— Nie wydawajcie pieniędzy, dziewczyny! Nika i tak wszystko ugotuje, ona jest u nas niezawodna! — oświadczył mąż swojej rodzinie…

— Wyciągaj już mięso! Jesteśmy z drogi tak

głodni, że zaraz zjemy wszystko po kolei!

Walentyna Stiepanowna ociężale przekroczyła

próg i nawet się nie zatrzymując, zaczęła

strzepywać krople deszczu z płaszcza.

Woda poleciała prosto na niedawno wyczyszczony dywanik w przedpokoju.

Zaraz za nią do mieszkania wcisnęła się Oksana, siostra Anatolija.

Razem z nią przyjechali dwaj nastoletni synowie — Dania i Mark.

Zaledwie znalazłszy się w środku, chłopcy zaczęli szturchać się łokciami, ścigając się w ściąganiu z nóg ubrudzonych trampków.

— A my przyjechaliśmy na lekko! — wesoło oznajmiła Oksana.

Mokrą kurtkę bez żadnych ceremonii rzuciła na wierzch szafki na buty.

— W sklepach dzisiaj jakiś koszmar, pełno ludzi, do kas ogromne kolejki.

Pomyślałyśmy, po co bezużytecznie tracić czas?

U ciebie przecież na pewno już wszystkiego przygotowano z zapasem!

Weronika stała nieruchomo obok przejścia do kuchni, ściskając w ręku łopatkę.

Krewnych męża spodziewała się dopiero na szóstą wieczorem.

Właśnie na tę godzinę wszyscy umówili się dzień wcześniej.

Teraz jednak zegar pokazywał zaledwie początek czwartej.

Nika od samego rana praktycznie nie odchodziła od kuchni.

Pokroiła dużą miskę sałatki jarzynowej, ścierała ser na gorące danie, rozbijała wieprzowinę, zajmowała się warzywami i innymi przekąskami.

Od kilkugodzinnego stania na nogach zaczął boleć kręgosłup, a na prawą stopę starała się teraz nie stawać bez potrzeby — nieprzyjemnie bolała.

Tymczasem po mieszkaniu rozchodził się gęsty, apetyczny zapach mięsa pieczonego z czosnkiem.

— Ojej, ale aromat! — Oksana z przyjemnością wciągnęła powietrze nosem.

Poprawiwszy rozczochrane włosy, zaczęła z zainteresowaniem rozglądać się wokół.

— Tolka jednak nie przesadzał.

Powiedział, że szykuje się u was dzisiaj prawdziwa uczta.

Z sypialni wyszedł Anatolij.

Gorączkowo Poprawiał na sobie domową bluzy, jednocześnie starając się odgrywać gościnnego gospodarza.

— Mamo, Oksana, no czemu stoicie w przedpokoju?

Wchodźcie, rozbierajcie się.

Pokazał ręką na wieszak i ostrożnie przekroczył trampki siostrzeńców, rzucone na środku przejścia.

— Nika, czemu stoisz?

Dawaj, nakrywaj do stołu.

Goście już przyjechali.

Swoi przecież, rodzina!

Weronika nic nie odpowiedziała.

Jej wzrok zatrzymał się na rękach Oksany.

Pusto.

Ani pudełka z tortem.

Ani ciastek.

Ani butelki zwykłej napoju gazowanego dla własnych synów.

Nawet bochenka białego chleba szwagierka ze sobą nie przyniosła.

Zresztą nie było się czemu dziwić.

Praktycznie każde święto rodzinne przebiegało według jednego i tego samego, dawno wyuczonego scenariusza.

Krewni Anatolija wpadali do mieszkania hałaśliwą kompanią i z pustymi rękami.

Potem z wyśmienitym apetytem niszczyli przygotowane przez Weronikę jedzenie, wspólnie rozczulali się tym, ile potrafią zjeść rosnący Dania i Mark, a pod koniec biesiady Walentyna Stiepanowna wygodnie mościła się na kanapie i pouczającym tonem zaczynała tłumaczyć synowej, jak należy prawidłowo rozporządzać rodzinnymi pieniędzmi.

Do tej pory Weronika wolała się nie sprzeczać.

Gotowała, podawała dania, dokładając gościom dokładki, a po ich wyjściu zostawała sam na sam z górą brudnych naczyń.

I milczała.

Wszystko dla tego słynnego rodzinnego spokoju, który z jakiegoś powodu wymagał wysiłku wyłącznie od niej.

— Właściwie to mieliście przyjechać na kolację — bezbarwnie przypomniała Weronika.

Z miejsca się nie poruszyła, nadal trzymając kuchenną łopatkę.

— Mięso nie jest jeszcze gotowe, musi jeszcze posiedzieć w piekarniku.

I do herbaty niczego nie piekłam.

Liczyłam na to, że przyjedziecie o czasie, na który się umawialiśmy, i przywieziecie coś słodkiego.

Tort albo chociaż ciastka.

— Ojej, przestań udawać, że nie masz co jeść! — niecierpliwie machnęła ręką Walentyna Stiepanowna.

Poprawiła ulubioną dzianinową kamizelkę i pewnym krokiem skierowała się do salonu.

Ulicznych butów teściowa nawet nie pomyślała zdjąć.

— Tola jeszcze rano mówił, że kręcisz się przy piecu.

My żadnych rarytasów nie potrzebujemy.

Zjemy co jest, jesteśmy prostymi ludźmi.

Tak więc dawaj już, nie każ głodnym ludziom czekać.

Teściowa zatrzymała się na środku pokoju i gospodarskim wzrokiem rozejrzała się po wnętrzu.

— Chłopców trzeba karmić jak należy.

Organizmy rosnące.

Popatrz na nich — chudziutcy, same kości!

„Chudziutcy” Dania i Mark, z których każdy był już wyższy od własnej matki, tymczasem rozwalili się na kanapie.

Obaj momentalnie wyciągnęli smartfony i wlepili wzrok w ekrany, całkowicie tracąc zainteresowanie otoczeniem.

Weronika weszła do salonu za teściową.

Anatolij już krzątał się wokół matki, zwalniając dla niej najwygodniejszy fotel.

Walentyna Stiepanowna nagle spojrzała na okno.

— No, no… A zasłony to macie nowe? — podejrzliwie mrużyła oczy.

Gruby, krótki palec od razu wskazał w stronę okna.

— Pewnie znowu kupę pieniędzy wyrzuciliście?

Tola pracuje nie prostując pleców, a tobie wciąż dekorować wnętrza się chce.

Stare zasłony czym były złe?

Uprałabyś, dobrze wyprasowała parą — jeszcze kilka lat by posłużyły.

— Mamo, no chciało się na święta trochę odświeżyć mieszkanie — pospieszył z interwencją Anatolij.

Uśmiechnął się do matki tak, jakby z góry przepraszał za postępek żony.

— Nika sama je wybrała.

Przecież one prawie nic nie kosztują.

Znalazła sobie rozrywkę — biegać po sklepach.

Weronika mocno zacisnęła wargi.

„Prawie nic”.

Na te zasłony odkładała pieniądze z trzech swoich premii.

Aby otrzymać te premie, kilka razy wychodziła do pracy w własne dni wolne.

Ale mężowi, jak się wydaje, łatwiej było umniejszyć jej zakup, niż wytłumaczyć matce, że żona sama zarabia i ma prawo wydać część swoich pieniędzy na dom.

Z kuchni niespodziewanie dobiegł brzęk pokrywek od garnków.

Weronika odwróciła się.

Oksany w pokoju już nie było.

Szwagierka zdążyła niezauważalnie przenieść się do kuchni i teraz, sądząc po dźwiękach, samodzielnie sprawdzała, co dokładnie przygotowano na stół.

— Nika! — rozległ się stamtąd jej głośny głos.

Nie było w nim nawet cienia prośby.

— Czemu do tej pory nie zaprawiłaś sałatek?

A majonez gdzie?

Przejrzałam lodówkę — nie znalazłam!

Weronika milcząc odwróciła się i skierowała do kuchni.

Na blacie stały miski z wcześniej przygotowanymi składnikami i pokrojonymi warzywami.

Oksana usadowiła się przy stole i już próbowała sałatki jarzynowej prosto z ogólnej miski.

Nadziewała ją na widelec, chociaż nikt jeszcze nawet nie zapraszał gości do stołu.

W piekarniku głośno trzaskała ogromna blacha z mięsem.

Na wierzchu pojawiła się już rumiana, złocista skórka, a po brzegach wrzał aromatyczny sok.

Weronika zatrzymała się w progu i oparła plecami o futrynę.

— Tola wczoraj powiedział, że tort przywieziecie wy — spokojnie przypomniała.

— Przecież specjalnie to omawialiśmy wieczorem.

Oksana niespodziewanie prychnęła śmiechem i omal nie zakrztusiła się zielonym groszkiem, który zdążyła wrzucić do ust.

— Taa, jasne! Już biegniemy!

Niedbale rzuciła widelec z powrotem do miski.

— Mój brat sam do mnie wczoraj zadzwonił.

Powiedział: „Nie wydawajcie pieniędzy, dziewczyny. Nika i tak wszystko ugotuje, ona jest u nas niezawodna”.

Wymyśliłyście też — wydawać pieniądze nie wiadomo na co!

Ja muszę chłopakom kupić zimowe kurtki.

Z zeszłorocznych już wyrośli.

— Więc jednak dzwoniłeś? — cicho zapytała Nika.

Powoli odwróciła się do męża.

Anatolij właśnie pojawił się w kuchni za matką.

Spotkawszy się z żoną wzrokiem, prawie natychmiast odwrócił wzrok i zaczął bez żadnej potrzeby przestawiać talerze na stole jadalnym.

Przesuwał je w tę i z powrotem z takim zapałem, jakby był strasznie zajęty i absolutnie nie słyszał rozmowy.

— Tola, pytam cię: dzwoniłeś wczoraj do Oksany? — już pewniej powiedziała Weronika.

— No dzwoniłem. I co z tego? — niezadowolony wymruczał Anatolij, wciąż na nią nie patrząc.

Jego uwagę jakby całkowicie pochłaniał pusty talerz, ozdobiony po brzegu drobnymi kwiatkami.

— Bliscy ludzie to jednak rodzina.

Czyżby dla swoich było nam żal kawałka mięsa albo trochę słodkiego?

Jeśli tak bardzo zależy ci na tym torcie, mogłaś szybko usmażyć racuchów.

Mąka jest w szafce.

— Niczego mi nie żal — spokojnie odpowiedziała Weronika.

Odepchnęła się plecami od futryny i podeszła do stołu.

— Tylko interesuje mnie coś innego.

Wczoraj po pracy prawie trzy godziny chodziłam po sklepach.

Potem sama ciągnęłam do domu ciężkie siatki.

Specjalnie wybierałam najlepsze mięso, nie najtańsze.

Na produkty poszła spora sumka z moich pieniędzy urlopowych.

— No i znowu się zaczyna! — od razu wtrąciła się Walentyna Stiepanowna.

Teściowa wygodnie usadowiła się na stołku i gospodarskim gestem złożyła dłonie na kolanach, jakby zbierała się do przeprowadzenia pogadanki wychowawczej.

— Wszystko u ciebie „moje” i „twoje”.

Jesteście mężem i żoną, więc pieniądze są wspólne!

Tola zarabia, ty je wydajesz.

Ile można śpiewać tę samą piosenkę?

Jak tylko rozmowa schodzi na rodzinę, ty od razu zaczynasz liczyć każdą monetę.

— Problem w tym, że zarabiam nie mniej niż wasz syn — ostro odpowiedziała Nika.

Nie odwróciła wzroku od teściowej.

— A podczas gdy ja wczoraj po pracy chodziłam po sklepach i nadwyrężałam kręgosłup z siatkami, Tola spokojnie leżał na kanapie.

I, jak się teraz okazuje, rozporządzał moimi pieniędzmi, udając hojnego krewnego.

Twarz Anatolija momentalnie pokryła się czerwonymi plamami.

— Tylko nie waż się przy mojej matce urządzać spektaklu! — przez zęby wycedził.

Mąż postąpił krok w stronę Weroniki, całym wyglądem próbując ją zastraszyć.

— Już ci wytłumaczono: w sklepach tłumy, na drogach korki.

Oksana z chłopcami się zmęczyła.

Oni dopiero co przyjechali.

Więc wyciągaj gorące, nakrywaj normalnie do stołu i przestań robić z siebie niewiadomo kogo, a ze mnie wystawiać przed rodziną.

Ludzie przyjechali do nas w gości, a ty z powodu jedzenia rachunki wystawiasz.

Oksana energicznie pokiwała głową, jednocześnie wyławiając z sałatki kolejny kawałek kiełbasy.

— Właśnie! — poparła brata.

— Nawiasem mówiąc, Tola powiedział jeszcze, że pomoże mi kupić chłopcom zimowe kurtki.

Mówił przecież, że w zeszłym tygodniu dostałaś premię.

Dlatego zdecydowałyśmy nie wydawać na tort.

Po co wyrzucać pieniądze na słodkie, skoro można je przeznaczyć na naprawdę potrzebną rzecz?

Weronice do gardła podstąpił ciężki kamień.

Przez kilka sekund po prostu patrzyła na męża.

Anatolij nerwowo poprawił kołnierz swojej domowej bluzy.

— Tola? — głos Nicki na moment zadrżał, ale szybko opanowała emocje. — O jakiej premii mówiłeś?

Obiecałeś siostrze oddać moje pieniądze na ubrania dla siostrzeńców?

— A co w tym takiego? — Anatolij zrozumiał, że na odwrót jest już za późno, i postanowił przejść do ataku.

— Komu pomagać, jeśli nie rodzinie?

My z tobą dzieci nie mamy, ogromnych wydatków też nie.

A Oksana sama dwóch chłopaków wychowuje.

Żal ci dla nich pieniędzy?

Chcesz kupować sobie różne rzeczy — to sama na nie zarabiaj.

A tej zasłony się zachciało!

— Zatem to są moje „różne rzeczy”? — z niedobrym uśmieszkiem zapytała Nika.

Jej wzrok przeniósł się na piekarnik.

Za szybą rumienił się duży kawał wieprzowiny.

Weronika przypomniała sobie wczorajszy wieczór.

Anatolij kilka razy powtórzył, że mama z siostrą i siostrzeńcami pojawią się dopiero bliżej szóstej.

Potem poprosił, żeby koniecznie zrobić właśnie tę wieprzowinę z czosnkiem, którą tak lubi Walentyna Stiepanowna.

Przypomniała sobie, ile czasu spędziła na zakupach i gotowaniu.

Przypomniała sobie puste ręce Oksany, gdy ta pojawiła się na progu.

Jej samowystarczalny uśmiech.

I męża, któremu bardzo chciało się uchodzić przed rodziną za hojnego gospodarza, nie wydawszy na to ani własnych pieniędzy, ani sił, ani jednej minuty swojego czasu.

Weronika nic nie powiedziała.

Wyciągnęła rękę i wzięła ze stołu kolorowe łapki kuchenne.

— No nareszcie! — z zadowoleniem powiedziała Walentyna Stiepanowna.

Teściowa jeszcze wygodniej usiadła na stołku.

— Dawaj, nakładaj więcej, dziecinko.

Nie oszczędzaj.

Chłopcy tam już z głodu umierają.

I majonezu nie zapomnij postawić.

Weronika otworzyła piekarnik.

Gorąca fala uderzyła ją prosto w twarz.

Aromat czosnku i przypraw momentalnie stał się jeszcze bardziej intensywny i wypełnił niewielką kuchnię.

Zabezpieczywszy dłonie łapkami, Nika chwyciła za brzegi blachy i ostrożnie pociągnęła ją do siebie.

Mięso głośno skwierczało.

Pod złocistą skórką błyszczał gorący sok.

Oksana już przysunęła swój talerz bliżej, wyraźnie licząc na otrzymanie pierwszej porcji.

Ale Weronika nagle zastygła.

Najpierw spojrzała na szwagierkę.

Potem na Walentynę Stiepanownę, która z góry uzbroiła się w widelec i siedziała z takim wyglądem, jakby obsługiwanie jej było obowiązkiem na pierwsze żądanie.

Na koniec Nika spojrzała na Anatolija.

Ten stał, wyprostowany i z wypiętą piersią.

Po jego zadowolonym wyrazie twarzy widać było: mąż uznał, że ostatecznie postawił żonę na miejscu i zmusił ją do posłuszeństwa.

Weronika spokojnie popchnęła blachę z powrotem do piekarnika.

Ruszt z metalicznym dźwiękiem wszedł na miejsce.

Nika zamknęła drzwiczki.

Następnie przekręciła pokrętło ogrzewania do poziomu zero, zdjęła łapki kuchenne i rzuciła je na blat.

— Mięsa nie będzie — zupełnie spokojnie oznajmiła.

W kuchni momentalnie zapadła taka cisza, że wyjątkowo wyraźnie stał się słyszalны deszcz, monotonnie bębniący za oknem.

Nawet dźwięki z telefonów Dania i Marka z salonu wydawały się teraz odległe.

— Jak to — nie będzie? — zasmuciła się Walentyna Stiepanowna.

Powoli położyła przygotowany widelec na stół.

— Co ty wymyśliłaś?

Zimną głowę straciłaś, czy co?

— Po prostu jestem zmęczona — odpowiedziała Weronika.

— Sałatki стоят przed wami.

Chleb leży w chlebaku.

Majonez znajdziecie w lodówce.

Więc smacznego.

Odwróciła się i skierowała do wyjścia z kuchni.

— Nika, ty dokąd?! — bezradnie wykrzyknął Anatolij za nią.

Rzucił się za żoną i w pośpiechu omal nie wpadł na Oksanę.

— Przynosisz mi wstyd przed ludźmi!

Wracaj natychmiast!

Czy ty w ogóle rozumiesz, co robisz?

Do kogo ja mówię, wracaj!

Weronika nawet nie przyspieszyła kroku.

Spokojnie doszła do sypialni, weszła do środka i zamknęła za sobą drzwi.

Po chwili w zamku przekręcił się klucz.

Światła Nika nie zapalała.

Podeszła do łóżka, usiadła na brzegu, zdjęła kapcie, a potem położyła się prosto na narzucie.

Prawie natychmiast w korytarzu rozległy się ciężkie kroki Anatolija.

Klamka szarpnęła się raz.

Potem drugi.

Zamknięte.

— Otwieraj natychmiast! — głos męża niespodziewanie przeszedł prawie w pisk.

Dłoń z siłą uderzyła w drzwi.

— Czy ty sobie w ogóle wyobrażasz, co o tym wszystkim ludzie pomyślą?!

Moja matka przyjechała!

Siostra z dziećmi!

A ty z powodu kawałka wieprzowiny urządziłaś nie wiadomo co!

Otwórz drzwi, mówię do ciebie!

Weronika spokojnie naciągnęła na siebie miękki koc.

Odpowiadać na krzyki męża zupełnie nie miała ochoty.

— Sami przyjechaliście wcześniej — sami się obsłużcie — wystarczająco głośno powiedziała.

Nika doskonale wiedziała, że drzwi wewnętrzne są cienkie i każde jej słowo w korytarzu słychać bez trudu.

— Nie mam zamiaru dłużej być u was darmową pracownicą.

I gotować dla całej waszej kompanii też nie będę, dopóki rozporządzasz moimi premiami tak, jakbyś sam je zarobił.

W drzwi znowu z siłą uderzono.

Zaraz potem dało się słyszeć niezadowolone mruczenie Walentyny Stiepanownej.

Oksana również przyłączyła się do oburzenia i głośno zaczęła narzekać na ostatecznie zepsuty weekend.

— Zostaw ją, Toleczku! — dobiegł władczy głos teściowej.

— Z dobrego życia całkiem się rozpuściła.

Pomyślałby kto, wielka pani!

Nic strasznego, zjemy sałatki.

Niech siedzi tu sama, skoro taka dumna.

Jeszcze sama wyjdzie i przepraszać zacznie.

Po kilku minutach w kuchni ze szczególną złością zagrzechotały naczynia.

Oksana głośno oświadczyła, że w sałatce pożałowano kiełbasy.

Potem odkryła, że ziemniaki, jej zdaniem, są niedostatecznie ugotowane.

Anatolij coś cicho odpowiadał siostrze i matce, очевидно usprawiedliwiając żonę, a raczej samego siebie za nieudane przyjęcie rodzinne.

Weronika zamknęła oczy.

Zdumiewające, ale po raz pierwszy od długich lat cały ten hałas nie sprawiał, że się denerwowała i nie odbijał się znajomym bólem w skroniach.

Przeciwnie, robiło jej się lżej.

Chyba najlepsza kolacja rodzinna to ta, po której rozumiesz, że wreszcie podjęłaś dawno dojrzałą decyzję.

Krewni oburzali się jeszcze długo.

Dopiero około ósmej wieczorem z przedpokoju dobiegła krzątanina.

Zaskrzypiały drzwi szafy.

Zaszumiał wierzchni ubiór.

Dania z Markiem zaczęli szukać swoich trampków.

Wreszcie drzwi wejściowe ciężko się zatrzasnęły.

Goście odjechali.

Przeprosin od Weroniki tak i nie doczekali się.

Tej nocy Anatolij został spać w salonie na kanapie.

Do sypialni więcej nie pukał i z żoną demonstracyjnie nie rozmawiał, całym swoim zachowaniem pokazując, jak głęboko i śmiertelnie jest obrażony.

Weronikę jego milczenie w zupełności urządzało.

Następnego ranka spokojnie wstała z łóżka i udała się do kuchni.

Otwierając wystudzoną kuchenkę, Nika wyciągnęła stamtąd dobry kawałek wczorajszej wieprzowiny.

Pokroiła mięso, położyła na patelnię i podgrzała.

Śniadanie jadła powoli i z prawdziwą przyjemnością.

Po jedzeniu Weronika zajęła się rzeczami męża.

Nigdzie się nie spieszyła.

Wyciągnęła torbę podróżną i ostrożnie, jedną po drugiej, zaczęła pakować tam odzież Anatolija.

Do wieczora mąż powinien był wrócić z pracy.

I Weronika postanowiła z góry oszczędzić mu dodatkowych kłopotów — niech nie traci cennego czasu na pakowanie.

W końcu Anatolij sam tak gorąco wywodził o tym, że bliskim należy pomagać.

Teraz będzie miał doskonałą okazję udowodnić swoje słowa czynem.

Skoro obiecał wspierać siostrę, niech przeprowadzi się do Oksany i pomaga jej osobiście.

Mit Freunden teilen