będziesz potrzebować pomocy.
Dziesięć minut później w przedpokoju zostali już tylko Elena, Dmitrij i Nikołaj Pietrowicz.
Dmitrij zagubiony przestępował z nogi na nogę w skarpetkach.
— Skarbie, no dość już, ochłoń — próbował zmienić ton, gdy obcych już nie było.
— No przesadziliśmy trochę.
Z kim się nie zdarza?
Tata się uniosł.
Jutro na spokojnie wszystko omówimy.
Odprowadzę go teraz do taksówki i wrócę.
— Nie — odpowiedziała krótko Elena.
— Dzisiaj nie wrócisz.
Pakuj najpotrzebniejsze rzeczy.
Nogą przysunęła do niego to właśnie pudło, które przez cały ten czas stało nierozpakowane.
Dmitrij ze złością kopnął je, chwycił swoją kurtkę i wyszedł za drzwi.
W ślad za nim, ciężko dysząc i nadal coś oburzony mamrocząc, ruszył Nikołaj Pietrowicz.
Minął miesiąc.
Elena stała przy oknie w salonie i podlewała kwiaty doniczkowe, kiedy zadzwonił telefon.
Na ekranie pojawiło się imię Dmitrija.
Dzwonił niemal co drugi dzień i za każdym razem żądał, aby żona przestała „urządzać przedszkole” i wreszcie pozwoliła mu wrócić.
Elena odebrała połączenie.
— Len, długo będziesz się jeszcze boczyć? — zaczął od razu Dmitrij.
— Już miesiąc śpię na ojcowej kanapie.
U niego wszystko jest według harmonogramu: jedzenie o określonych godzinach, co wieczór umoralniania.
Niech dzisiaj przyjadę do domu.
W końcu żyliśmy normalnie.
— Nie, Dima — odpowiedziała Elena, przechodząc do kolejnej doniczki.
— Nie żyliśmy normalnie.
To ja długo udawałam, że wszystko mi odpowiada.
A tak przy okazji, twoje pozostałe zimowe rzeczy spakowałam.
Leżą na dole u konsjerža.
Możesz je zabrać.
— Co znaczy u konsjerža?
Przecież chcę do domu!
Mam tam między innymi mikrofalówkę!
Tata nam podarował!
— Mikrofalówkę też możesz zabrać.
Tylko jest ciężka, więc lepiej weź wózek.
— Zupełnie zwariowałaś?!
Przecież jesteśmy rodziną!
Tata to po prostu starszy człowiek, ma swoje poglądy i nawyki!
— To niech żyje ze swoimi poglądami — powiedziała Elena i odstawiła konewkę na parapet.
— A ty możesz żyć obok niego.
Skończyła rozmowę.
W mieszkaniu pachniało świeżo zaparzoną kawą i czystym praniem.
Nikt już nie tłumaczył Elenie, jak powinna dysponować własnym domem, pieniądzmi i życiem.







