Kiedy grzecznie poprosiłam moją sąsiadkę, żeby przestała opalać się w skąpym bikini bezpośrednio przed oknem sypialni mojego nastoletniego syna, zemściła się w najbardziej absurdalny sposób: stawiając na moim trawniku stary, brudny sedes z tabliczką, na której widniało: „WYLEJ SWOJĄ OPINIĘ TUTAJ!”
Byłam wściekła, ale karma przyniosła najbardziej satysfakcjonującą zemstę.

Powinnam była przewidzieć problemy, kiedy Shannon się wprowadziła i natychmiast pomalowała swój dom na neonowe kolory — najpierw fioletowy, potem pomarańczowy, a następnie niebieski.
Zawsze jednak wierzyłam w zasadę „żyj i pozwól żyć”.
Moja wiara została jednak wystawiona na próbę, kiedy zaczęła się jej przygoda z opalaniem tuż za oknem mojego 15-letniego syna Jake’a.
Pewnego ranka Jake wszedł do kuchni wyraźnie skrępowany.
„Mamo,” wykrztusił, twarz bardziej czerwona niż pomidory, które kroiłam, „czy możesz coś z tym… zrobić?”
Wyjrzałam przez jego okno i zobaczyłam Shannon, rozłożoną w czymś, co można było opisać tylko jako nić pokrytą cekinami.
Powiedziałam Jake’owi, żeby trzymał zasłony zamknięte, ale wyglądał na pokonanego.
„Mamo, wczoraj Tommy przyszedł na naukę, wszedł, spojrzał i dosłownie zamarł.
Nie mogę tak żyć!
Będę musiał stać się człowiekiem-kretem i przenieść się do piwnicy!”
Po tygodniu obserwowania, jak Jake niezręcznie porusza się po swoim pokoju, zdecydowałam, że czas porozmawiać z Shannon.
Ale moja próba uprzejmego poruszenia tego tematu została natychmiast odrzucona.
Shannon odchyliła się na swoim leżaku, w wielkich okularach przeciwsłonecznych na nosie, i zasugerowała z przesadną szczerością, że powinnam rozważyć „lepsze zasłony” albo może „terapię” dla „represji” Jake’a.
Dwa dni później znalazłam jej „odpowiedź” na moim trawniku.
Na środku mojego starannie pielęgnowanego trawnika stała brudna, stara toaleta z napisem: „WYLEJ SWOJĄ OPINIĘ TUTAJ!”
Shannon rechotała ze swojego podwórka, twierdząc, że to „instalacja artystyczna”.
Kiedy moje skargi nie przyniosły efektu, Shannon zaostrzyła sytuację.
Zamieniła swój ogród w prywatny Woodstock — sesje opalania z przyjaciółmi, wieczorne karaoke, a nawet „krąg medytacyjny z bębnami”, który brzmiał jak grupa nakręconych słoni uczących się stepowania.
Zachowałam spokój i pozwoliłam karmie działać.
Kilka tygodni później przyszedł mój czas na śmiech.
Pewnej soboty zobaczyłam wóz strażacki zatrzymujący się przed naszym domem.
Okazało się, że Shannon zgłosiła „wyciek ścieków” ze starej toalety, licząc na to, że zostanie ona usunięta siłą.
Strażak spojrzał na suchą muszlę i powiedział jej, żeby „wezwała hydraulika” — albo może dekoratora wnętrz.
Ale karma jeszcze się nie skończyła.
W upalne popołudnie Shannon postanowiła wynieść swoje opalanie na wyższy poziom, zabierając leżak na dach garażu.
Wspięła się z arkuszem odblaskowym w jednej ręce i ogromną margaritą w drugiej.
Wtedy los interweniował — a raczej jej system zraszaczy.
Nagle przemoczona, Shannon straciła równowagę i wpadła prosto w swoje ukochane petunie.
Pokryta błotem i plamami trawy, spojrzała do góry, widząc, że połowa sąsiedztwa na nią patrzy, w tym pani Peterson, która grzecznie zapytała, czy „próbuje dostać się do Baywatcha”.
Po tym wszystkim sytuacja się uspokoiła.
Shannon przestała opalać się przed oknem Jake’a, muszla zniknęła, a ona postawiła wokół swojego podwórka ogrodzenie dla prywatności.
Następnego ranka Jake ostrożnie podniósł zasłony.
„Mamo, czy bezpiecznie już wyjść z programu ochrony świadków?”
Uśmiechnęłam się, podając mu talerz naleśników.
„Tak, kochanie.
Myślę, że ten pokaz został anulowany na dobre.”







