— Oddawaj klucze do mieszkania.
Tylko rodzina będzie tu teraz mieszkać!

Tatiana Siergiejewna pewnie odepchnęła byłą
synową mocnym ramieniem i, jakby była u siebie
w domu, weszła do przedpokoju.
Płaszcz niedbale rzuciła na pufę, nawet nie obdarzając spojrzeniem wolnych haczyków wieszaka.
Zaczęła potem z wysiłkiem ściągać ciasne buty, ciężko sapiąc.
Jekatierina została stojąc przy ościeżnicy drzwi, skrzyżowawszy ręce na piersiach.
Milcząc obserwowała spektakl, który rozegrał się od samego rana.
— Czegoś tu nie rozumiem.
— A czego tu nie rozumieć?
Tatiana Siergiejewna z niezadowoleniem spojrzała na stojące obok drzwi cudze trampki.
— Pakuj swoje rzeczy, Katia.
Klucze położysz na szafce.
Dimoczce wkrótce urodzi się dziecko, potrzebują normalnego mieszkania.
A ty sama zajmujesz całe dwupokojowe mieszkanie i żyjesz sobie w dostatku.
Leżący na szafce telefon nagle ożył i zaczął wibrować na drewnianej powierzchni.
Na ekranie znowu wyświetliło się znajome imię — Dmitrij.
Dzwonił już po raz dziesiąty od samego rana, ale Jekatierina nie miała zamiaru odpowiadać.
Schowała ręce do kieszeni domowej bluzy i chłodno spojrzała na nieproszonego gościa.
Zaledwie miesiąc temu Dmitrij spakował nieliczne rzeczy do torby sportowej i oświadczył, że spotkał prawdziwą miłość.
Nowa wybranka miała na imię Alina.
Miała dwadzieścia trzy lata, nosiła długie sztuczne paznokcie i już czekała na dziecko.
Przed odejściem Dmitrij zabrał pieniądze z oszczędności rodzinnych, wypłacił wszystko ze swojej karty i wyruszył budować szczęśliwe życie.
Jekatierinie zostawił tylko krótką kartkę z przeprosinami na stole kuchennym.
Teraz zaś jego matka zjawiła się przywracać sprawiedliwość tak, jak rozumiała ją sama.
— Tatiano Siergiejówno, chyba pomyliła Pani mieszkanie — spokojnie zatrzymała ją Jekatierina.
— To moje mieszkanie.
Rozwiedliśmy się z Pani synem, jeśli przypadkiem Pani zapomniała.
— Według papierów mieszkanie jest wspólne!
Starsza kobieta wykrzyknęła to tak głośno, że kot Barsik, drzemiący spokojnie na pufie, niezadowolony strzepnął uchem i zeskoczył na podłogę.
Tatiana Siergiejewna poprawiła jedwabną chustkę, która zsunęła się na bok.
— Więc połowa należy do Dimoczki.
A on jest teraz prawie ojcem rodziny.
Jemu przestrzeń życiowa jest bardziej potrzebna.
Jesteś dorosłą kobietą, jakoś sama się urządzisz.
Wynajmiesz sobie coś.
Nie może przecież młoda matka z niemowlęciem tułać się po cudzych kątach!
Telefon znowu natarczywie zawibrował.
Jekatierina spokojnie patrzyła na migający ekran.
Nadal bolało ją widzieć imię byłego męża.
Dziesięciu lat wspólnego życia nie da się wyrzucić z pamięci w jeden miesiąc.
Ale rozmawiać z człowiekiem, który ją zdradził, nie chciała.
— Odbierzże wreszcie! — rozdrażniona Tatiana Siergiejewna załamała ręce.
— Brzęczy bez przerwy, już głowa pęka.
Zapewne z pracy cię szukają.
A ty tu próżnujesz.
— To nie praca.
Pani syn dzwoni od samego rana.
— To tym bardziej pakuj rzeczy!
Teściowa jakby nie usłyszała wzmianki o Dmitriju.
Przeszła prosto do kuchni, głośno stukając obcasami domowych kapci, które przezornie przyniosła ze sobą w reklamówce.
— Jutro Alinoczka przyjedzie wybierać tapety do dziecięcego pokoju — oświadczyła.
— Nie ma po co patrzeć na twoją kwaśną twarz.
Dziewczynie nie wolno się teraz denerwować.
Prawdziwa rodzina potrzebuje spokoju i wygody!
Tatiana Siergiejewna przejechała palcem po powierzchni stołu kuchennego, jakby sprawdzała, czy jest wystarczająco czysto, i z niezadowoleniem cmoknęła językiem.
Jekatierina weszła za nią i zatrzymała się w progu.
— Prawdziwa rodzina? — zapytała, lekko przechylając głowę.
— Od jakiego momentu?
— Złożyli wniosek!
Teściowa dumnie uniosła podbródek.
— Dimoczka postanowił teraz zrobić wszystko jak należy.
Nie to co z tobą — pięć lat się spotykaliście, zanim się w końcu pobraliście.
Alina to poważna dziewczyna.
Od razu postawiła warunek: albo oficjalny ślub, albo się rozstają.
Jekatierina tylko uśmiechnęła się w duchu.
Poważna dziewczyna Alina pracowała jako recepcjonistka w salonie fryzjerskim niedaleko.
To właśnie tam Dmitrij przez ostatnie pół roku regularnie chodził strzyc włosy.
Po każdej wizycie wracał podejrzanie zadowolony, pachniał cudzymi słodkimi perfumami i bez końca opowiadał, jak cudowni pracownicy tam pracują.
Jedna z pracownic okazała się tak cudowna, że bez większego wysiłku odciągnęła go od rodziny.
— A dokąd proponuje mi Pani się przeprowadzić? — z ciekawością zapytała Jekatierina.
Oparła się o ościeżnicę i obserwowała, jak była krewna rządzi się w cudzej kuchni.
— To już nie moja troska! — ostro odpowiedziała Tatiana Siergiejewna.
— Możesz jechać do swojej matki na wieś.
Tam jest świeże powietrze, ogród.
Wyjdzie ci to tylko na dobre, bo cała blada jesteś, aż strach patrzeć.
A sypialnię przerobimy na pokój dziecięcy.
Machnęła ręką w stronę pokoju.
— Alinoczka chce brzoskwiniowe tapety.
Mówi, że ten kolor uspokaja.
— Jakie to ciekawe.
A za jakie środki Pani Dimoczka zamierza robić remont?
— To nie twoja sprawa!
Ma oszczędności!
Jekatierina cicho prychnęła.
Doskonale wiedziała, o jakich oszczędnościach mowa.
To były pieniądze, które razem odkładały na zakup samochodu.
Dmitrij zabrał całą kwotę, nie zostawiając ani grosza.
— A jakże inaczej?
Tatiana Siergiejewna bez pytania otworzyła szafkę nad zlewem, wyciągnęła ulubiony kubek Jekatieriny i włączyła czajnik elektryczny.
— W końcu zostanę babcią!
Prawdziwą babcią.
Nie to co z tobą…
Dziesięć lat przeżyliście i żadnego rezultatu.
Tylko karierę robiłaś i pieniądze na ubrania wydawałaś.
Nie potrafiłaś ani mężowi normalnego barszczu ugotować, ani dziecka urodzić!
Jekatierina zacisnęła zęby.
Temat dzieci pozostawał dla niej najbardziej bolesny.
Dwie nieudane ciąże, nieskończone badania i lekarze, którzy tylko rozkładali ręce i radzili się nie spieszyć.
Tatiana Siergiejewna wiedziała o wszystkim.
I właśnie dlatego zawsze uderzała w najbardziej bolesne miejsce, jakby celowo obracała nóż w niezagojonej ranie.
— Za to Pani syn karierą też się jakoś szczególnie nie zajmował — sucho zauważyła Jekatierina.
— Pracę zmieniał ciągle.
A to szefostwo go nie doceniało, a to koledzy wokół byli źli.
Kredyt hipoteczny spłacałam prawie siedem lat sama, podczas gdy Dimoczka szukał swojego przeznaczenia, leżąc przed telewizorem.
— Nie waż się oczerniać mojego syna! — teściowa wybuchnęła.
— On utrzymywał rodzinę!
Był mężczyzną w domu!
— Ten mężczyzna ani razu sam nawet rachunków za mieszkanie nie zapłacił.
Mówi Pani, że połowa mieszkania należy do niego?
Zobaczymy, co zdecyduje sąd, kiedy przedstawię wszystkie dokumenty i pokwitowania za te lata.
Telefon w przedpokoju znowu zaczął wibrować.
W nastałej ciszy dźwięk wydał się wyjątkowo głośny.
— Odbierzże wreszcie tę słuchawkę! — wykrzyknęła Tatiana Siergiejewna i z siłą postawiła kubek na stole.
— Głowa mi od ciebie pęka!
Zapewne Alina dzwoni sprawdzić, czy zwolniłaś mieszkanie.
Ona jest stanowczą dziewczyną i nie będzie długo czekać.
Powiedziała, że jeśli do wieczora się nie wyprowadzisz, przyjdzie z dzielnicowym!
Jekatierina powoli odwróciła się i skierowała do przedpokoju.
Na ekranie znowu paliło się imię Dmitrija.
Dzwonił niemal bez przerwy już od dwóch godzin.
Wewnętrzne przeczucie podpowiadało Jekatierinie, że żadnego dzielnicowego tu nie będzie.
Dmitrij zawsze unikał bezpośrednich rozmów.
Wolał wyjaśniać sprawy przez matkę albo przysyłać krótkie, tchórzliwe wiadomości.
Jekatierina wyciągnęła rękę, nacisnęła przycisk odbierania, a następnie włączyła głośnik.
— Katiusza!
Katieńko, odpowiedz mi, proszę!
Błagam cię!
Po całym przedpokoju rozniósł się nieskładny i żałosny głos byłego męża.
Gdzieś obok niego huczały samochody i szumiał silny wiatr.
Tatiana Siergiejewna wyszła z kuchni i zamarła, nie dokończywszy rozpoczętego zdania.
Jej jaskrawo pomalowane usta uchyliły się ze zdumienia.
— Słyszę cię, Dmitrij — spokojnie powiedziała Jekatierina, nie odrywając wzroku od byłej teściowej.
— Katiusza, pozwól mi wrócić! — zawył głos z głośnika włączonego na cały regulator.
— Ta lafirynda mnie wyrzuciła!
— Która dokładnie lafirynda? — Jekatierina lekko uniosła brwi.
— Alina!
Dmitrij zakrzyczał tak żałośnie, że Barsik, który dopiero co wyszedł z ukrycia, znowu czmychnął pod półkę na buty.
— Obudziłem się rano, a wszystkie moje rzeczy stoją już na klatce schodowej w czarnych workach na śmieci!
Kiedy poszedłem po chleb, wymieniła zamek.
Wróciłem, a drzwi się nie otwierają.
Krzyczy przez ścianę, żebym wynosił się, bo nie jest jej potrzebny stary nieudacznik!
Z gardła Tatiany Siergiejewny wyrwał się dziwny, zduszony dźwięk.
Jej twarz zaczęła szybko tracić kolor.
Kubek zadrżał w puszystych palcach i gorąca herbata wylała się na kafelki.
— Dimoczka… — prawie bezgłośnie wyszeptała i niepewnie ruszyła w stronę szafki.
— Synku… co się stało?
— Dziecko w ogóle nie jest moje! — kontynuował z rozpaczą Dmitrij, nie słysząc matki z powodu hałasu ulicy.
— Okazuje się, że ojciec dziecka to jej były!
Niedawno wrócił i ona znowu do niego pobiegła.
A ja byłem jej potrzebny tylko jako tymczasowy portfel!
Katia, a pieniądze…
Te pieniądze, które zabrałem z domu…
Zaciął się.
Zamiast słów z głośnika dało się słyszeć poniżające łkanie.
— Co się stało z pieniędzmi? — chłodno uściśliła Jekatierina.
Wewnątrz niej nie było ani wściekłości, ani chęci triumfu.
Tylko równy, niemal lodowaty spokój.
— Przelewała wszystko sobie na kartę!
Jeszcze tydzień temu!
Powiedziała, że to rekompensata za to, że poświęciła dla mnie najlepsze lata!
Katiusza, nie mam teraz gdzie mieszkać!
Zostałem z niczym!
Nawet na przejazd nie mam!
Tatiana Siergiejewna rzuciła się ku szafce, jakby zamierzała zasłonić telefon sobą i nie pozwolić Jekatierinie usłyszeć reszty hańbiącej spowiedzi syna.
— Dimoczka!
Synuś, gdzie teraz jesteś?! — wykrzyknęła, ostatecznie zapominając, jak władczym tonem rozmawiała kilka minut temu.
— Mama?
A ty dlaczego jesteś u Kati?
Dmitrij wyraźnie się zgubił.
— Dimoczka, jak to się stało?
A ślub?
A wniosek?
A dziecko?
A pokój w brzoskwiniowym kolorze? — zaczęła bełkotać Tatiana Siergiejewna, wczepiając się palcami w krawędź szafki.
— Jaki znowu pokój, mama?! — wybuchnął Dmitrij.
— Siedzę teraz na przystanku!
Nie mam nawet drobnych na autobus, żeby do ciebie dotrzeć!
Ta ślicznotka zabrała wszystko do ostatniego grosza!
Katia, Katieńko, wpuść mnie do domu!
Zrozumiałem, jak bardzo się pomyliłem!
Jakby mnie zaćmiło!
Przecież cię kocham!
Przeżyliśmy przecież dziesięć lat razem!
Jekatierina ledwo dostrzegalnie potrząsnęła głową i spojrzała na pobladłą teściową.
W jedną minutę z dawnej pewności siebie Tatiany Siergiejewny nie zostało ani śladu.
Jej ramiona opadły, elegancka jedwabna chustka ostatecznie zsunęła się na bok, a jaskrawy makijaż wyglądał teraz niedorzecznie.
Przed Jekatieriną stała już nie władcza gospodyni cudzego mieszkania, ale zagubiona starsza kobieta, której syna właśnie wystawiono za drzwi.
— Wybacz, Dmitrij.
Nie będziesz mógł wrócić.
Jekatierina mówiła bez kpin i bez złośliwości.
— Tutaj teraz, jak to przed chwilą ujęła twoja mama, mieszka prawdziwa rodzina.
Ja i Barsik.
Nacisnęła przycisk zakończenia połączenia.
Głos Dmitrija urwał się.
W przedpokoju nastała ciężka cisza, w której słychać było tylko nierówny oddech Tatiany Siergiejewny.
Pomieszczenie nagle wydało się ciasne.
Była teściowa nerwowo miętoliła końce chustki i przestępowała z nogi na nogę.
Podnieść wzroku na Jekatierinę się nie odważała.
Razem z wyłączonym połączeniem zniknęła też jej pewność, że ma prawo rozporządzać cudzym domem.
— No i na co Pani czeka?
Jekatierina kimnęła w stronę drzwi.
— Niech Pani jedzie po swojego syna, Tatiano Siergiejówno.
Teraz jest Pani mu bardziej potrzebna.
O ile pamiętam, ma Pani dwupokojowe mieszkanie.
Oto tam Dimoczka będzie mógł sobie pomieszkać.
A ja muszę zbierać się do pracy.
Czeka mnie podział majątku, więc pieniądze na dobrego adwokata nie będą zbyteczne.
Tatiana Siergiejewna nie wypowiedziała ani słowa.
Odwróciła się gwałtownie, pośpiesznie wsunęła stopy w ciasne buty, nie dbając o to, by je dobrze zapiąć.
Chwyciła płaszcz leżący na pufie i prawie wybiegła na klatkę schodową.
Nawet zapomniała się pożegnać.
Drzwi wejściowe głośno się zatrzasnęły.
Jekatierina przekręciła zamek, oparła czoło o chłodną metalową powierzchnię i powoli wypuściła powietrze.
Na duszy zrobiło się nieco lżej.
Po kilku miesiącach nadeszła wiosna.
Rozwód Jekatieriny i Dmitrija oficjalnie się zakończył.
Adwokat, którego wynajęła, rzeczywiście okazał się kompetentnym specjalistą.
Ponieważ wpłaty na kredyt hipoteczny przez wszystkie lata wpływały tylko z konta wypłatowego Jekatieriny, byłemu mężowi przyznano jedynie niewielką rekompensatę finansową.
Zresztą nawet tę kwotę Dmitrij zdołał szybko wydać.
Kilka razy czatował na Jekatierinę koło klatki.
Stał w wygniecionej odzieży, trzymał tani bukiet goździków i próbował patrzeć na nią z żalem.
Ale wystarczyło, że spotkał się z jej chłodnym wzrokiem, a cała przygotowana wcześniej mowa znikała.
Dmitrij przestępował z nogi na nogę, opuszczał głowę i odchodził.
Tatiana Siergiejewna więcej ani razu nie zadzwoniła.
O kluczach do mieszkania też nie wspomniała.
Najpewniej teraz musiała na poważnie zająć się urządzaniem pokoju dla swojego dorosłego syna.
I już bez brzoskwiniowych tapet.







