– Znowu coś kupiła?
Edward wymownie skinął głową w stronę dużego

kartonowego pudła, które Regina postawiła obok
szafki na buty. Sam stał w przedpokoju w
domowych szortach i z wyraźnym niezadowoleniem
oglądał zakup żony, jakby przyniosła do domu nie buty, a przedmiot luksusowy.
– Zimowe kozaki – odpowiedziała spokojnie Regina, ściągając kurtkę i wieszając ją na wlecu. – Stare już całkowicie się rozleciały. Po prostu nie mam w czym chodzić.
– Można było zanieść je do szewca. W ogóle umówiliśmy się, że oszczędzamy na maksa. Zbieramy pieniądze na mieszkanie, jeśli zapomniałaś.
Regina oparła się ramieniem o framugę i ze zmęczeniem spojrzała na męża.
Ta historia ze wspólnym budżetem i niekończącym się trybem oszczędzania trwa już trzeci rok. Tuż po ślubie postanowili odkładać na przestronne dwupokojowe mieszkanie. Wtedy Regina popełniła błąd, o którym potem przypominała sobie coraz częściej.
Przed ślubem przez pięć lat odkładała pieniądze i zdołała zgromadzić całkiem sporą sumę. Po ślubie wypłaciła wszystko z konta w gotówce i schowała do starej blaszanej puszki po ciastkach. Puszkę postawiono na najwyższej półce w szafie w sypialni.
Umówili się surowo: co miesiąc trafiają tam wszystkie wolne środki, które zostają po niezbędnych wydatkach.
Tyle że pensje małżonków były różne, a pojęcie “niezbędne wydatki” każde z nich rozumiało na swój sposób.
– Moje kozaki kosztowały mniej niż te drogie opony, które tydzień temu założyłeś do swojego ukochanego samochodu – przypomniała Regina. – Czy zasada oszczędzania dotyczy tylko moich zakupów?
– Samochód to zupełnie co innego – odciął się Edward. – Jestem mężczyzną, muszę jeździć na normalnych oponach. To bezpieczeństwo rodziny. A tobie tylko w głowie chodzenie po sklepach.
– Bezpieczeństwo rodziny? – Regina krótko się uśmiechnęła. – Jeździmy tym samochodem dwa razy w miesiącu do twojej matki za miasto. Za to co tydzień kupujemy tanie makaron w promocji.
– Nie dramatyzuj – skrzywił się mąż. – Normalnie jemy. Zresztą jutro przyjeżdża mama. Trzeba przygotować porządny stół.
– Przygotuję – odpowiedziała krótko Regina. – Ale zakupy na obiad zrobisz tym razem ty. Do wypłaty zostało mi prawie nic. Wczoraj opłaciłam rachunki.
– Ty zawsze nie masz pieniędzy – warknął Edward i poszedł do pokoju.
Następnego dnia tuż po południu z przedpokoju dobiegł głośny głos Łarysy Nikołajewny.
Teściowa przybyła punktualnie i jak zwykle w pełnej gali: kwiecista jedwabna chusta, staranna fryzura, masywny sygnet na palcu wskazującym i wyraz twarzy człowieka, który z góry wie, jak wszyscy wokół powinni poprawnie żyć.
Regina właśnie kończyła nakrywać do stołu, gdy Łarysa Nikołajewna pojawiła się w kuchni i pierwszym gestem dokładnie obejrzała pomieszczenie.
– Dzień dobry, Reginczko. Widzę, że macie koło drzwi pudełko od butów. Znowu na jakieś zakupy sobie pozwalasz?
– Musiałam kupić kozaki, Łaryso Nikołajewno – odpowiedęła Regina, stawiając na stole dużą miskę z sałatką. – Zima idzie. Starych już nie da się nosić.
Teściowa niespiesznie usiadła przy oknie.
– Zima, nawiasem mówiąc, przychodzi dla każdego. Tylko rozsądna żona dba o budżet rodzinny. Edik przecież pracuje bez wytchnienia, jeszcze w weekendy siedzi w domu przed komputerem, kończy jakieś projekty. A u ciebie pieniądze lecą przez palce. Jesteś rozrzutna, Reginczko. Trzeba wszystko przynosić do rodziny!
– Kupiłam buty za własną pensję.
– A twoja pensja to niby nie jest rodzinna? – natychmiast podniosła głos Łarysa Nikołajewna. – Macie wspólny budżet. Sami tak zdecydowaliście, żeby kupić mieszkanie! Mój syn się stara, odkłada każdą wolną kwotę, a ty zupełnie nie doceniasz jego wysiłków. Wczoraj sąsiadka powiedziała mi, że kurier przynosił ci też jakieś kosmetyki.
Regina poczuła, jak w środku powoli narasta irytacja, ale odpowiedziała spokojnie:
– To był zwykły krem do twarzy. Najprostszy nawilżający. Żaden klejnot w pudełku.
Edward wszedł do kuchni dokładnie w tym momencie. Usłyszawszy ostatnie słowa, niezręcznie uśmiechnął się do matki.
– Mamo, no starczy już. Zjedzmy coś w spokoju. Tym bardziej że czeka nas dzisiaj poważna rozmowa.
Poważny charakter rozmowy wyjaśnił się po daniu głównym.
Łarysa Nikołajewna odsunęła od siebie talerz, dystyngowanie złożyła dłonie na kolanach i od razu przybrała smutny wyraz twarzy.
– Krótko mówiąc, dzieci, mamy wielki problem. Milana ma pilną sprawę z kredytem hipotecznym.
Milana była młodszą siostrą Edwarda. Rok temu wyszła za mąż, niedawno urodziła dziecko i od tamtej pory uważała, że krewni mają obowiązek wspólnymi siłami polepszyć jej warunki mieszkaniowe.
– Jaki znów kredyt hipoteczny? – zdziwiła się Regina. – Przecież mieszkają razem z rodzicami jej męża. Milana sama mówiła, że dom jest przestronny i miejsca starczy dla każdego.
– Nie starczy – machnęła ręką Łarysa Nikołajewna. – Dziecko rośnie. Potrzebuje własnego pokoju. Znaleźli wspaniałe trzypokojowe mieszkanie, deweloper daje teraz dobrą zniżkę. Tylko na wkład własny brakuje dużej sumy. A czasu jest mało. Jeśli do końca miesiąca nie wpłacą pieniędzy, zniżka przepadnie.
– Jasne – powiedziała ostrożnie Regina, zbierając brudne naczynia. – Mam nadzieję, że coś wymyślą. Może wezmą dodatkowy kredyt. Albo pomogą rodzice jej męża.
Łarysa Nikołajewna przeniosła wymowne spojrzenie na syna.
Edward niespodziewanie zainteresował się wzorem na obrusie i nawet nie podniósł głowy.
– Już coś wymyślili – rzekła łagodnie teściowa. – Edik opowiedział, że macie przez te lata odłożoną sporą sumę. Tę samą, którą trzymacie w puszce po ciastkach.
Regina zamarła obok zlewu.
Woda w kranie nadal głośno szumiała.
Niespiesznie ją zakręciła, wytarła ręce w ręcznik i odwróciła się w stronę stołu.
– Te pieniądze są przeznaczone na nasze mieszkanie, Łaryso Nikołajewno. Zbieraliśmy je przez trzy lata. Wielu rzeczy sobie odmawialiśmy.
– A jeszcze poczekacie! – ton teściowej błyskawicznie się zmienił. – Nie macie jeszcze dzieci. W obecnym mieszkaniu też wam jest dobrze. A Milana ma niemowlaka! Krewni powinni sobie pomagać. Rodzina jest najważniejsza.
– Krewni to znaczy kto dokładnie? – zapytała cicho Regina, nie spuszczając wzroku z męża. – Edik, może teraz ty mi coś wyjaśnisz?
Edward wzruszył ramionami i dalej wpatrywał się w stół.
– A co tu wyjaśniać? Milana to moja siostra. Dam jej teraz pieniądze, a potem nam oddadzą. Kiedy będą mogli. Chyba. Zdecydowałem, że pomoc będzie słuszna. Przecież ja też odkładałem pieniądze do tej puszki. I mama ma rację.
Regina oparła się plecami o krawędź szafek kuchennych. W głowie nagle zrobiło się zaskakująco jasno. Przez trzy lata wmawiano jej, że za dużo wydaje. Przez trzy lata oszczędzała dosłownie na każdej drobnostce. Przez trzy lata Edward spokojnie kupował sobie nowe smartfony, chodził na obiady z kolegami do kawiarni, zamawiał części do swojego samochodu, a ona wysyłała niemal wszystkie wolne środki do ich wspólnej skarbonki. I teraz ten sam “głowa rodziny” bez żadnych konsultacji postanowił oddać oszczędności siostrze.
– Czyli głowa rodziny już o wszystkim zdecydowała – powtórzyła bezbarwnym głosem Regina. – A to, że jestem u was rozrzutna, jakoś nie przeszkadza wam liczyć na moje oszczędności?
– Ojej, jakie tam twoje pieniądze! – pogardliwie prychnęła Łarysa Nikołajewna. – W rodzinie głównym żywicielem jest mężczyzna. Przy twojej pensji, z tymi kozakami i kremami, włożyłaś tam same okruchy. Nie śmieszy ludzi, Reginczko. Idź lepiej przynieś puszkę. Z Edikiem sami wszystko przeliczymy i jutro przelejemy Milanie.
Regina nic nie odpowiedziała. Po prostu wyszła z kuchni, zostawiając matkę z synem cicho rozmawiających, i ruszyła do sypialni.
Otworzyła szafę, wspięła się na palcach i zdjęła z górnej półki okrągłą blaszaną puszkę z motywem kwiatowym. Puszka okazała się ciężka. Regina wzięła ją obiema rękami i wróciła do kuchni.
Łarysa Nikołajewna od razu zadowolona rozpromieniła się w uśmiechu.
– No i super. Bardzo dobrze. Trzeba słuchać starszych, a nie uprawiać samowolkę.
Regina postawiła puszkę przed teściową i zdjęła ciasną metalową pokrywkę. W środku leżały równe, zbite pliki pieniędzy.
– Edik – Regina spojrzała prosto w oczy męża. – Przypomnij swojej mamie, ile dokładnie wkładałeś tutaj przez ostatni rok?
Edward wyraźnie się zaniepokoił i potarł dłonią szyję.
– No… przecież nie liczyliśmy dokładnie. Budżet jest wspólny. Jaka w ogóle różnica, kto dokładnie ile tam włożył?
– A ja liczyłam.
Regina wyciągnęła z kieszeni domowych spodni złożoną na pół kartkę. Były na niej dane z aplikacji bankowej i zapiski z jej własnego notesu wydatków. Zaczęła prowadzić taką ewidencję jakieś pół roku temu, kiedy po raz pierwszy zrozumiała, że z ich finansami dzieje się coś dziwnego.
– Oto – Regina wyjęła z puszki trzy grube pliki i położyła je przed sobą – wniosłam do naszej rodziny jeszcze przed ślubem. To moje osobiste oszczędności z pięciu lat pracy jako logistyk. Wypłaciłam je z konta zaraz po tym, jak wzięliśmy ślub.
Przyciągnęła pliki bliżej siebie.
Łarysa Nikołajewna kilka razy ze zdziwieniem mrugnęła powiekami, ale na razie nic nie powiedziała.
– A to – Regina wyciągnęła jeszcze kilka cieńszych stosików – to, co co miesiąc dorzucałam tutaj ze swojej pensji. Właśnie ze względu na te pieniądze latami odkładałam zakup porządnych butów, oszczędzałam na kosmetykach i niemal przestałam jeździć taksówkami.
Druga część oszczędności również trafiła bliżej niej.
W puszce zostało już tylko kilka małych stosików obwiązanych cienkimi gumkami.
Regina dosunęła puszkę do teściowej.
– A oto, Łaryso Nikołajewno, wkład pani syna. Tej samej głowy rodziny. Wszystko, co zdołał odłożyć po drogich oponach, obiadach z kolegami i nieskończonych częściach do swojego ukochanego samochodu. Bierzcie. Myślę, że Milanie akurat starczy na tapety do pokoju dziecinnego.
Teściowa wpatrywała się w niemal pustą puszkę. Jej policzki powoli czerwieniały. Wodziła wzrokiem to z imponującej górki pieniędzy obok Reginy, to na skromne resztki należące do Edwarda.
– Ty… ty co wyprawiasz?! – głos Łarysa Nikołajewny załamał się do pisku. – Natychmiast połóż wszystko z powrotem! To wspólne oszczędności! Edik, no powiedz jej!
Edward gwałtownie zerwał się z krzesła i uderzył łokciem o pustą filiżankę. Ta przewróciła się na bok.
– Regin, posunęłaś się za daleko. Jakie znowu “twoje” pieniądze? Jesteśmy mężem i żoną! Nie możesz tak po prostu wszystkiego zagarniać dla siebie! Przecież się umówiliśmy!
– Zagarniać? – Regina krótko się uśmiechnęła, zbierając swoje pliki banknotów. – Zabieram to, co sama zarobiłam. Skoro w waszej opinii jestem okropną rozrzutnicą, to od dzisiaj będę wydawać wyłącznie na siebie. A Milanie pomagajcie z własnych środków. Głowa rodziny, jak widzicie, coś tam jeszcze ma.
– Co za spryciara! – Łarysa Nikołajewna z siłą uderzyła dłonią w stół. – Ogołociła chłopa do naga! Zawsze wiedziałam, że wyszłaś za Edika tylko dla zysku! Oddaj wszystko z powrotem, bezwstydna!
– Łaryso Nikołajewno – powiedziała spokojnie Regina, zabierając swoje pieniądze. – Dopijcie herbatę i wracajcie do domu. Ediku, masz czas do jutrzejszego wieczoru, żeby spakować swoje rzeczy. Blaszaną puszkę możesz zabrać ze sobą.
Po tych słowach odwróciła się i wyszła z kuchni.
Za jej plecami przez kilka sekund panowała ciężka cisza, a potem pokój wypełnił się oburzonym głosem Łarysy Nikołajewny. Teściowa głośno rozwodziła się nad kobiecą chciwością, brakiem skrupułów i niewdzięcznością.
Dwa miesiące później Regina świętowała już swoje parapetówkę. Kupno mieszkania sfinansowała kredytem hipotecznym i przeprowadziła się do przytulnej kawalerki w nowym osiedlu. Miesięczna rata okazała się zupełnie do udźwignięcia, zwłaszcza teraz, kiedy nie musiała już utrzymywać dorosłego mężczyzny o kosztownych przyzwyczajeniach i uczestniczyć w jego osobliwym “oszczędzaniu”.
Edward zamieszkał u matki.
A Milana tak i nie wzięła kredytu hipotecznego. Na wkład własny “głowa rodziny” nie miała potrzebnych oszczędności.







